To zaszczyt grać dla takich kibiców

- Grając dla tak fantastycznej publiczności, sztuką jest przegrać mecz - mówi Sebastian Głaz, pomocnik Stali Mielec. Fot. Paweł Bialic
– Grając dla tak fantastycznej publiczności, sztuką jest przegrać mecz – mówi Sebastian Głaz, pomocnik Stali Mielec. Fot. Paweł Bialic

Rozmowa z Sebastianem Głazem, pomocnikiem II-ligowej Stali Mielec.

Zwycięstwem 1-0 nad Zniczem Pruszków piłkarze Stali Mielec pożegnali rok 2013. Beniaminek jest rewelacją II-ligowych rozgrywek, pierwszą część sezonu zakończył na pozycji wicelidera.

– To był jeden z najtrudniejszych meczów w tej rundzie?
– Chyba tak. Z uwagi na panujące warunki, bo deszcz lał nieustannie oraz klasę rywala. Będę się upierał, że Znicz to jeden z najpoważniejszych kandydatów do awansu. Graliśmy inaczej, niż zwykle. Piłkę posyłaliśmy górą, po strzeleniu gola za bardzo się cofnęliśmy. Ale za to pokazaliśmy siłę fizyczną i niezwykłą determinację. Tak, bez wątpienia odnieśliśmy szalenie istotne zwycięstwo.

– Zostaliście rewelacją pierwszej części sezonu. Nikt się nie spodziewał, że zdobędziecie aż 31 punktów!
– Po cichu liczyłem, że znajdziemy się w górnej części tabeli. Ale oczywiście nie sądziłem, iż wylądujemy na drugim miejscu. Ta drużyna posiada potencjał, ma świetnego trenera. Gdybym nie był o tym przekonany, nie zdecydowałbym się latem na transfer.

– Drużyna posiada niemałe możliwości, a będzie jeszcze lepiej, gdy do składu wrócą kontuzjowani zawodnicy. Kilku z nich to kluczowe postaci w mieleckiej układance.
– Radulj, Korzępa, Żubrowski, Rogala – ci piłkarze są nam bardzo potrzebni. Przywykliśmy do kłopotów kadrowych, ale całego sezonu tak wąską kadrą nie da się „obskoczyć”. Potrzebujemy jakości także na ławce. I większej rywalizacji w zespole.

– Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po zwycięstwie nad Zniczem cały stadion skandował: „Pierwsza liga, pierwsza liga, Stal Mielec!”. Czy ten awans naprawdę jest realny? Pytam, bo często zdarza się, iż niesiony entuzjazmem beniaminek notuje kapitalną pierwszą rundę, a w drugiej spuszcza z tonu.
– Wiosna na pewno będzie trudniejsza. Rywale już wiedzą, czego się po nas spodziewać. Zakładam też, że takie drużyny jak Radomiak i Motor Lublin, które są daleko za nami, w zimie się wzmocnią. Stać ich na to. Jednak i Mielec ma swoje plany. Nasi działacze również pracują nad tym, by klub się rozwijał. No i nie zapominajmy, że wiosną rozegramy aż 10 spotkań na własnym boisku. A to przecież niezdobyta twierdza. Kibice niosą nas do zwycięstw.

– Połowa Polski zazdrości Wam kibiców. Skąd się bierze ten mielecki fenomen? Nowy stadion i mecze przy światłach mają znaczenie, ale to chyba nie wystarczy, by co mecz ściągać na trybuny po 5 tysięcy ludzi.
– Znicz też rozgrywa mecze przy światłach, ma ładny obiekt, ale jego mecze ogląda 500 osób i jest cicho jak makiem zasiał. W przypadku Mielca nie bez znaczenia jest fakt, iż 80 procent piłkarzy to są wychowankowie Stali. Identyfikacja z klubem jest bardzo silnym bodźcem. Poza tym są tu piękne tradycje, ludzie pamiętają złote czasy. W Mielcu wróciła moda na piłkę nożną. Na nasze mecze przychodzi całe miasto. Dziadkowie przyprowadzają wnuków i dopingują razem z nimi. To zaszczyt grać dla takiej publiczności!

Rozmawiał: Tomasz Szeliga

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments