To jednak nie była kradzież

Czesław Obara przed sądem w Stalowej Woli odniósł pierwszy sukces. Tuż przed Nowym Rokiem ostatecznie uniewinnił go od zarzutu kradzieży sąd w Tarnobrzegu. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. To była prawdziwa droga krzyżowa. Drewniany krucyfiks wrócił na teren jednej ze stalowowolskich plebanii, odwiedzając po drodze kilka sądów.

Tak Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu ocenił czyn Czesława Obary z 16 czerwca ub. roku. Ówczesnej nocy Obara wykopał duży krzyż stojący przy ul. Okulickiego w Stalowej Woli i wkopał go obok swego domu w Zaklikowie. Prokurator oskarżał go o kradzież symbolu wiary, ale sąd dwukrotnie nie dopatrzył się w tym znamion czynu przestępczego. Postanowienie jest prawomocne.

To już chyba ostatni akord sporu o krzyż, jaki rozpoczął się prawie 4 lata temu. Uczestnicy drogi krzyżowej ustawili wtedy na Kokoszej Górce krzyż, z wiarą, że w tym miejscu stanie kiedyś nowy kościół. Miasto wiąże z tym miejscem zupełnie inne plany inwestycyjne, a że strona kościelna krzyża nie chciała zabrać, sprawą zajęły się sądy. Sąd Administracyjny nakazał przeniesienie krzyża, ale nie miał się kto za to zabrać. W połowie czerwca krzyż zniknął i szybko okazało się, że zabrał go Obara.

Krzyż zabetonował, ale nie po to, by go mieć
Podobno zrobił to dlatego, żeby uchronić symbol wiary przed profanacją. Zupełnie innego zdania był prokurator, który obciążył stalowowolanina zarzutem kradzieży. Obara krzyż oddał i od kilku miesięcy stoi on już na terenie jednej ze stalowowolskich parafii. Zwrot krzyża nie zmiękczył jednak prokuratora, który domagał się ukarania sprawcy jednej z dziwniejszych kradzieży w regionie. 13 listopada Sąd Rejonowy w Stalowej Woli uniewinnił C. Obarę. Zdaniem orzekającej sędzi, Obara nie dążył do „uzyskania trwałego władztwa nad rzeczą”.

Prokurator jednak nie dawał za wygraną i postanowienie sądu rejonowego zaskarżył do wyższej instancji. Zdaniem oskarżyciela, sąd przyjmując wersję sprawcy, dopuścił się błędów w ustaleniach faktycznych. Dowodem winy miało być zabetonowanie podstawy krzyża, a to znaczyło, że zaborca drewnianej konstrukcji, chciał ją zatrzymać na własność. Dla sądu w Tarnobrzegu nie był to jednak wystarczający dowód winy i po raz drugi umorzył postępowanie, utrzymując w mocy postanowienie sądu stalowowolskiego. Wcześniej sąd w Stalowej Woli odrzucił inne skargi w sprawie krzyża na Kokoszej Górce, a więc sprawa została ostatecznie zakończona.

jam

do “To jednak nie była kradzież”

  1. Andy

    Rozsądne podejście Sądu do tej sprawy choć na temat wyroków Sądów mam raczej negatywną opinię.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.