Taniec i życie

Szefowa Szkoły AKSEL Anna Niedzielska (w środku) wraz tancerzami. Fot. Wit Hadło

Tylko w Super Nowościach oraz serwisie supernowości24.pl Anna Niedzielska, pedagog i choreograf w szczerej rozmowie na… temat tańca i życia.

- W tym roku Szkoła AKSEL świętuje “osiemnastkę”. Dojrzałość skłania do podsumowań. Jakie jest największe osiągnięcie Pani Szkoły?
- To wysokiej jakości marka, którą przez lata wypracowaliśmy, to doświadczenie, które wciąż procentuje i wielka pasja do rozwoju, to setki fantastycznych wyników par sportowych, zwłaszcza klas S, A i B, to setki wspaniałych indywidualności, które bycie z nami wspominają jako niezwykłą przygodę, to setki niezapomnianych pokazów.

-Z wykształcenia jest Pani germanistką, dlaczego zdecydowała się Pani na taniec?

-O wyborze zawodu zdecydowała pasja, prawdziwa miłość do tańca, ruchu, dzieci, chęć dzielenia się wiedzą, marzeniami i radością tańczenia. Jako nauczyciel, instruktor, trener pracuję już ponad 20 lat.

- A czemu sama porzuciła Pani karierę tancerki?
- Ja jej nie porzuciłam… zwyczajnie musiałam dokonać wyboru, kariera zawodnicza, oznaczałaby konieczność wyjazdu z Rzeszowa, a nie do pomyślenia było dla mnie zostawienie wychowanków. Wówczas prowadziłam tanecznie kluby AKSEL, Plus oraz Dżet. Poza tym czułam, że to właśnie jest moje miejsce! Kocham pracę z ludźmi!
AKSEL rodził się stopniowo… Zaczynaliśmy od 20-osobowej grupy dzieci. Fakt, że w tym roku Szkoła świętuje “18-tkę”, ciągle mnie zadziwia. Nigdy nie przypuszczałam, że to wszystko tak się ułoży, że pasja stanie się moją pracą i sposobem na życie.

- Czym jest nauka tańca?
To zobowiązująca praca, która nie ogranicza się do nauki kroków i rytmów. Ucząc tańczyć wpływamy na charakter i osobowość ludzi, kształtujemy w nich aktywną postawę życiową, atrakcyjny wizerunek, ja dbam także o wysoki poziom kultury wychowanków, którzy często są z nami w Szkole od maluszka po dorosłość. Przeżywam razem z nimi wszystkie ważne etapy życia: pierwszą klasę, komunię, egzaminy, niełatwy czas dorastania, maturę, wybór studiów, pierwsze miłości i życiowe rozczarowania, a także choroby, stres, problemy z rodzicami, rozstania i powroty… Wobec takiego ładunku emocji nie sposób stać całkiem z boku. Natomiast w przypadku pracy z dorosłymi nauczanie tańca to mierzenie się z ich oczekiwaniami, przezwyciężanie kompleksów, to praca nad odkrywaniem ich nowych możliwości, otwieranie ich na nowe emocje, na innych ludzi i świat.

- To chyba niełatwe zadanie…
- Zawsze staram się wyważyć i z jednej strony pracuję nad wyzwoleniem osobowości, dowartościowaniem tancerzy, a z drugiej stawiam wymagania. Mój przyjaciel, Arkadiusz Pavlović, konsultant naszych par, kiedy zwróciłam mu uwagę, że zbyt srogo odniósł się do pewnej tancerki, powiedział: “Aniu, ty jesteś jak dobry policjant, walczysz o nich jak matka, a ja jestem ten zły, ostry i wymagający. Obie strony są potrzebne, by pokazać tancerzom, że zawsze mogą zrobić więcej”. Jest w tym wiele racji…

- Miewa Pani chwile słabości?
- Zdarzają się, bo różne są oczekiwania osób, które przychodzą do naszej szkoły. Wiem, że nie jestem w stanie zadowolić wszystkich. Niekiedy skrzydła podcinają rodzice tancerzy, krytykując lub przesadnie gloryfikując umiejętności własnego dziecka, brutalnie oceniając umiejętności innych, nie mając pojęcia o wysiłku, jaki wspólnie wkładamy w każdy krok i etap naszej pracy. Wiem od swoich tanecznych przyjaciół w całej Polsce, że też mają z tym problem. Na szczęście ja na swej drodze wciąż spotykam wielu wspaniałych rodziców, którzy mobilizują swoje pociechy i potrafią zachować zdrowy dystans do problemów, jakie niesie taniec sportowy, którzy kibicują a w odpowiednim momencie, pozwalają samodzielnie zdecydować tancerzowi, o tym, co dalej. To także dzięki takiej mądrej postawie dzieci odnoszą sukces i to nie tylko na parkiecie, ale też w życiu.

- Czy robi Pani egzaminy dla kandydatów do Szkoły?
- Nie, jestem zdecydowanym przeciwnikiem takiej formy przy zapisach. Lata doświadczeń pokazują, że przychodzący do nas mały człowiek jest wielką niewiadomą. Moja własna, ulubiona myśl to: “nie ma mistrza bez talentu, ale sam talent nie wystarczy”. Zdarza się, że te dzieci, które na początku nie mogą odnaleźć rytmu, mają problemy z sylwetką, zamkniętą lub wybuchową osobowością, poprzez wytrwałą pracę dochodzą do mistrzostwa! Z tych niepokornych i rozbrykanych także rodzą się wielkie taneczne indywidualności!

- Co jest najtrudniejsze w szkoleniu innych?
- Oczywiście porażka, ale z drugiej strony to właśnie w niej ukryta jest siła do dalszego działania. Zbyt łatwo osiągnięty cel usypia dążenia. Jako trener zawsze staram się uzmysławiać rodzicom dzieci szczególnie uzdolnionych, że warto mierzyć wyżej i startować w trudniejszych turniejach! Owszem, to wymaga charakteru, a także dodatkowych funduszy, jednak czasem warto sobie właśnie taki cel postawić, a satysfakcja i radość choćby z najmniejszego osiągnięcia będą wtedy ogromne…a wyzwolone w parze możliwości są bezcenne! Przykładem mogą być Maciek Kadłubowski i Maja Kopacz – najlepsza na Podkarpaciu para standardowa, która szturmem przebiła się do światowej czołówki par do 21. roku życia. Maciek z Mają bez kompleksów wyruszali na najtrudniejsze imprezy w kraju i za granicą i to m.in. przyniosło im tak wielki sukces!

- Proszę zdradzić, jakie ma Pani plany?
- 16 czerwca organizujemy na Podpromiu kolejną edycję naszego turnieju “AKSEL RESOVIA-2012”. W programie jak zawsze ciekawe pokazy, wyjątkowi goście, rozbrajające  Debiuty i oczywiście – sportowa rywalizacja turniejowa. Może uda mi się w nią włączyć po raz pierwszy w historii szkoły naszych Seniorów. Z pewnością wiele będzie się działo, tymczasem mój turniejowy zegar zaczął działać, a adrenalina i stres związany z tym wielkim przedsięwzięciem już dają znać o sobie. Kolejne marzenie to niezmiennie od lat – własne, stałe miejsce do treningu… Dojrzewam do męskiej decyzji w tej kwestii, więc może i to marzenie w końcu uda mi się zrealizować.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.