Tragiczny Sylwester w płomieniach

- Pożar rozprzestrzeniał się bardzo szybko - mówi rzecznik prasowy Komendy Powiatowej PSP w Jarosławiu, st. kpt. Krzysztof Kowal. Fot. arch.

OSTRÓW (gm. Radymno). Prokuratura bada przyczyny sylwestrowego pożaru, w który zginęły 3 osoby.

Lampka nocna? Papieros? Zwarcie instalacji elektrycznej? Na razie nie wiadomo jeszcze, co było przyczyną pożaru, który wybuchł w sylwestrową noc w jednorodzinnym domu w Ostrowie koło Jarosławia. W pożarze zginęła 6-letnia Aleksandra, jej 28-letni ojciec Maciej i 18-letni sąsiad – Ireneusz.

Jak poinformował nas rzecznik prasowy jarosławskiej komendy PSP, st. kpt. Krzysztof Kowal  straż pożarną zawiadomiono dokładnie 53 minuty po północy. Wozy były na miejscu w ciągu kilku minut. Płonął parter domu, z okien na poddaszu także buchały płomienie. Strażakom udało się opanować sytuację na tyle, żeby wejść do środka. – Wiedzieliśmy, że są tam ludzie – mówi st. kpt. K. Kowal. Dostali się na poddasze i wynieśli 6-letnią Aleksandrę i jej 28-letniego ojca, Macieja. Niestety oboje już nie żyli. Podobnie, jak 18-letni Ireneusz, którego znaleziono siedzącego przy stole na parterze.

Zwyczajny domowo-sąsiedzki Sylwester
Wszystko wskazuje na to, że trzy ofiary tego tragicznego zdarzenia zmarły wskutek zatrucia się dymem i zawartymi w nim toksynami. – Ciała zabezpieczono do badań, na razie nic konkretnego poza tym, że nic nie wskazuje na to, by osoby te zginęły bezpośrednio od działania ognia, powiedzieć nie możemy – informuje prok. Krzysztof Pietruszka z Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu. Jak się dowiedzieliśmy około północy w spalonym teraz niemal doszczętnie domu było 8 osób w tym szóstka domowników. Wśród nich był 28-letni Maciej, dwoje jego dzieci (5 i 6 l.), teściowa (56 l.), niepełnosprawny teść (59 l.) oraz szwagier, poza rodziną było jeszcze dwóch kolegów z sąsiedztwa.. Wiadomo, że pito na „domówce” alkohol., nic w tym jednak dziwnego, wszak był Sylwester. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że pożar wybuchł najpierw w jednym z pokoi na parterze, nie w tym, w którym trwała impreza. Zapalił się tapicerowany narożnik. Od czego? – Trudno na razie wykluczyć jakąś przyczynę, ale też nie można jej podać na pewno – mówi. prok. Pietruszka.
Wiadomo, że obok narożnika była lampka nocna. Natomiast nie wiadomo, czy ktoś był w tym pomieszczeniu w chwili, gdy wybuchł pożar.

Chcieli sami ugasić
Faktem jednak jest, że gdy zauważono pożar uczestnicy zabawy sylwestrowej chcieli go sami ugasić. Wodą z kranu. Ciśnienie wody było jednak zbyt słabe, a ogień rozprzestrzeniał się bardzo prędko. Postanowili uciekać. Młodzi uczestnicy imprezy wynieśli wózek inwalidzki z teściem gospodarza, teściowa ze swym 5-letnim wnukiem wyszła sama . – Wiemy, żeby były próby dostania się na poddasze, do 28-latka i jego 6-letniej córeczki – mówi  prok. Pietruszka. Nie udało się jednak. W domu został także sąsiad, 18-letni Ireneusz. Jego rówieśnik, szwagier gospodarza, Jakub zawiadomił straż pożarną. W akcji ratowniczej brało udział 7 zastępów straży pożarnej, trwała ponad 4 godziny. Niestety niewiele dało się uratować z dobytku mieszkańców. Największe jednak nieszczęście w tym, że dwaj młodzi mężczyźni i dziecko nie przeżyli tej sylwestrowej nocy.

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.