To nie psy są winne ataku na dziecko

Nikt nie przypuszczałby, żeby ta potulna suka husky mogła mieć zabójcze instynkty. Dwa tygodnie odosobnienia pokażą, czy nie jest chora. Fot. Jerzy Mielniczuk
Nikt nie przypuszczałby, żeby ta potulna suka husky mogła mieć zabójcze instynkty. Dwa tygodnie odosobnienia pokażą, czy nie jest chora. Fot. Jerzy Mielniczuk

Gdy wałęsające się psy rozszarpywały dziewczynkę, kilka metrów dalej stały młode kobiety plotkując w najlepsze. Sporo można także zarzucić właścicielowi zwierząt, a także policji.

To nie powinno się zdarzyć. Dziecko powinno być w polu widzenia rodziców. Psy powinny baraszkować za wysokim płotem oddzielającym je od obcych. W leniwy świąteczny poniedziałek, wszystko wyszło inaczej. Najpierw psy wybrały wolność, a potem 6-letnie dziecko postanowiło zaspokoić ciekawość najbliższego świata. Drogi dziewczynki i zwierząt skrzyżowały się. Dziecko nie wiedziało, że grozi mu śmierć, a ta była bardzo blisko. Czaiła się tuż obok, znacznie bliżej niż plotkujące niedaleko kobiety. Z objęć śmierci dziecko wyrwał przypadkowy świadek dramatu. Nawet nie warto sobie łamać głowy pytaniami, „co by było, gdyby?”. Odpowiedź jest oczywista. Warto jednak głośno zapytać, jak do tego mogło dojść?

Gdy w większości miast i miasteczek odbywały się rocznicowe wiece i pochody, do Rozwadowa mknęły karetki pogotowia i policyjne radiowozy. Wiadomością o ataku na małe dziecko służby zaalarmował kierowca ciężarówki. To cud, że akuratnie 11 listopada jechał obwodnicą Stalowej Woli do Spółdzielni Mleczarskiej. Z wysokości szoferki zobaczył, jak dwa rosłe psy rozszarpywały dziecko. Widok był o tyle przerażający, co niewiarygodny. Kilkanaście metrów obok stały młode kobiety, jedna nawet z dzieckiem, i plotkowały w najlepsze. Może to jednak nie dziecko, a kukła, jakiś szmaciany gałgan? Henryk Wiliński nie zostawił sobie czasu na dywagacje. Zatrzymał auto i wskoczył między oszalałe psy. Jest strażakiem i wiedział, że w takiej sytuacji sam dużo ryzykuje. Błyskawicznie zdał też sobie sprawę, że tylko pewność siebie może mu pomóc. Jego krzyk zaskoczył zwierzęta. Kopniak w korpus odrzucił jednego, drugi pies, warcząc, sam się odsunął. Wtedy bliżej przyjrzał się ofierze zwierzęcej furii.

– Dziecko było prawie nagie i całe zakrwawione – powie już po ochłonięciu. – Niektóre rany były takie, że widać było kości. Nie wytrzymałem i krzyknąłem do przypatrujących się wszystkiemu kobiet: Czy wyście k…a nie widziały, co się tu dzieje?

Gdy strażak ze Zdziechowic wybierał numer pogotowia, w jego kierunku biegła już matka pogryzionego dziecka. 6-letnia dziewczynka była w takim szoku, że podczas całego zdarzenia nie wydała z siebie żadnego głosu. Tylko szeroko otwarte oczy wskazywały, że żyje. Zaraz rozpoczęła się walka lekarzy ze śmiercią, która jeszcze długo nie dawała za wygraną.

Psy uciekły, dziewczynka uciekać próbowała
– Dziewczynka ma bardzo rozległe obrażenia – mówił nazajutrz dr Krzysztof Stolarski, zastępca dyrektora Szpitala Wojewódzkiego w Tarnobrzegu, dokąd została przewieziona ofiara pogryzienia. – Rany cięto-miażdżące znajdują się na całym ciele. Tych ran nie jest kilkadziesiąt, ale o wiele więcej. Szycie trwało bardzo długo. Lekarze podjęli decyzję o poddaniu dziecka serii szczepień przeciwko wściekliźnie.

