Uga(n)dają się w Afryce!

Na zdjęciu (od lewej): Agnieszka Ogorzałek (24 l.), Greta Kasiak (20 l.) i Joanna Rychlik, (22 l.). Fot. Archiwum (4)

Na zdjęciu (od lewej): Agnieszka Ogorzałek (24 l.), Greta Kasiak (20 l.) i Joanna Rychlik, (22 l.). Fot. Archiwum (4)

Są młode, piękne i chcą spełniać nie tylko swoje marzenia, dlatego…

Nie zamierzają marnować czasu i energii przed ekranem telewizora czy komputera. Trzy pełne życia i zapału dziewczyny z Jarosławia, Krosna i Ostrowa Wielkopolskiego postanowiły pomóc mieszkańcom Afryki. Dlatego już niebawem wyjadą do małej wioski Jinja Wanyange w afrykańskiej dziczy. Spędzą tam 3 miesiące.

- Dlaczego chcę tam lecieć? Bo czuję, że to moje miejsce, moje powołanie. Chcę pomagać w ośrodkach medycznych. Od dziecka Afryka była mi bliska, a jedno z moich największych marzeń, to nieść tam uśmiech – mówi Greta Kasiak, jedna z planujących wyjazd wolontariuszek.

Greta (20 l.) i Agnieszka (24 l.) pochodzą z naszego regionu: Jarosławia i Krosna, Joanna (22 l.) – z Ostrowa Wielkopolskiego. Ich drogi zeszły się w ramach wolontariatu misyjnego działającego przy Siostrach Misjonarkach NMP Królowej Afryki i Duszpasterstwie Akademickim Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Dziewczyny pojadą do wioski Jinja Wanyange oddalonej 30 minut spacerem od Jeziora Wiktorii. Będą pracować pod okiem sióstr benedyktynek w St. Benedict Grade School, szkole podstawowej, w której uczy się około 700 dzieci, a 200 z nich mieszka na stałe w tamtejszym internacie. Klasy liczą 50 – 60 uczniów, w wieku od 3 do 13 lat.

Greta, Agnieszka i Joanna chcą dzieciom organizować różnego rodzaju zajęcia ogólnorozwojowe, uczyć je muzyki i wystawić z ich udziałem przedstawienie teatralne.

Wieczorami wolontariuszki będą uczyły te dzieci, które nie mogą chodzić do szkoły, bo są z rodzin, których na to nie stać. Dziewczyny będą także pomagać w ośrodku zdrowia, bo ich nocleg będzie znajdował się za ścianą całodobowej porodówki.

3 miesiące w najbiedniejszym państwie świata
Wyjazd na misje jest planowany od lipca. Jak wygląda życie w jednym z najbiedniejszych państw świata najlepiej wie Aneta Kozioł (24 l.) z Dobrynina, która pracowała już w Ugandzie jako wolontariuszka. – Pierwszego dnia siostry zakonne postanowiły nas zabrać na małe zakupy. Nie wzbudzającym zaufania busikiem pędziłyśmy… no właśnie nie wiem, z jaką prędkością, bo prędkościomierz już od dawna nie działał, ale siostra jechała szybciej niż wszyscy inni – opisuje Aneta swój ostatni pobyt w Ugandzie dla Fundacji AfricaMed (africamed.org). – Jakby tego było mało, jechałyśmy teoretycznie lewym pasem. Praktycznie tam, gdzie było miejsce. I kilka razy myślałyśmy, że tym razem już naprawdę będzie zderzenie czołowe, ale za każdym razem jakoś się udawało w ostatniej chwili zjechać na właściwy pas, albo po prostu „Ojcze nasz” zadziałało.

Taksówka bez okien, a szkoła bez kredek i ołówków
Prawdziwą przygodą była też dla niej zawsze podróż do miasta taksówką. – Kiedyś na drzwiach takiej taksówki zauważyłam, że jest on na 12 osób. Tak naprawdę mieściło się w nim 2 razy tyle. Przecież można było jeszcze komuś usiąść na kolanach, albo – jak już było naprawdę ciasno – wystarczyło otworzyć okno, złapać się dachu i usiąść na drzwiach. Czasem nawet nie było problemu z otwieraniem okna, bo go po prostu nie było – relacjonuje Aneta Kozioł.

fot.4

Greta, Agnieszka i Joanna chcą dzieciom organizować różnego rodzaju zajęcia ogólnorozwojowe, uczyć je muzyki i wystawić z ich udziałem przedstawienie teatralne.

