Tir zmiażdżył trzy młode życia

Samochody zostały zmiażdżone. Magda, Piotr i Łukasz nie mieli szans na ratunek. Fot. Wit Hadło

Wyszli jak co dzień z domów, jechali do pracy. Nie dotarli na miejsce. Rodzinie i znajomym pozostaną po nich tylko wspomnienia…

Magda miała 19 lat, dopiero wchodziła w dorosłość. 24-letni Piotrek ożenił się w lipcu zeszłego roku, rozpoczął budowę domu. 33-letni Łukasz w grudniu wrócił z zagranicznego kontraktu. Chciał być bliżej żony i 4-letniego synka. Co łączy ta trójkę ludzi? Zginęli we wtorek w tragicznym wypadku w Boguchwale. Stali na światłach, gdy z impetem najechał na nich tir. W starciu z olbrzymem nie mieli najmniejszych szans na ratunek.

Był wtorek, dochodziła godz. 7.20 rano. Magda ze swoim szwagrem Piotrem, jechali seatem ibizą. Łukasz, w swoim peugeocie dojeżdżał do skrzyżowania nieopodal kościoła w Boguchwale. Oba auta zatrzymało czerwone światło. Stanęli. Przed nimi ciężarowa scania wypełniona prętami zbrojeniowymi. Kilka sekund później już nie żyli. Z tyłu, bez hamowania, najechał  na nich tir na rumuńskich rejestracjach. Samochody, jak papier, zgięły się w harmonijkę. Nie było kogo ratować. Zginęli na miejscu.

Magda 

19-letnia Magda z Mogielnicy w zeszłym roku skończyła liceum w Tyczynie. Uśmiechnięta, koleżeńska z głową pełna pomysłów – tak zapamiętają ja przyjaciele i znajomi ze szkoły. – Była bardzo dobrą uczennicą,  typem aktywistki, osoby, która nie potrafi usiedzieć na miejscu, tylko musi działać dla dobra innych. Udzielała się nie tylko w  klasie, ale i na forum szkoły – mówi Agnieszka Chmiel, dyrektorka LO w Tyczynie – Wszyscy bardzo przezywamy tę tragedię. Wciąż dzwonią do nas koledzy i koleżanki z byłej klasy Madzi. Dopytują, rozmawiają o niej. Jesteśmy wstrząśnięci. Trudno znaleźć słowa, które opisałyby nasz ból po jej stracie – dodaje.

Magda, najmłodsza z dziewiątki rodzeństwa  pracowała w cukierni na Baranówce w Rzeszowie. W tragiczny wtorek jechała ze szwagrem Piotrkiem do pracy. Mieli na ósmą… Często jeździli razem, mieszkali w końcu w jednym domu.

- Była wspaniałą, wesołą osobą, pozytywnie nastawioną do życia – wspomina Magdę Iga z Mogielnicy, jej daleka kuzynka i przyjaciółka. – Chodziłyśmy razem do gimnazjum, później do liceum. Mieszkamy niedaleko, więc dość często się widywałyśmy. Ostatnio tydzień temu. Wpadła wtedy do mnie na pogaduszki.

Iga widziała wypadek w Boguchwale. Akurat przejeżdżała tamtędy w drodze na uczelnię. – Nawet przez myśl mi nie przeszło, że tam mogła być Madzia. Dopiero później dowiedziałam się, że zginęła. Choć minęło już kilka dni, wciąż do mnie to nie dotarło. Jeszcze zapewne dużo czasu minie, aż przywyknę do myśli, że już jej więcej nie zobaczę.

Piotr

24-letni Piotrek, szwagier Magdy, pochodził z Gwoźnicy Gornej. Był tam strażakiem i sekretarzem ochotniczej straży pożarnej. Od roku piastował urząd członka zarządu gminnego OSP. Najmłodszy z trójki rodzeństwa, oczko w głowie rodziców.  Pracował w rzeszowskiej firmie meblowej. Po ślubie przeniósł się do żony, do Mogielnicy. Mieszkał z teściami i rozpoczął budowę własnego domu.  – Uczynny, serdeczny, był dla nas jak członek rodziny – mówi pani Beata, bliska znajoma Piotra. – Gdy jeszcze mieszkał w Gwoźnicy, często u nas bywał. Zdarzało się, że nawet codziennie. Przyjaźnił się z mężem.