Lekarze robią co mogą, by ulżyć pacjentce, a w odległej o 30 km Stalowej Woli pracują policjanci i prokuratorzy. Kilkanaście minut po mrożącym krew zdarzeniu było już wiadomo, czyje są psy. Posesja, na której są trzymane czworonogi, jest blisko domu ich ofiary. Do pogryzienia doszło jednak dużo dalej. Policjanci już przesłuchali rodziców dziewczynki. Trzeba rozumieć ich ból, ale nie dopilnowali 6-letniego dziecka, które uszło kilkaset metrów od domu i zmierzało w kierunku ruchliwej obwodnicy. Na szczęście to było w święto i samochodów było mniej; również na ul. Polnej, wzdłuż której szła dziewczynka. Na jej nieszczęście w tym samym miejscu i czasie znalazły się dwa duże psy.

Posesję, gdzie są trzymane trudno nazwać hodowlą, ale psów jest tam więcej. Ich 35-letni właściciel z posesji zrobił prawie twierdzę. Podwórko otoczył wysokim płotem zakończonym jeszcze dodatkową siatką. Od ul. Zielonej parkan został dodatkowo wzmocniony blachą. To wyraźnie świadczy, że zdaje sobie sprawę z możliwości czworonożnych podopiecznych. Dokładnie znają je sąsiedzi.

Zadziałał instynkt stadny
– Te psy nie są głodzone, ale opuszczone – mówi jeden z mieszkańców centrum Rozwadowa. – Kiedy właściciel jest w domu, wtedy psów nie słychać i nie widać. Jak w domu jest cicho, to psy przeskakują ogrodzenie i wałęsają się, gdzie im się podoba. Panie, dla nich pokonać nawet taki wysoki płot to żaden problem. Problemem nas wszystkich jest strach. Dzwoniliśmy wiele razy na policję. Pamiętam, jak raz podjechał radiowóz i policjanci bali się wyjść, bo psy były na ulicy. Podjechali pod płot i przez okienko w samochodzie jeden wyciągnął rękę, żeby zadzwonić domofonem.

Właściciel został przesłuchany przez policję i zwolniony. Nazajutrz został wezwany do prokuratury. Nie uchyla się od odpowiedzi i odpowiedzialności. – Przeprowadziliśmy oględziny miejsca zdarzenia i miejsca przetrzymywania psów – mówi Piotr Walkowicz, zastępca prokuratora rejonowego w Stalowej Woli. – Przesłuchaliśmy świadków zdarzenia i innych świadków. Zabezpieczyliśmy dokumenty oraz poleciliśmy odebranie psów właścicielowi i przekazanie ich pod obserwację lekarza weterynarii. Powołani zostali też biegli.

Sprawcy nieszczęścia 6-latki to kilkuletnia suka rasy husky i prawdopodobnie jej córka. Prawdopodobnie, bo są to informacje od ich właściciela. Książeczki szczepień psów są dowodem w sprawie i nie mogliśmy do nich zajrzeć. Córka jest mieszańcem husky i wilczura, a to dosyć groźna hybryda. Na pewno sporo genów przejęła po matce, z którą się wychowywała i jest najbardziej zżyta z całego stada. O ile jednak husky są psami niezwykle życzliwie nastawionymi do ludzi, to geny po nieznanym ojcu zawsze będą nakazywały młodej suce trzymać dystans do ludzi.

– Moim zdaniem, w wypadku tym zadziałał instynkt stadny – mówi weterynarz Beata Pawliszyn, która teraz opiekuje się sprawczyniami pogryzienia. – Wyobrażam sobie, że pierwsza zaatakowała suka-mieszaniec. Na jej skowyt zareagowała matka i dołączyła do atakującej. Po krótkiej obserwacji już widać, że młodsza suka jest groźniejsza. Jest po prostu dziksza. Przyczyn ataku mogło być bardzo wiele.

