Tradycja zobowiązuje, na świętach nie będziemy oszczędzać

Polacy nie zamierzają ciąć kosztów związanych z Bożym Narodzeniem. Fot. Archiwum

Polacy nie zamierzają ciąć kosztów związanych z Bożym Narodzeniem, w tym okresie wydamy więcej niż chociażby Niemcy, którzy są od nas znacznie bogatsi.

Europa zaciska pasa, mieszkańcy naszego kontynentu wydadzą na zbliżające się święta mniej niż rok temu. Jest to oczywiście związane ze światowym kryzysem. Tego zdają się nie obawiać Francuzi, Czesi i Polacy, nie mówiąc już o Ukraińcach, którzy jednak nie należą do Unii Europejskiej. Recesja to jedno, ale większość z nas, nie zamierza oszczędzać na wydatkach związanych z Bożym Narodzeniem.

Ile zamierzają wydać mieszkańcy Starego Kontynentu zbadała firma audytorsko-consultingowa Deloitte. A badania wynika , że w tym roku przeciętne gospodarstwo domowe w naszym kraju przeznaczy 463 euro (1950 zł wg. kursu w dniu badania) na świąteczne wydatki. To oznacza ponad czteroprocentowy wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym. Coraz szybciej zbliżamy się do europejskiej średniej, która wynosi 583 euro. Warto zauważyć, że planujemy wzrost wydatków, mimo że nasze społeczeństwo jest pesymistycznie nastawione do ekonomicznych prognoz na przyszłość. Aż 35 proc. Polaków uważa, że ich sytuacja finansowa pogorszy się w przyszłym roku. – Mimo to, nie będziemy oszczędzać na święta. Wynika to także z tego, że wiele osób chce wystawnie spędzić ten okres, by choć na moment zapomnieć o codziennych problemach. Co ważne – większość z nas nie zamierza się zapożyczać. 75 proc zbliżające się wydatki sfinansuje z bieżących pensji lub oszczędności – powiedział w jeden z autorów raportu opracowanego przez firmę Deloitte Adam Chróścielewski.

Grecy tną wydatki na potęgę
Kto będzie najbardziej oszczędzał? Nietrudno zgadnąć. Przede wszystkim Grecy, oni swoje świąteczne wydatki będą musieli zmniejszyć aż o niemal 1/4 zeszłorocznego budżetu. Brytyjczyków czeka 17 procentowa obniżka wydatków. Nawet Niemcy zaczynają ciąć wydatki, choć akurat oni są jednym z najbardziej optymistycznie nastawionych w Europie społeczeństw.
Kolejny raz pasa musieli też zacisnąć europejscy rekordziści pod względem świątecznych wydatków, czyli Irlandczycy. Oni zredukowali swój bożonarodzeniowy budżet z 1020 uero do 943 euro.

Dlaczego wydajemy więcej niż bogatsi Niemcy
Wracając do naszej nacji, na zbliżające się święta przeznaczymy o kilkanaście euro więcej niż chociażby Niemcy, których gospodarka jest największa w Europie. – To ile Europejczycy wydadzą na święta nie zależy tylko od ich zamożności, ale też lokalnych tradycji. U nas ten okres zawsze jest szczególny, staramy się go spędzać wystawnie. Inaczej ma się rzecz np. w Anglii czy chociażby u naszych zachodnich sąsiadów – stwierdziła w jednym z wywiadów Magdalena Jończak, współautorka omawianego raportu.
Z ankiety przeprowadzonej przez Deloitte wynika, że najbardziej pożądanymi prezentami wśród Europejczyków są książki, kosmetyki i perfumy. Polacy nie różnią się w swych preferencjach zakupowych. To co nas różni jednak od innych nacji, to upominek w formie gotówki. Taki prezent chciałoby dostać aż 41 proc. badanych. – Z badania wynika, że ponad 40 proc. badanych w Polsce nie będzie kierować się ceną przy wyborze upominków. To znacznie lepszy wynik niż średnia dla Europy, w której tylko 30 proc. respondentów deklaruje taką postawę – dodala Magdalena Jończak.

Hipermarkety będą łowić nas na karpia
Jak wynika z badań, większość zakupów zamierzamy zrobić w hiper i supermarketach. Podobnie ma się rzecz w przypadku obywateli innych krajów Europejskich. Tym się jednak różnimy od innych nacji, że po pieczywo, ciasta i wędliny aż połowa z nas wybierze się do mniejszych sklepów, które posiadają trochę droższy, ale lepszy jakościowo towar.
Jako że w Polsce podczas tradycyjnej wigilii nie może zabraknąć karpia, mało kogo odstraszy znacząca podwyżka cen tego gatunku ryb. Szacuje się, że wyniesie ona nawet 15 proc, a wynika z wzrostu cen pasz i innych kosztów hodowli oraz małej ilości towaru. Eksperci przewidują, że na święta zapłacimy około 12 zł za kg tego towaru. Polscy producenci chcieliby więcej, ale przed dalszymi podwyżkami hamują ich tańsze ryby sprowadzane z Litwy i Czech. Poza tym supermarkety, które sprzedadzą około 60 proc. ryb, będą starały się zaoferować klientom jak najniższą cenę. Wszystko po to, by ich do siebie przyciągnąć. Karpie bowiem będą haczykiem, na który większość z nas ma się dać złapać podczas szału świątecznych zakupów.

Piotr Pezdan

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.