Trójka bezdomnych dogorywa pod gołym niebem

- Pani Romana bezpiecznie czuje się tylko z Marcinem (na zdjęciu) i Januszem. Myśl o rozdzieleniu z nimi przyprawia ją o łzy.

PRZEMYŚL. – Psa żal, a dopiero człowieka – mówi starszy działkowicz w rozmowie o bezdomnych.

O dwóch braciach i na wpół sparaliżowanej kobiecie koczujących na działkach na przemyskich Bakończycach pisaliśmy blisko dwa tygodnie temu. Sytuacja nadal jest dramatyczna, a nikt z oficjeli nie zainteresował się losem bezdomnych. Nam udało się uzyskać dla nich pomoc żywnościową z Zarządu Okręgowego Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej w Przemyślu.  Tylko, że trójka bezdomnych żyje pod gołym niebem, a niedługo zrobi się naprawdę zimno.

Dwaj bracia: Marcin (23 l.) i Janusz (30 l.) nie mają nic. Dosłownie nic, bo nawet dokumentów. Tułają się od kiedy opuścili domy dziecka. Ich rodzice umarli, innych krewnych los młodych mężczyzn nie interesuje. Kiedyś mieszkali w pustostanie na przemyskich Bakończycach, ale został zburzony. Zamieszkali więc w namiocie, na pobliskich działkach. Kilka miesięcy temu dołączyła do nich kobieta. Pani Romana (50 l.) przeszła wylew krwi do mózgu. Chodzi z trudem, mówi wolno, jest na wpół sparaliżowana. To głownie ona pilnuje dobytku bezdomnych, gdy mężczyźni idą „na bloki”, czyli po prostu na pobliskie osiedle prosić o jedzenie. Chodzą od drzwi do drzwi. Czasem więcej uproszą, czasem mniej. Czasem jest dobry dzień, bo mają zupę, a bywają i „głodne” dni.

Śpią na klatkach schodowych

O umyciu się, normalnym spaniu mogą tylko pomarzyć. – Jeszcze, jak było w miarę ciepło i namiot był, to było dobrze – mówi pani Romana. Namiotu już nie ma, bo ktoś go spalił. Udało się uratować trochę rzeczy: garnek, talerze, koce. Spać chodzą do okolicznych bloków, śpią na klatkach schodowych. – Jak nas wypędzą z jakiejś, idziemy do innej – opowiada Marcin. Za nic nie chcą iść do schroniska dla bezdomnych. Dlaczego? Bo boją się rozdzielenia. Pani Romana na wspomnienie o tym wpada w panikę i zaczyna łkać. Ma rodzinę, ale jak wspomniała, było mało miejsca u konkubenta i dzieci, więc musiała sobie pójść.

Jedzenie dostaną z PKPS

Jest chłodno i głodno. Temu drugiemu postaraliśmy się jakoś zaradzić. Zarząd Okręgowy PKPS w Przemyślu natychmiast po wysłuchaniu naszej relacji o bezdomnych zareagował. – Proszę przyjechać po jedzenie dla nich! – zachęcały pracownice. Na pewno przyjedziemy i dostarczymy trójce biedaków żywność z PKPS, ale to nie rozwiąże ich głównego problemu, braku dachu nad głową. W mieście nie ma mieszkań i dla „porządnych” oczekujących. To wiedzą wszyscy. – Ja się tylko zastanawiam  nad jednym – mówi starszy działkowicz, który zna trójkę bezdomnych i czasem daje im coś do jedzenia. – Kto odpowie za to, ze oni w końcu zamarzną? – pyta. – Przecież to są ludzie, psa żal byłoby, a dopiero człowieka – dodaje.

Monika Kamińska

do “Trójka bezdomnych dogorywa pod gołym niebem”

  1. gośc

    no jasne bo w DPS i schronisku nie mozna spozywac alkoholu , jezeli nie chcą pójść to chyba jest ta przyczyna?
    no bo jak ktos nie ma co jeść i gdzie spać to korzysta ze schroniska , ale musi sluchac opiekunów !
    a nie samopas jak sie chce

  2. Antek

    Problem kto zapłaci 1.500 zł za pobyt w DPS.

  3. Boletz

    Dokładnie! Zgadzam się z przedmówcą.
    Towarzystwo pewnie mocno trunkowe, więc do żadnego schroniska ich nie wezmą, bo tam nie wolno pić.
    A porządni i uczciwi ludzie niech wstają codziennie rano, chodzą do pracy, żyły sobie wypruwają, płacą podatki żeby cała armia „życiowo niezaradnych” mogła w MOPSie dostać zapomogę.
    Każdy jest kowalem własnego losu, taka prawda.

  4. podatnik

    A dwaj bracia to co, nie moga pracowac ?
    babka do domu opieki spolecznej, a tych 2 mlodych DO ROBOTY !
    Hien mamy dosc w Polsce.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.