Trwa gehenna rumuńskich kierowców

Na zdjęciu od lewej: Marian Cucu - przedstawiciel firmy do której należy cysterna oraz kierowca Stefan Adam, który od piątku koczuje przy aucie. Fot. Wit Hadło

STOBIERNA. Okoliczni mieszkańcy wciąż pomagają ofiarom piątkowej kolizji.

Mieszkańcy Stobiernej nie mogą zrozumieć dlaczego nikt nie chce pomóc dwóm rumuńskim kierowcom, którzy od piątku koczują przy swojej cysternie z melaminą. Wczoraj przyjechał do nich z lawetą przedstawiciel ich macierzystej firmy z Rumunii. Problem tkwił  jednak w podniesieniu auta.

Przypomnijmy. Cysterna z substancją używaną w przemyśle meblarskim jadąca z Puław do Rumunii wpadła do rowu w piątek nad ranem. Policja i straż pożarna zabezpieczyły miejsce zdarzenia i na tym ich rola się skończyła. Przedstawiciele służb ratunkowych twierdzą, że więcej zrobić nie mogą, a wszystko jest w gestii właściciela firmy przewozowej i rumuńskich służb dyplomatycznych.

Policjanci załatwili kierowcom tłumacza i przekazali numery telefonów do specjalistycznych firm zajmujących się usuwaniem skutków kolizji.

Problem tkwi w tym, że przewożony towar jest nieubezpieczony, zaś kierowcy nie chcieli zgodzić się na przeniesienie go do innego samochodu. Ponoć melamina jest bardzo czułą substancja i nieumiejętne obchodzenie się z nią może spowodować znaczne obniżenie jej wartości. Kierowcy nie dysponują tez kwotą jaką żądają specjalistyczne firmy za podniesienie wozu.

Z pomocą kierowcom ruszyli okoliczni mieszkańcy. Rumunii mają zapewnione ciepłe posiłki, herbatę, kawę. Miejscowi zapraszają ich do siebie.
- Staramy się pomóc jak tylko się da. Żal ludzi, którzy utknęli z dala od domu – mówi pan Paweł ze Stobiernej. Okoliczni mieszkańcy interweniowali już w tej sprawie wielokrotnie na policji i straży pożarnej, dzwonili do ambasady rumuńskiej, której jednak wykazuje małe zainteresowanie losem swoich rodaków.

W poniedziałek wielokrotnie usiłowaliśmy skontaktować się z osobami odpowiedzialnymi za kontakty z prasą. Po długim czasie i wielu telefonach skontaktowała się z nami Aleksandra Zdaniak z ambasady.

- Mieliśmy wcześniej sygnał o wypadku, ale dopiero dzisiaj rano kierowcy sami się z nami skontaktowali. Wcześniej, bez ich interwencji nie mogliśmy nic pomóc – mówi Aleksandra Zdaniak. Zapewnia, że rumuńscy dyplomaci są w kontakcie z przedstawicielami firmy ubezpieczeniowej i przewoźnikiem, robią wszystko by pomóc w załatwieniu sprawy “ale przecież auta nie podniosą”.

W poniedziałek do Rzeszowa przyjechał przedstawiciel rumuńskiego przewoźnika Marian Cucu.
- Przyjechałem z lawetą, która jest w stanie wziąć cysternę i przetransportować ją do Rumunii. Problem jednak tkwi tym, żeby ktoś ją podniósł – mówił nam Marian Cucu. Wczoraj trwały negocjacje na ten temat z jedną z firm. Do chwili zamknięcia numeru nie było jednak jasne kiedy kierowcy będą mogli wrócić do domu. Byli już wyraźnie zmęczeni i poirytowani. Zapowiadali, że jeżeli sytuacja się nie zmieni porzucą cysternę i na własny rachunek wrócą do domu.

Szymon Jakubowski, Artur Getler

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.