Teść podpalił ją żywcem przed własnym domem

Z dawnego życia Kasi zostały tylko zdjęcia. Poparzona w 90 proc. kobieta już nigdy nie będzie wyglądała tak, jak przed tragedią. Fot. Bogdan Myśliwiec

Najpierw los odebrał jej męża, a potem jedna z najbliższych osób dopuściła się okrucieństwa, które zmieniło w koszmar całe jej życie.

36-letnia Katarzyna rok temu straciła męża w wypadku motocyklowym, a miesiąc temu została oblana łatwopalną substancją i podpalona. O dokonanie tego nieludzkiego czynu podejrzany jest teść kobiety, który nie mógł znieść, że po śmierci syna to młodej synowej przypadł rodzinny majątek.

Historia 36-letniej Katarzyny z Sandomierza przeraża i przytłacza, bo jest dowodem na to, że seria nieszczęść jaka może dotknąć jedną osobę jest nieograniczona. Tę młodą osobę najpierw los, a potem bliski jej człowiek doświadczyli tak okrutnie, że nie sposób przejść obok tej tragedii obojętnie.

Młoda panna młoda

Kasia wyszła za mąż gdy miała 19 lat. Rok później urodził się jej pierwszy syn. Po raz drugi została mamą sześć lat później. Czteroosobowa rodzina najpierw mieszkała w jednym z sandomierskich bloków aż do czasu, gdy przeprowadzili się do wybudowanego w pobliskich Chwałkach domu. Budynek mógł pomieścić dwie rodziny, więc oprócz młodych, w domu zamieszkali także teściowie Katarzyny.

Zaradna dziewczyna doskonale radziła sobie z obowiązkami domowymi i zawodowymi. Była fryzjerką i w centrum Sandomierza prowadziła własny zakład fryzjerski. Lokal, w którym był on usytuowany, należał jednak do teściów. To połączenie spraw domowych i zawodowych z rodziną męża od zawsze budziło pewne spięcia w wielopokoleniowej rodzinie, ale udawało się je jakoś rozładować.

Niespodziewana śmierć

Tragedia, która zmieniła życie Katarzyny i jej dzieci w niekończący się koszmar wydarzyła się prawie rok temu. W maju 2011 roku mąż pani Kasi wybrał się na przejażdżkę motocyklem. Jej skutki okazały się fatalne. Młody mężczyzna zginął w wypadku. Wraz ze śmiercią męża pani Kasi, relacje z jej teściami bardzo się popsuły.
- To było kilka dni po pogrzebie, centrum Sandomierza. Szłam z córką i jej dziećmi, gdy dopadł do nas teść i zaczął wrzeszczeć, że stracił wszystko, że został z niczym, wyciągał kieszenie puste ze spodni i robił przedstawienie na całe miasto – wspomina mama pani Kasi. – Nie cierpiał z powodu śmierci syna, tylko nie mógł się pogodzić, że majątek który był przepisany na syna teraz odziedziczyła moja córka i jej dzieci.

Ciężkie życie z teściami

Życie bez męża w domu, który trzeba było dzielić z takimi teściami nie było łatwe. Na młodą wdowę spadły nie tylko podwójne obowiązki, ale i ciężar tłumaczenia się ze wszystkiego przed teściami.

- Teść córki nie mógł znieść tego, że do niej i jej dzieci należał teraz dom, w którym mieszkali, uważał także do niego należy stworzony przez Kasię zakład fryzjerski. Przywoził ją do pracy i odwoził, żeby mieć nad nią pełną kontrolę, śledził ją, pilnował, czy nie spotyka się z żadnym nowym mężczyzną – mówi Urszula Moczulska. – Miał obsesję na punkcie pieniędzy i nie krył, że o ile chce, by dzieci syna zostały w ich domu, to córka najlepiej zrobiłaby gdyby znikła z ich życia raz na zawsze.

Chciała zacząć życie od nowa

Mama pani Kasi od miesięcy namawiała ją, żeby ta przeprowadziła się do jej mieszkania, które stało puste, bo ona przebywała za granicą. Kasia chciała jednak wyprowadzić się do swojego mieszkania. Już takie zresztą znalazła, wpłaciła za nie zaliczkę, szukała mebli, że je urządzić po swojemu. Przeprowadzkę zaplanowała po świętach Wielkanocnych.

