Tragiczny lot śmigłowca „997″

Michał Fajbusiewicz

CISNA. Dziś mija 20. rocznica największej katastrofy lotniczej na Podkarpaciu

Ciężki rządowy śmigłowiec Mi-8T wzbił się z przygodnego lądowiska w Cisnej. Miał to być krótki spacerowy lot dla policjantów uczestniczących w nagraniu materiału dla telewizyjnego programu „997″. Kilka minut po starcie maszyna przelatywała górską kotliną pomiędzy Wysokim Działem a masywem Wielkiego i Małego Jasła. Niespodziewany podmuch wiatru rzucił śmigłowiec na zbocze niewielkiego wzgórza Rożki. Był 10 stycznia 1991 r.

Wszyscy mieszkańcy Cisnej wiedzieli o wizycie ekipy telewizyjnej pod wodzą Michała Fajbusiewicza, autora cotygodniowego programu „997″. Dzień wcześniej, w środę, 9 stycznia, realizatorzy programu przylecieli do Krosna śmigłowcem Mi-8T ze 103. Pułku Lotniczego Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W czwartek rano ekipa przyleciała do Cisnej. Realizowany był program, który miał pomóc w rozwiązaniu zagadki tajemniczego morderstwa znanej rzeszowskiej „cinkciarki”.

Kobieta handlująca walutami pod PEWEX-em przy al. Piłsudskiego zniknęła nagle jesienią 1990 r. Snuto różne domysły, ale wszystkie sprowadzały się do kwestii finansowych. Alfreda K., 57-letnia cinkciarka, była w tamtym czasie chodzącym kantorem i obracała dużymi kwotami.

W niedzielę, 25 listopada 1990 r., mieszkaniec Dołżycy wracał z lokalu wyborczego i w pobliżu drogi zobaczył dużą drewnianą skrzynię przykrytą jedliną. Zaintrygowany odkrył skrzynię i odbił jej wieko. Z przerażeniem stwierdził, że skrzynia pełni rolę trumny. Wewnątrz znajdowały się skulone zwłoki kobiety. Była to Alfreda K.. Jak i przez kogo została zamordowana? Dlaczego jej zwłoki przewieziono w Bieszczady i porzucono w okolicy Cisnej?

Realizacja programu „997″

Oficerowie prowadzący śledztwo postanowili poszukać świadków przy pomocy cotygodniowej kryminalnej audycji emitowanej przez Program 2 Telewizji Polskiej. Poprosili Michała Fajbusiewicza o przygotowanie materiału.

Ekipa telewizyjna przyleciała z Krosna do Cisnej wcześnie rano. Realizatorom towarzyszyli policjanci z Cisnej, Leska i z Krosna. Po nagraniu materiału ekipa miała wracać, lecz… przylot dużego wojskowego śmigłowca na Podkarpacie to wydarzenie niecodzienne. Dla ludzi towarzyszących ekipie telewizyjnej była to jedyna okazja, by spojrzeć na Bieszczady z lotu ptaka. Dowódca śmigłowca zabrał na pokład sześciu policjantów i jednego cywilnego pracownika krośnieńskiej policji. To miał być krótki spacerowy lot. Taki w górę, kółeczko i w dół.

Później pojawiły się różne wersje uzasadniające konieczność tego feralnego lotu. Twierdzono, że chodziło o sprawdzenie warunków pogodowych, że kamerzysta chciał nagrać odlot śmigłowca… Naprawdę chodziło jednak o zrobienie przyjemności policjantom pomagającym w realizacji programu.

Katastrofa

Ustalono, że przyczyną katastrofy był nagły silny poryw południowego wiatru. Zaskoczył on lecącego nisko pilota. Obciążony paliwem śmigłowiec nie był w stanie wznieść się do góry szybciej niż nurt powietrza dociskał go do stoku. Śmigło ogonowe zahaczyło o drzewa i odpadło wraz z częścią belki. Maszyna utraciła sterowność i w gwałtownym obrocie wpadła między drzewa. Z rozerwanego zbiornika paliwo chlusnęło na kabinę i gorące silniki.

