To nie była kolejka cudów

Weteran boisk Waldemar Jaroch nie ma wątpliwości, że Polonia utrzyma się w lidze tylko wtedy, gdy jej młodzież będzie walczyć i biegać do upadłego. Fot. Archiwum

III LIGA. Obrońca Polonii Waldemar Jaroch: – Zmiana trenera pomogła!

Rozpaczliwie broniąca się przed spadkiem Polonia bije 3-0 w Białej Podlaskiej kandydata do awansu i odnosi pierwsze w sezonie zwycięstwo poza domem. W tym samym czasie niepokonany wiosną Izolator przegrywa u siebie wyraźnie z walczącym o utrzymanie Limblachem Zaczernie. – Kolejka cudów? Jeszcze parę lat temu takie wyniki wzbudzałyby wątpliwości, ale dziś nie ma mowy o żadnych układach! – podkreśla obrońca Polonii Waldemar Jaroch.

To było drugie z rzędu spektakularne zwycięstwo przemyskiej drużyny pod wodzą nowego trenera Jarosława Zająca. Zanim “Barcelona” wybiła z głowy II ligę piłkarzom Podlasia, wbiła trzy gole kapitalnie spisującej się wiosną Tomasovii. – To był najlepszy zespół, z którym graliśmy. Nasza metamorfoza to nie przypadek. Nowy trener wziął młodzież do galopu. Poprzedni Krzysztof Stefanowski, dla niektórych był za miękki – tłumaczy najbardziej doświadczony zawodnik Polonii.

Walczyć i biegać
Jaroch nie ma wątpliwości, że dzisiejsza młodzież jest inna, niż dziesięć lat temu. – Zaangażowanie to podstawa. Chłopcy mają umiejętności, jeśli im się chce, są w stanie ograć każdego. Ale zbyt często idą na łatwiznę. W takim składzie i w takiej lidze powinniśmy się utrzymać bez większego problemu. Trzeba jednak punktować regularnie, a my na wyjeździe prezentowaliśmy 20 procent tego, co pokazywaliśmy na własnym boisku – kontynuuje.

40-letni piłkarz twierdzi, że poziom trzeciej ligi drastycznie się obniżył. – W tym sezonie to prawdziwa katastrofa. Dlatego tak ważne jest podejście do swoich obowiązków. Żaden zespół nie zginie, jeśli będzie walczył i biegał na całego. To wystarczy, by wygrywać mecze.

Z lepszymi lepiej
W Białej Podlaskiej poloniści zdobywali gole po koszmarnych pomyłkach obrońców Podlasia, ale też zostali doskonale ustawieni przez Jarosława Zająca. – Wiedzieliśmy, że defensywę mają dużo słabszą od pomocy i ataku. Ustawiliśmy się w sześciu w tyle i graliśmy długą piłkę na naszych napastników. Mecz kapitalnie się ułożył, po stracie gola gospodarze ruszyli do odrabiania strat, zostawiając na boisku mnóstwo miejsca. Wykorzystaliśmy to bezlitośnie – opowiada o spotkaniu, które może zadecydować o przyszłości Polonii.

– Wciąż znajdujemy się w ciężkim położeniu. Przed nami cztery mecze z rywalami z wyższej półki albo takimi, którzy również bardzo poszukują punktów. Ale to mnie w sumie nie martwi, bo z przeciwnikami wymagającymi idzie nam dużo lepiej. Przypomnę tylko, że nie daliśmy się Avii, a z ostatnią w tabeli Chełmianką przegraliśmy dwa razy. I jeszcze jedno: nasz klub znajduje się w fatalnej kondycji finansowej, ale to nie wpłynie na postawę zawodników. Rozmawialiśmy w szatni i doszliśmy do wniosku, że teraz najważniejsze jest utrzymanie Polonii. Zostawimy na boisku serce – deklaruje Jaroch.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.