Ukraina musi wygrać!

Andrij Nikanowycz (30 l.) grał w Skale Stryj, Karpatach Lwów, Niwie Tarnopol, FK Połtawa i Hetmanie Żółkiewka. Od lipca 2010 roku zakłada koszulkę Resovii. Fot. Paweł Bialic

ANDRIJ NIKANOWYCZ, ukraiński pomocnik Resovii, o atutach kadry Mychajło Fomienki i karnym strzelanym Andrijowi Pjatowowi.

W piątek (22.03) w Warszawie mecz Polska – Ukraina w eliminacjach mistrzostw świata. Po trzech spotkaniach w lepszym położeniu znajdują się biało-czerwoni, którzy mają 5 punktów. Nasi rywale pozostają bez zwycięstwa (2 remisy i porażka), a kolejne niepowodzenie oznaczać będzie utratę szans na wyjazd do Brazylii.

- Kto wygra w piątek?
- Ukraina! Nawet się o to założyłem z chłopakami z Resovii. Ale szczegółów nie zdradzę, to męski zakład (śmiech). A tak poważnie: Ukraina nie może pozwolić sobie na porażkę, to dla niej mecz ostatniej szansy. Mam nadzieję, że piłkarze poradzą sobie z presją i pokażą, na co naprawdę ich stać.

- Co jest największą siłą waszej reprezentacji?
- Boczni pomocnicy Andrij Jarmołenko z Dynama Kijów i Jewhen Konoplanka z Dnipro Dniepropietrowsk. Ten drugi jednak nie zagra z powodu kontuzji. Z drugiej strony, nie brakuje u nas zdolnej młodzieży. Ktoś na pewno Konoplankę godnie zastąpi.

- Mychajło Fomienko zadebiutuje w meczu o stawkę. To dobry trener?
- To znane nazwisko w ukraińskim futbolu. Ale reprezentacja to jednak wciąż dziecko poprzedniego selekcjonera Oleha Błochina. Fomienko nie dokonał kadrowej rewolucji, bo i nie mógł tego zrobić. Jeśli wygramy z Polską, pochwały zbierze głównie Błochin, który postawił wcześniej na grupę tych właśnie zawodników.

- Co stało się z drużyną Ukrainy, która jeszcze kilka miesięcy temu, podczas mistrzostw Europy, tak dobrze się prezentowała?
- Nie powiem, że przechodzimy kryzys. W meczu z Czarnogórą nie byliśmy gorsi, ale przegraliśmy, bo taka właśnie jest piłka nożna – zaskakująca, czasem niesprawiedliwa. Mamy bardzo dobrze wyszkolonych technicznie zawodników i oni muszą to pokazać w Warszawie. Jeśli nie zbliżą się do poziomu prezentowanego na Euro, będzie źle.

- Po zakończeniu kariery przez Andrija Woronina czy Andrija Szewczenki Ukraina nie ma lidera. To duży problem?
- Ja tego tak nie postrzegam. Dla mnie najważniejsza jest drużyna. Jeden piłkę straci, to drugi musi pomóc i odebrać ją. Te prawa nie obowiązują jedynie w Barcelonie, gdzie jest Leo Messi. Ale to fenomen. Drugiego takiego, co zacznie od środka, “skręci” pięciu gości i trafi do siatki, nie ma.

- W Polsce od dawna trwa dyskusja co zrobić, by Robert Lewandowski strzelał dla reprezentacji tak, jak dla Borussii Dortmund. Pocieszamy się, że niedawno nasza trójka zbiła na kwaśne jabłko Szachtar Donieck, a bramkarz “górników” i Ukrainy Andrij Pjatow nie ustrzegł się błędów.
- Lewandowski to klasa światowa. W Borussii ma innych piłkarzy. Nie mówię, że lepszych, ale z nimi rozumie się bez słów, bo spotykają się codziennie. Tymczasem reprezentacja to grupa osób, która trenuje z sobą raptem tydzień. Oglądam Borussię i jestem pod wrażeniem nie tylko Lewandowskiego. Podoba mi się Kuba Błaszczykowski, jeszcze lepszy jest Łukasz Piszczek, który ma wagon zdrowia. Wszędzie go pełno i tak naprawdę nie wiadomo, czy gra w obronie czy w ataku.

- Podstawowa różnica między polską a ukraińską kadrą jest taka, że my mamy trzech piłkarzy z własnej ligi, a wy jednego z zagranicy.
- Ten rodzynek to Anatolij Tymoszczuk, tylko rezerwowy Bayernu. Bez dwóch zdań liga ukraińska jest mocniejsza od polskiej. Szachtar, Dynamo Kijów, Dnipro czy Metalist Charków to liczące się europejskie marki. Jak przyjechałem do Polski najwięcej dobrego słyszałem o Legii i Wiśle. Nie mogłem uwierzyć, gdy dowiedziałem się, że od 15 lat żadnego waszego klubu nie było w Lidze Mistrzów.

- Tylko czy reprezentacja Ukrainy korzysta na tym, że liga jest tak mocna? W największych klubach brylują obcokrajowcy i aż strach pomyśleć co by było, gdyby zniesiono limit. Na boisku nie może przebywać więcej, niż siedmiu graczy z zagranicy.
- Nie widzę problemu. Obcokrajowcy w ukraińskiej lidze prezentują bardzo wysoki poziom i nasza młodzież ma się od kogo uczyć.

- Zna pan któregoś z kadrowiczów?
- Dawno temu, na turnieju klubów sponsorowanych przez firmy gazowe, nie strzeliłem karnego Andrijowi Pjatowowi. Dałem mu się wykazać, posłałem piłkę na dobrej wysokości (śmiech).

- Ukraińcy żyją meczem z Polską?
- Zainteresowanie jest spore. Wiadomo, w końcu rywalizują sąsiedzi.

- Gdzie pan obejrzy to spotkanie?
- W domu. Sam. Nienawidzę oglądać meczów w większej grupie. Ludzie słabo znają się na futbolu. Po każdym nieudanym zagraniu krzyczą: za co wam tyle płacą! Krytykują, choć sami grali w piłkę tylko na podwórku.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.