Uczelnia na sprzedaż

– Uczelnia ma trudności – powiedziała rektor Ewa Kosak obejmując najważniejsze stanowisko w WSE i teraz chce uczelnie z tych trudności wyprowadzić. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Szkoła ekonomiczna ma ekonomiczne kłopoty. Są chętni na wykupienie jej długów i zainwestowanie w rozwój Wyższej Szkoły Ekonomicznej.

Wyższa Szkoła Ekonomiczna wkrótce zmieni właściciela. Potwierdzenie tej informacji uzyskaliśmy w samym senacie uczelni. – Negocjacje trwają – mówi dr Ewa Kosak, rektor WSE. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że przejęciem stalowowolskiej uczelni od warszawskiego właściciela zainteresowanych jest dwóch przedsiębiorców ze Stalowej Woli. Gdyby transakcja doszła do skutku, WSE stałaby się pierwszą w pełni stalowowolską uczelnią. Dotychczas szkoły wyższe działające w Stalowej Woli są filiami macierzystych alma mater w Lublinie, Rzeszowie czy Warszawie.

WSE założył Janusz Merski, właściciel stołecznej spółki „Druktur”. Po drukarni i turystyce zaczął zarabiać na nauczaniu, zakładając kilka szkół. W 1994 r. w Warszawie zaczęła działać Wyższa Szkoła Ekonomiczna – dziś ALMAMER WSE – a trzy lata później w Nisku pierwszy nabór przeprowadziła siostrzana WSE. Po kilku latach niżańska WSE przeprowadziła się do Stalowej Woli.

Studenci spokojnie uczą się przed sesją
WSE na dobre już wpisała się w pejzaż miasta, choć do tej pory nie ma swojej siedziby. M.in. to spowodowało, że szkoła, było nie było ekonomiczna, zaczęła mieć kłopoty natury ekonomicznej.

Dzierżawa pomieszczeń kosztuje, a władze uczelni jakoś dziwnie nie przejawiały inicjatywy, by na stałe ulokować ją w jakimś gmachu. Na zasadzie koszuli bliższej ciału, założyciel łożył na stołeczną ALMAMER, której zresztą jest rektorem, a mniej troski wkładał w utrzymanie szkoły w Stalowej Woli. Przez długi czas jej rektorem był Janusz Bek. Jesienią ub. roku doszło do nieporozumień między magnificencjami z Warszawy i Stalowej Woli i Bek rzucił papierami. Srebrny łańcuch rektora założyła wtedy Ewa Kosak. – Uczelnia ma trudności – przyznała nowa pani rektor.

Trudności mają oczywiście konkretny wymiar złotówkowy, ale nie sposób do tych konkretów dotrzeć. Wbrew pozorom, WSE chlubi się w miarę dobrymi naborami studentów. Długi musiały więc się wziąć ze złego zarządzania, co już chluby szkole nie przynosi. Grunt, że uczelnia postanowiła się ratować. Wiemy np., że były próby powołania spółki pracowniczej, która przejęłaby WSE. Pomysł ten upadł, gdy pojawili się chętni na wykupienie długów uczelni. Są to informacje nieoficjalne, ale wiemy, że założyciel nie będzie stawiał wysokich progów nowemu właścicielowi. Ten jednak musi przedstawić wiarygodny plan odbudowy prestiżu szkoły, co w praktyce jest równe zwiększonemu naborowi studentów. Konkretów, czyli nazwiska bądź nazwy nowego właściciela WSE, można się spodziewać na początku przyszłego semestru. Studenci o negocjacjach nie wiedzą. – Ich interesy nie są w żadnym stopniu zagrożone – usłyszeliśmy zapewnienie od Jej Magnificencji Rektora WSE.

Opanowali samorząd i przyznają profity innym
Kłopoty stalowowolskiej uczelni mogą co najmniej dziwić. Szkoła idealnie wstrzeliła się w regionalną lukę wykształceniową i jej dyplomy zdobyło wiele osób dziś piastujących ważne funkcje nie tylko w samorządach. Jeżeli nie miała własnych pieniędzy, to kredyt na budowę gmachu nie był nawet najmniejszym problemem. Nie potrzebuje nawet opierania się o kredyty, by wprowadzić się do swoich ścian i nie płacić okrągłych sum za dzierżawę. Stalowa Wola wręcz rozpieszcza szkoły wyższe, budując im coraz to nowe gmachy, dziwnie pomijając WSE. A w ławach miejskiego samorządu zasiada aż troje radnych, którzy pracują lub wykładają na WSE, w tym sama rektor. W zeznaniu podatkowym znaleźliśmy też dochód za wykłady w WSE u Antoniego Kłosowskiego, przewodniczącego Rady Miejskiej. – Spokojnie. Damy sobie radę. Wszystko jest na dobrej drodze – zapewnia rektor Kosak.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.