U Brata Alberta już nadkomplet

- Mała kuchnia wystarczy, by nakarmić kilkudziesięciu głodnych - mówi Zenon Gielarek, kierownik Schroniska Św. Brata Alberta w Stalowej Woli

STALOWA WOLA. Z roku na rok, w młodym mieście przybywa bezdomnych. Trwa walka, żeby wszyscy z nich przeżyli zimę.

Mróz wygrywa nawet z najbardziej zatwardziałymi zwolennikami swobody. Co dnia do Schroniska Męskiego Towarzystwa Pomocy Św. Brata Alberta zgłaszają się kolejni bezdomni. Niektórzy tylko na ciepły posiłek, ale większość na dłużej. Już jest więcej lokatorów, niż miejsc w noclegowni, ale to nic nowego. Kto do tych drzwi zapuka, zawsze zostanie przyjęty.

Jedyne na północy województwa schronisko męskie, to niewielki budynek na obrzeżach Stalowej Woli, z 26. miejscami do spania. Bezdomni sami go wyremontowali, sami się w nim gospodarują, sprzątają, gotują dla siebie i innych potrzebujących.

Teraz zostaje już tylko podłoga

- Przychodzą zazwyczaj wieczorami, kiedy mróz bardziej ściska – mówi Zenon Gielarek, kierownik schroniska. – Tak było w poniedziałek, kiedy zapukało do nas dwóch braci. Wcześniej spali w jakiejś altance na działkach. Nie chcieli ryzykować już życiem i zgłosili się do nas. Dostali materace i zajęli kawałek podłogi w świetlicy, bo miejsca na łóżkach już nie ma.

Następni będą zajmować kolejne wolne przestrzenie. Ilu ich jeszcze przyjdzie? Zależy od zimy i czasu. Najwięcej pensjonariuszy schronisko ma w okolicach świąt, co jest zupełnie zrozumiałe. W ub. roku było ich 35. Czasami przychodzą tak wycieńczeni, że trzeba sprowadzać lekarza. Zazwyczaj jednak są tylko głodni i zmęczeni. W schronisku znajdują ciepły kąt i gorący posiłek. Kto potrzebuje, dostaje też ubranie.

Bezdomność jest coraz młodsza

Niestety, do stalowowolskiego schroniska pukają coraz młodsi. Najmłodszy z tegorocznych podopiecznych miał 20 lat! W młodym mieście z roku na rok, przybywa bezdomnych. Nie ma tu jednak stałego miejsca gromadzenia się bezdomnych i dlatego pracownicy MOPS i policjanci co kilka dni penetrują całe miasto. Ludzie śpią w starych budynkach na peryferiach, na klatkach schodowych, rzadziej w działkowych altanach.

- Wiemy, gdzie ich szukać, ale znaleźć bezdomnego, a przekonać go do pójścia do schroniska, to dwie różne sprawy – mówi Andrzej Szostek z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Stalowej Woli. – Na razie trzymamy rękę na pulsie, ale to dopiero początek zimy. Nawet jeszcze nie kalendarzowej.

Policjanci i pracownicy ośrodków pomocy społecznej apelują do mieszkańców, o zgłaszanie wszelkich miejsc pobytu bezdomnych. Wojewoda Podkarpacki uruchomił specjalny numer infolinii dla i o bezdomnych. Połączenia są bezpłatne. Trzeba pamiętać, że czasami wybranie numeru 800-105-410 może komuś uratować życie.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.