To nie ja jestem winna!

- Wszystkie oskarżenia z jakimi występuje była żona mojego zmarłego męża są kłamstwami – przekonuje Mariya Khomyk.

RZESZÓW. Przedstawiamy racje drugiej strony sporu.

Po naszym poniedziałkowym artykule “Ukrainka chce nas wyrzucić z mieszkania!”, do naszej redakcji zgłosiła się Mariya Khomyk, która przedstawiła swoją wersję opisanych wydarzeń. Według niej oskarżenia stawiane przez Halinę Janik są nieprawdziwe.

Przypomnijmy, że Halina Janik z Rzeszowa nie może pogodzić się z tym, że jej były mąż zapisał cały majątek, w tym mieszkanie, gdzie przebywa wraz z córką i wnuczką swej drugiej żonie – obywatelce Ukrainy, równocześnie wydziedziczając córkę. Twierdzi m.in. że Mariya Khomyk, chce wyrzucić ją z mieszkania oraz kieruje pod adresem jej i córki groźby karalne.

- Wszystkie te zarzuty to kłamstwa – odpowiada Mariya Khomyk, dodając, że nie używała różnych nazwisk i imion, a urzędowa pisownia wynika z angielskiej transkrypcji. Po polsku to Maria Chomyk. Jak dodaje, jest córką Polaka z Rymanowa Zdroju.

Dlaczego mnie oskarżają?

- Nigdy nie handlowałam alkoholem i papierosami – zaprzecza Mariya Khomyk. Przekonuje, że przed śmiercią męża pomagała mu przy prowadzeniu zakładu naprawy instrumentów muzycznych, a teraz prowadzi własną, legalną i zarejestrowaną działalność gospodarczą na co pokazuje dokumenty.

- Jak można powiedzieć, że przyczyniłam się do śmierci męża? To ona wymeldowała go z mieszkania. Władysław to był bardzo dobry człowiek – mówi z płaczem. – Wcześniej nie chorował. Jego choroba była nagła. Okazało się, że to rak trzustki z przerzutami. Nie było już ratunku. Nie wychodziłam ze szpitala przez trzy tygodnie. Zaledwie w ciągu dwu i pół miesiąca od  mąż zmarł.

Podkreśla, że to ona płaciła za pogrzeb męża, a w szpitalu odwiedziła go tylko córka z ciotką, ale nie chciał jej widzieć po tym jak kilka lat wcześniej go obraziła. Ta obraza czci była też przyczyną wydziedziczenia.

Sprawa toczy się w sądzie
Mariya Khomyk przekonuje, że to była żona jej męża wciąż wytaczała mu sprawy sądowe, a pod jej adresem kierowała groźby karalne. Miało dochodzić też do rękoczynów. Sprawy były jednak umarzane przez prokuraturę. Podobnie jak ostatnia dotycząca sytuacji z sierpnia, gdy oprócz gróźb ze strony poprzedniej żony męża znieważenia miała dopuścić się też jego siostra. – Odwołałam się od decyzji prokuratury – mówi Khomyk. – Rozprawa będzie 22 września.

Dodaje, że kłamstwa drugiej strony zmusiły ją do spłacenia pożyczki zaciągniętej na budowę domu przez zmarłego męża – 32 tysięcy złotych, a mieszkanie, o które toczy się spór w jednej czwartej przypada pasierbicy męża z pierwszego małżeństwa. – Muszę ją spłacić – wyjaśnia.

Przekonuje, że nie jest biedna i na majątku jej nie zależy. – Byłam skłonna zrzec się mieszkania na rzecz wnuczki męża, bo dziecko jest niewinne, ale skoro tak mnie oskarżają i to w gazecie wolę oddać je na dom dziecka – mówi roztrzęsiona.

***

Dwie strony konfliktu wzajemnie się oskarżają. Na łamach gazety nie rozsądzimy, która z nich ma rację. Mamy nadzieję, że uczynią to odpowiednie organy państwa i niezawisłe sądy.

Krzysztof Kuchta


 

do “To nie ja jestem winna!”

  1. ANDRZEJ

    ZNAM TA KOBIETE TYDZIEN TEMU KUPOWALEM U NIEJ PAPIEROSY NA RYNKU
    jEST WINNA PARE TYSIECY MOJEMU KOLEDZE SZUJA I TYLE

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.