Wolontariuszka przekonała się, co oznacza prawdziwa bieda. Podopieczni szkoły w Ugandzie nie mieli nawet ołówków. - Byłyśmy całkowicie zaskoczone tym, jak bardzo dzieci i nauczyciele potrafili cieszyć się zwykłym ołówkiem – opowiada wolontariuszka, która dwa lata temu przywiozła ich 700, a także kolorowe kredki i kolorowanki z papugami. – Był tylko jeden zestaw kredek, gdy jedno dziecko skończyło pracę, przekazywało kredki kolejnemu i tak przez pięć godzin. Dzięki temu dzieci zdały później egzamin państwowy, na którym jednym z zadań było pokolorowanie papugi – dodaje.

Wolontariuszki chciałyby również i w tym roku przywieźć ugandyjskim dzieciom ołówki oraz kredki, stąd pomysł na kiermasz i zbiórkę na potrzeby misji w Ugandzie i Kirgistanie. – W przygotowanie kiermaszu włączyły się głównie osoby, które jadą na ten wolontariat, ale także Siostry Białe w Lublinie i wspólnoty z duszpasterstwa akademickiego – mówi Greta. – Sprzedawałyśmy m.in.  nasze wypieki,  zrobione świąteczne kartki i dekoracje. Zbiórka i kiermasz trwał cały dzień po każdej mszy św. Kiermasze planujemy jeszcze w innych kościołach, nie tylko w Lublinie, ale także w Poznaniu – dodaje.

We wiosce Jinja Wanyange nie ma prądu ani bieżącej wody, po którą trzeba chodzić do rzeki.

We wiosce Jinja Wanyange nie ma prądu ani bieżącej wody, po którą trzeba chodzić do rzeki.

Czego może nauczyć się Europejczyk od mieszkańców Czarnego Lądu?
- Ludzie w Afryce mają taką wspaniałą cechę, że jeśli w coś wierzą, to mówią o tym wszystkim i wszędzie. Jeżeli są katolikami, protestantami czy muzułmanami i wierzą w Boga, to piszą to na swoich samochodach, sklepach i w miejscach pracy. Gdy robiłyśmy zakupy, bardzo często oprócz zwyczajnego „do widzenia” słyszałyśmy, „niech Bóg was błogosławi”. Zresztą takie słowa bardzo często słyszałyśmy nawet od 4-latków. A wiecie, co w tym wszystkim było moim zdaniem najpiękniejsze? Był to po prostu ogromny wyraz wolności – uważa Aneta. – Chociaż w miejscu, w którym byłam, katolicy mieszkali obok protestantów i muzułmanów, to każdy miał prawo wierzyć w to, co uważał za prawdę. W tym religijnym miszmaszu rządziła jedna reguła – jeśli w coś wierzysz, to na całego, całym życiem, bo twojej wierze należy się szacunek, a z wiarą nie należy się kryć. I tego powinniśmy się od nich uczyć…

***
Osoby, które chciałyby wesprzeć wolontariuszki i misję w Ugandzie mogą wpłacać pieniądze na Pallotyńską Fundację Misyjną Salvatti.pl (ul. Wilcza 8, 05-091 Ząbki, numer KRS:0000309499), na konto Bank Pekao SA, nr: 44 1240 1095 1111 0010 3468 8020, kod SWIFT: PKO PL PW, w tytule wpłaty „Darowizna na Ugandę”.

Marcin Żminkowski

do “Uga(n)dają się w Afryce!”

  1. ...

    Każdy może swój czas wykorzystać jak chce. Lepiej pomagać niz siedzieć i nic nie robic. Wszędzie pomoc jest potrzebna. Podziwiam takie osoby. A ryzyko jest wszędzie. Siedząc na dupie to również ryzyko… zmarnowanego czasu i życia.

  2. Bartek

    Lubią pomagać. Dziewczyny z wartosciami:) życzę powodzenia

  3. Monika

    Każdy decyduje o swoim wolnym czasie. Lepiej jechać pomagać niz marnować czas. Wszędzie pomoc się przyda. Nie żyjemy tylko dla siebie. A ryzyko jest wszędzie. Super, że są młode piękne i uczynne.

  4. józek

    i jak się im coś stanie będą znowu płakać u nas, bo takie dobre i w ogóle, no i takie święte, a jakieś „wojownicze plemie” zrobiło im krzywdę

  5. józek

    i jak się im coś stanie będą znowu płakać u nas, bo takie dobre i w ogóle, no i takie święte, a jakieś „wojownicze plemie” zrobiło im krzywdę i teraz problemy

  6. Oldres

    bambusy ubogacą je kulturowo aż im bańki nosem polecą, młode to i naiwne no chyba, że im to odpowiada.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.