- Wiedziałam, że wyprowadzka o tych ludzi będzie dla Kasi bardzo trudna. Mówiłam jej, że prócz firmy transportowej potrzebuje jeszcze ochroniarzy, którzy zapewnią jej spokojny przebieg tej operacji – mówi mama Kasi. – Miała jednak nadzieję, że tak źle nie będzie i da sobie radę.

Żywa pochodnia

Do przeprowadzki jednak nie doszło. Kasia nie zdążyła uciec. 19 marca wróciła z pracy i już miała wysiąść z samochodu, gdy dobiegł do niej jej teść. Oblał kobietę jakąś łatwopalną substancją i podpalił. Przerażona Katarzyna próbował się bronić, jej ubranie płonęło jednak, a jej oprawca przytrzymywał drzwi samochodu, tak, by nie mogła z niego wysiąść.

- Kasia musiała ogromnie cierpieć. Przez to, że wzywała pomocy, a znajdowała się wewnątrz pojazdu, oparzyła sobie drogi oddechowe – mówi łamiącym się głosem matka poszkodowanej. – Chyba cudem udało jej się wydobyć z samochodu, jeden z sąsiadów zauważył zajście, dobiegł do niej i ugasił ogień zarzucając na nią koc. Mężczyzna ten widział kto był sprawcą tej tragedii, moja córka ostatkiem sił przed utratą przytomności także wypowiedziała imię oprawcy.

Tygodnie w śpiączce

Po zaalarmowaniu służb ratunkowych przez świadka tragedii na miejsce zdarzenia natychmiast przybyło pogotowie, straż pożarna i policja.

- Córka została przewieziona do sandomierskiego szpitala, ale tam przez półtorej godziny czekała na karetkę, która musiała tu dojechać aż z Ostrowca Świętokrzyskiego, bo żadna sandomierska nie mogła zawieźć jej do Wschodniego Centrum Oparzeń w Łęcznej koło Lublina – mówi rozżalona pani Urszula. – To były tak bezcenne minuty, które zmarnowano.

Pani Kasia ma poparzone 90 proc. ciała. Od dnia tragedii znajduje się w śpiączce farmakologicznej, miała przeprowadzonych już kilka przeszczepów, z czego nie wszystkie się przyjęły. Dopiero kilka dni temu lekarze przekazali matce kobiety, że jej stan z zagrażającego życiu poprawił się na stan ciężki.

Walczy o sprawiedliwość dla córki

3 dni po tragedii, 22 marca sandomierska Prokuratura Rejonowa postawiła 65-letniemu teściowi pani Kasi zarzut usiłowania zabójstwa, a sąd zgodził się na zastosowanie wobec niego trzymiesięcznego aresztu. Pani Urszula Moczulska została sądownie uznana kuratorem, który ma prawo występować w imieniu córki, prawdopodobnie wystąpi także o ustanowienie jej oskarżycielem posiłkowym. Synowie pani Kasi – 16 i 10-latek znaleźli się pod opieką jej brata. – Wiem, że przed nami ciężkie miesiące. Najważniejsze jest jednak teraz zdrowie córki, lekarze przewidują, że będą ją utrzymywać w śpiączce jeszcze przez co najmniej dwa miesiące. Nie wiemy w jakim stanie się obudzi. Czy będzie mogła mówić, czy będzie widziała… Nigdy nie wróci do takiej sprawności jak przed tym zdarzeniem, ale póki co staramy się utrzymać to, na co pracowała całe życie. Dbamy o dzieci i o jej zakład pracy.

Małgorzata Rokoszewska

do “Teść podpalił ją żywcem przed własnym domem”

  1. kasia

    wspulczuje ale wierze ze dzieci beda twym oparciem i rodzina a z tesciem powinno tak samo sie zrobic wiezienie dla tego palanta to bedzie raj a powinien doznac takiego samego bolu pozdrawiam

  2. Kasandra

    Jak można być takim debilem , żeby zrobić takie coś ?! Okrutny ..

  3. adam

    Kasiu jak mozesz napisz do mnie jak nie napiszesz sie nie obraze jestes wielka i bardzo silna tak jak masz dzieci ktore Cie wspieraja i kochaja tak samo masz wiele osob w Polsce ktore Cie kochaja caluski …

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.