Gdy mąż pani Beaty dowiedział się o wypadku, był akurat w drodze do pracy – Zadzwonił do niego brat, żeby jechał inną drogą, bo krajowa “dziewiątka” jest zablokowana. Gdy dojechał na miejsce sprawdził w internecie, co się stało. Wtedy w zmiażdżonym wraku rozpoznał nowy samochód Piotra, który zaledwie dzień wcześniej odwiedził go w jego warsztacie samochodowym. Piotrek chciał się pochwalić nowym nabytkiem, umówił się z mężem na sobotę na przegląd.

Zdenerwowany mąż pani Beaty próbował się skontaktować z Piotrem. – Zadzwonił do niego raz, drugi, trzeci – opowiada. – Telefon uparcie milczał. Za niedługo zadzwoniła do nas żona Piotrka z wiadomością, że ten nie żyje. Dosłownie powaliło nas z nóg. Wciąż trudno jest mówić o tym spokojnie. Znajomy opowiadał mi, że też tamtędy przejeżdżał. Widział jak wyciągają Madzię z wraku. Miała na sobie różowe rajstopy i jasną kurteczkę…

Łukasz

33-letni Łukasz pochodził z Siedlisk. Po ślubie przeniósł się do żony, do  Lubeni. – To był dobry chłopak, radosny – wspomina go sprzedawczyni spożywczego sklepu w Siedliskach. – Pamiętam, jak chodził na te swoje tańce. Zaglądał czasem do mnie, aż chciało się go obsługiwać, taki był miły.

Łukasz przez długie lata należał do zespołu Pieśni i Tańca „Lubenka”. Później wyjechał na zagraniczny kontrakt do Szwecji. W grudniu wrócił do Polski, bo chciał być bliżej żony i 4-letniego synka. – Widzieliśmy się miesiąc temu na zabawie – wspomina pan Krzysztof ze Straszydla, kolega Łukasza. – Był zadowolony z powrotu, mówił, że podjął tu pracę, ęe planuje już zostać.

Łukasz pracował przy budowie obwodnicy Jarosławia. We wtorek jechał do Ropczyc na spotkanie. Dwa dni później na cmentarzu w Lubeni opłakiwali go najbliżsi i przyjaciele.

Mieszkańcy miejscowości, z których pochodziły ofiary tragedii, wciąż nie mogą się z niej otrząsnąć. – Coś potwornego. Człowiek wychodzi z domu rano i nie może być pewny, że do niego wróci – mówi starsze małżeństwo napotkane przez nas pod pocztą. – Gdyby szarżowali, gdyby się gdzieś spieszyli. Ale oni stali na czerwonym świetle. To niewyobrażalny dramat. Na ich miejscu mógł być przecież każdy z nas. Ile razy tamtędy przejeżdżaliśmy…

***

Tirem, który najechał na Magdę, Piotra i Łukasza kierował 24-letni obywatel Rumunii. W trakcie zatrzymania był trzeźwy. W środę usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Do sądu wpłynął wniosek o 3-miesięczny areszt dla niego.  Kierowca nie przyznał się winy. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności. Przyczynę wypadku wyjaśni dochodzenie.

Katarzyna Szczyrek

do “Tir zmiażdżył trzy młode życia”

  1. zgrzyt

    Na drogach mordują około 50 ludzi tygodniowo. Na torach kolejowych jest pusto. Ktoś musiał sie z głupim na głowę zamienić.

    • bramkarz

      Posłuchaj „Zgrzyt” tych pozamienianych głów jest wiecej Kolej dogorywa bo nikt z niej nie korzysta a taka Szwajcaria wszystko co cięzkie na drodze puszcza koleją Da się – Tak Oczywiście Ale po co skoro można mordować na drogach a kolej niech skona Drogi zaś remontujmy nieustannie bo w Polsce musi być największy tranzyt na świecie

  2. in

    żal,żąl tych ludzi, oczy moje płaczą i ja też płaczę…..

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.