Psy dzieci nie rozumieją
Pogryzienia dzieci przez psy są nie tyle częste, co groźne i głośne. Dziecko nie jest duże, a do tego nie wie, jak postępować w przypadku ataku psa. Mały człowiek jest jak mały pies – lubi zabawę. Dorosły pies nie musi być skory do zabaw, czego dziecko nie musi rozumieć. – Psa nie należy niczym zaskakiwać, a dzieciom trzeba wpajać, by broń Boże nie skradały się do czworonogów, bo one traktują to jednoznacznie – radzi Cesar Milan, znany z telewizji jako „Zaklinacz psów”, autor książki „Jak wychować idealnego psa”.

Prawdopodobnym powodem ataku na 6-latkę przy ul. Polnej było to, że biegła. Gdy coś lub ktoś ucieka, pies atakuje. Dorosły odstrasza psa swymi rozmiarami. Dziecko powinno się zatrzymać i stać nieruchomo, ale przecież ono się boi i nie zrobi tego. M.in. dlatego musi być w zasięgu wzroku opiekunów. Dziewczynka z Rozwadowa była w zasięgu wzroku kobiet zajętych plotkowaniem na świątecznym spacerze. O ile trudno dociec powodów ataku psa na dziecko, to już zupełnie nie sposób zrozumieć, dlaczego one nie krzyczały, nie próbowały ratować! Bohaterski strażak ze Zdziechowic powinien im znacznie więcej powiedzieć.

Jerzy Mielniczuk

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
ROMAN
ROMAN
7 lat temu

psami interesuję się ponad 50 lat – miałem[ setera- i hodowałem miksy 13 lat] – rasa husky jest rasą specyficzną ; musi mieć nieustanny ruch i wysiłek – domniemywam że w tym wypadku tego ruchu dziennie po kilka kilometrów nie było [ psy były zamknięte w obejściu] i dla tego uciekały – one to mają w genach / to rasa stworzona do pracy- a nie do leżenia na kanapie – wina jest bezwzględna właściciela ; zabezpieczenie [ ogrodzenie] było złe] – też miałem takiego miksa sukę potrafiła przejść przez 3 metrowy drewniany parkan. – współwina jest też po stronie opiekunów… Czytaj więcej »

kolejarz
kolejarz
7 lat temu

wiesiek masz racje popieram a gdzie straż miejska

Matylda
Matylda
7 lat temu

Wielki SZACUN DLA TEGO BOHATERA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Darek
Darek
7 lat temu

W normalnym kraju po takim incydencie pies jest natychmiast usypiany a właściciel płaci za leczenie, itp. łącznie z grzywną albo idzie siedzieć . Ale to w normalnym kraju

mieszkaniec z Kmity
mieszkaniec z Kmity
7 lat temu
Reply to  Darek

Polska to kraj ANARCHI a wiec nie jest normalnym krajem.
Podziekuj tym ktorzy od wewnatrz rozrywaja ten kraj dazac do przejecia wladzy. Nie maja szans aby wygrac w legalnych wyborach dzialaja wiec na zasadzie podkopywania autorytetu legalnej wladzy.

gość
gość
7 lat temu

wiesiek, na Baranówce prędzej natkniesz się na fekalja bądź wymiociny tego żularstwa co się pląta po osiedlu, to ci nie przeszkadza?

wiesiek
wiesiek
7 lat temu

Chłopki wykupiły wszystkie mieszkania własnościowe w blokach w całym kraju do dziś jak zawsze płaczą jak im źle było za komuny i dziś się żyje. Dzieci powprowadzane do miast pokupili sobie pieski i chowają kondle dla rozrywki jakiejś przyjemności. Zima przyjdzie zobaczymy jak co roku na odsnieżonych chodnikach ich psy narobią odchodów że musimy omijać to o wnuczki na sankach martwić się żeby nie pobrudziły się odchodami. Na Baranówce mieszkam trawniki place zabaw ofajdane akcja zbierania psich odchodw dotyczy nas nie właścicieli psów.