Trzymałem mocno kciuki w Bieszczadach

FOT. KUBA ATYS / AGENCJA GAZETA

– Po 24 latach Stal Mielec znowu zagra wśród najlepszych drużyn w Polsce. Jest się z czego cieszyć

– Oczywiście! Trzymałem mocno kciuki, choć jestem w Bieszczadach i nie miałem zasięgu ale przez Internet sprawdzałem, jak się toczy mecz w Sosnowcu. Przy wyniku 3-0, było już wiadomo, że wygrają i przypieczętują awans. Szczere gratulacje, duży szacunek i czapki z głów przed tymi chłopakami, którzy powalczyli i zasłużenie zagrają już niedługo w Ekstraklasie.

– Obecny sezon był bardzo specyficzny. Wierzył Pan w to, że to właśnie tym razem do Stali uśmiechnie się wreszcie szczęście i wywalczy ona awans?

– Były momenty radości i pełne wiary, ale były też momenty smutku. Tak było m.in. po remisie u siebie z Odrą Opole 1-1. Takie mecze na swoim boisku powinno się wygrywać, żeby być spokojnym o awans. Jednak Warta Poznań też grała w kratkę i też gubiła niespodziewanie punkty, jak chociażby w meczach u siebie z Puszczą Niepołomice czy Chrobrym Głogów, które przegrała czy w spotkaniu z GKS-em Tychy, gdzie prowadziła przecież 2-0, a tylko zremisowała 2-2. Zostały zatem dwie kolejki, przed którymi Stal nad zespołem ze stolicy Wielkopolski miała 4 punkty przewagi i w perspektywie najbliższy mecz z Chojniczanką, która już dawno spadła z ligi. Tak więc sytuacja była dosyć komfortowa, ale bardzo dobrze się stało, że ten awans udało się zapewnić już w miniony piątek Sosnowcu. Teraz jest święty spokój, nie ma żadnej nerwówki i można przygotowywać się do ostatniego meczu, a potem jeszcze raz świętować awans.

– Później z kolei przyjdzie czas, by sposobić się już do gry w PKO Ekstraklasie…

– Jest tylko jedno pytanie – co zrobić, żeby Stal nie była tak, jak ŁKS gwiazdą jednego sezonu?

– Co zatem trzeba zrobić?

– To pytanie raczej do trenera, nie do mnie. On na pewno zna potencjał zawodników, którymi obecnie dysponuje i wie, kto nadaje się do gry w Ekstraklasie. Konieczne są też jakieś wzmocnienia. Dużym handicapem przyszłego sezonu wydaje się być również fakt, że spadnie tylko jedna drużyna, więc – przynajmniej teoretycznie – będzie się trochę łatwiej utrzymać.

– Wypada wciąć przykład choćby z Rakowa Częstochowa, który jako beniaminek pokazał się w tym sezonie z całkiem niezłej strony i pewnie zapewnił sobie utrzymanie…

– Szacunek dla Rakowa, który przecież cały sezon grał po za Częstochową. Zbudował jednak fajną drużynę, pościągał sobie trochę starszych, ale wciąż dobrych zawodników i powalczyli całkiem nieźle. A wracając do stadionu, to całe szczęście że w Mielcu jest odpowiedni obiekt i Stal nie będzie się musiała tułać po obcych boiskach, płacić za ich wynajem, a także płacić kary, jakie od przyszłego sezonu mają być nakładane za konieczność gry na nie swoim stadionie. To są spore sumy, które będzie można przeznaczyć na inne cele.

– I już tak na koniec – co Pan robi w Bieszczadach?

– Byliśmy w Komańczy na koniach, są też znajomi z Poznania, tak więc miło spędzamy sobie czas.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o