- Łoskot wznoszącego się śmigłowca wypełnił całą Cisną – wspomina Mieczysław Staszewski, ratownik GOPR, a jednocześnie listonosz w Cisnej. – Maszyna poleciała w kierunku Majdanu i nagle usłyszeliśmy ogromny huk. U podnóża Rożek strzelił w górę słup ognia i dymu. Pobiegliśmy przez Solinkę i leśne paryje. Widok był przerażający. Połamane i pościnane drzewa, pomiędzy nimi płonący, poskręcany kadłub śmigłowca, a wewnątrz ludzie. Gasiliśmy ogień śniegiem, którego tam nie brakowało. Stłumiliśmy płomienie i mimo zagrożenia wybuchem, dotarliśmy do ludzi wewnątrz kabiny. Niestety. Nikomu z nich już żadna pomoc nie była potrzebna…

Na miejsce katastrofy szybko dojechali inni ratownicy GOPR, strażacy, policjanci i strażnicy graniczni. Zabezpieczono wrak przed wybuchem i teren katastrofy przed przygodnymi gapiami. Następnego dnia do Cisnej przyjechali przedstawiciele specjalnej komisji badającej wypadek. Porozcinano szczątki kabiny i rozpoczęto wydobywanie ciał.

- To była najtragiczniejsza operacja, w jakiej przyszło mi uczestniczyć – mówi Mieczysław Staszewski. – Młodzi ludzie, którzy spłonęli żywcem. Wyciągaliśmy ze śmigłowca części kończyn, które wyglądały, jak zdjęte z rożna. Wieczorem, po zakończeniu akcji, usiedliśmy w Cisnej w „Zaciszu” i podano nam pierwszy tego dnia ciepły posiłek. Były to kurczaki z rożna. Nikt nie kwapił się do jedzenia…

Policjanci wykryli mordercę Alfredy K.

Katastrofa śmigłowca nie przerwała śledztwa w sprawie morderstwa Alfredy K.

- Naszą uwagę zwróciły kawałki miękkiej płyty pilśniowej, którą nadbudowano skrzynię by zmieściły się w niej zwłoki – wspomina mł. insp. Krzysztof Guzik, prowadzący tamto śledztwo. – Zauważyłem, że tak samo pomalowana jest reklama bufetu w rzeszowskim Zakładzie Doskonalenia Zawodowego, tuż obok Pewexu, gdzie zamordowana kobieta handlowała walutami. Młody człowiek prowadzący ten bufet szybko przyznał się do popełnienia zbrodni. Zamówił on u cinkciarki pięć tysięcy dolarów. Udusił ją, gdy ta przyniosła mu walutę. Najpierw ciało ukrył w zamrażarce bufetu, a potem włożył je do skrzyni i wywiózł w Bieszczady.

Piotr, który zamordował Alfredę K., został skazany na 25 lat więzienia. Nadal odbywa tę karę. Wkrótce minie 20 lat od jego zatrzymania. Będzie mógł więc złożyć wniosek o warunkowe zwolnienie.

Pamięci ofiar katastrofy

W katastrofie śmigłowca w Cisnej zginęli:

- podkomisarz Marek Pasterczyk z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krośnie,
- aspirant Zdzisław Marciniak z Komendy Rejonowej Policji w Lesku,
- starszy sierżant Roman Górecki z Komendy Rejonowej Policji w Lesku,
- sierżant Bogusław Szuba z Komendy Rejonowej Policji w Lesku,
- posterunkowy Jacek Typrowicz z Komendy Rejonowej Policji w Krośnie,
- posterunkowy Marek Buda z Komendy Rejonowej Policji w Krośnie,
- Kazimierz Wajda, pracownik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krośnie,
- kapitan pilot Paweł Prorok, dowódca załogi śmigłowca,
- starszy chorąży pilot Roman Pakuła, drugi pilot śmigłowca,
- młodszy chorąży Jacek Główka, technik pokładowy.

10 stycznia 1992 r. na miejscu katastrofy wzniesiono obelisk upamiętniający tragedię. Miejsce to często odwiedzają turyści zwiedzający okolice Cisnej. Składają kwiaty, zapalają znicze. W każdą rocznicę tragedii, w dniu święta policji oraz 1 listopada, pod obeliskiem spotykają się rodziny i przyjaciele tragicznie zmarłych i łączą we wspólnej modlitwie.

Krzysztof Rokosz

do “Tragiczny lot śmigłowca „997″”

  1. ciotka

    Wzioł pieniadze i kupił sobie auto.Kare mu skrócili i jest na wolności.

  2. hiero

    Skąd taka wersja wydarzeń? Na oficjalnych stronach policji można przeczytać, że nastąpiło przeciągnięcie. Można wiedzieć, skąd pochodzi wersja o „dociśnięciu” śmigłowca do ziemi przez podmuch wiatru?

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.