Unia Europejska chce z nas zrobić niewolników?

Pierwsza unijna konstytucja przygotowana przez Konwent w sprawie Przyszłości Europy pod przewodnictwem Francuza Valerego Giscard'a Estaign'a (na zdj.) przepadła w 2005 r. w referendach we Francji i Holandii.

Europejskie elity polityczne, wykorzystując kryzys gospodarczy, chcą utworzyć unię polityczną, gospodarczą, fiskalną i bankową. Ich funkcjonowanie miałaby regulować jedna wspólna konstytucja.

Pod koniec sierpnia poczytna niemiecka gazeta „Der Spiegel” napisała, że Niemcy zabiegają o kolejną przymiarkę do uchwalenia konstytucji Unii Europejskiej. Celem jest zacieśnienie współpracy politycznej, w której od samego początku integracji decydujące zdanie mają największe państwa, zwłaszcza nasi zachodni sąsiedzi. Jeśli wierzyć niemieckiej gazecie, jeszcze w tym roku ma zostać wyznaczony termin zwołania konwentu, który ma zająć się zmianą obecnie obowiązującego traktatu lizbońskiego na konstytucję. Jeśli się ona powiedzie, obraz Unii Europejskiej może ulec znacznej zmianie.

Przypomnijmy, że pierwsza próba przyjęcia konstytucji unijnej w latach 2004-2006 roku okazała się nieudana. Traktat ustanawiający Konstytucję dla Europy, przygotowany przez specjalny Konwent w sprawie Przyszłości Europy, przepadł w dwóch referendach na przełomie maja i czerwca 2005 roku – we Francji i w Holandii. Zaskoczenie elit politycznych Europy francuskim „nie”, było spore, bo sama treść konstytucji, napisana pod dyktando przewodniczącego Konwentu – Valerego Giscard’a Estaign’a, byłego prezydenta Francji – sprzyjała interesom dużych państw członkowskich. Chodzi zwłaszcza o metodę podejmowania decyzji w najważniejszej instytucji unijnej – Radzie złożonej z krajowych ministrów. Tzw. większość kwalifikowaną stanowić miało co najmniej 55 proc. członków Rady, zawierające co najmniej 15 z nich i reprezentujących państwa członkowskie obejmujące co najmniej 65 proc. ludności Unii. Taki mechanizm dawał sporą przewagę największym państwom i praktycznie umożliwiał blokowanie każdej decyzji samym tylko Niemcom i Francuzom. To w oczywisty sposób gwarantowało realizację interesów narodowych tych państw, pod płaszczykiem demokratycznej współpracy w Unii Europejskiej.

Kryzys sprzyja eksperymentom  
Nie udało się wprowadzić konstytucji w czasach prosperity, więc pora wykorzystać ku temu kryzys. Szef Komisji Europejskiej nawet tego nie ukrywa. – Oczekujemy, że będziemy dążyć do większej jedności i spójności naszych polityk, większej harmonizacji legislacyjnej. Potrzebujemy do tego większej integracji instytucjonalne j – mówił 1 września na amerykańskim Uniwersytecie w Yale Jose Manuel Barroso. W jego ocenie obecny kryzys pokazał słabość poszczególnych państw, dlatego potrzebny jest nowy traktat. Ten najlepiej byłoby nazwać konstytucją, co umożliwiłoby nadanie mu nadrzędnego wobec konstytucji narodowych charakteru, a to nie udało się przy okazji traktatu lizbońskiego. Atmosfera kryzysu na pewno sprzyja akceptowaniu przez społeczeństwa europejskie rozwiązań ograniczających suwerenność ich państw, na które nie było zgody w czasach długoletniego wzrostu gospodarczego. Działa tu prosty mechanizm psychologiczny – jest coraz gorzej, więc pora coś zrobić, zmienić. Tym bardziej, że dodrukowywanie miliardów euro bez pokrycia nie przynosi rezultatów.

Konstytucja antykryzysowa
Za unijną konstytucją przemawia jeszcze jeden poważny argument – uspokojenie rynków finansowych. Zamiar stworzenia w jej ramach prawnych unii gospodarczej, fiskalnej i bankowej miałby być  wyraźnym sygnałem, a sama konstytucja gwarancją, że greckie, irlandzkie, hiszpańskie czy włoskie problemy już się nie powtórzą. To mogłoby przywrócić zaufanie do wieloletnich obligacji poszczególnych państw, ze sprzedażą których są obecnie na rynkach olbrzymie problemy. Z drugiej strony unia bankowa oznaczałaby, że niemieckie fundusze będą szły na ratowanie banków innych krajów, w zamian za co Berlin może postawić warunek zaakceptowania przez inne państwa zmian instytucjonalnych, które umożliwiałyby narzucenie im dyscypliny budżetowej. Najskuteczniej egzekwować je poprzez automatyczne sankcje (np. zablokowanie funduszy strukturalnych) i wyroki unijnego sądu. Te drugie będą możliwe, jeśli te pierwsze znajdą się w unijnym prawie pierwotnym, czyli traktacie lub konstytucji. Póki co można nimi tylko straszyć…

Co na to Polska?
Niemiecka koncepcja „więcej solidarności za mniej suwerenności” nie spotkała się w Polsce z entuzjazmem, ale minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski nie wykluczył dyskusji o unijnej konstytucji. – Jeżeli chcemy być silniejsi, musimy zreformować traktaty – powiedział w Berlinie kilka dni temu szef MSZ. Jego zdaniem, trzeba najpierw dokończyć unię fiskalno-polityczną i finansową, czyli wprowadzić w życie podpisany na początku roku pakt fiskalny, który dość poważnie uszczupla kompetencje budżetowe państw strefy euro. Na razie jest on tylko umową międzynarodową, ale Unia na pewno podejmie próbę włączenia go do przyszłej konstytucji.

Nieco sceptyczniej do zaproponowanego rozwoju Unii podchodzi opozycja. -Odpowiedzialność za Polskę wymaga dziś namysłu nad alternatywą dla zanurzenia się w Unii za wszelką cenę. Nie dlatego, że tego sobie życzymy, tylko dlatego, iż nie możemy sobie pozwolić na sytuację, w której zostaniemy zaskoczeni przez rozwój  wypadków – twierdzi Krzysztof Szczerski, był wiceminister spraw zagranicznych, a obecnie poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Anschluss?
Póki co z naszej integracji z Unią przeważają korzyści, ale obecnie idzie ona w niebezpiecznym dla nas kierunku, w którym, po pierwsze, zaczyna brakować pieniędzy na rozwój biedniejszych państw, a po drugie całkowicie dominującą rolę chcą odgrywać Niemcy. Umożliwiłoby im to zapisanie wszystkich ich integracyjnych życzeń w jednej unijnej konstytucji. A tę musiałyby zaakceptować w referendach społeczeństwa prawie wszystkich krajów Unii Europejskiej. Nie udało się to w lepszych czasach, ale wszystko wskazuje na to, że obecny kryzys będzie lepszą ku temu okazją.

Arkadiusz Rogowski

do “Unia Europejska chce z nas zrobić niewolników?”

  1. marek

    jak może być dobrze jeżeli zarobki w Polsce do wartosci paliwa to katastrofa 2 tysiace euro a 2 tysiace zł

  2. ROMAN

    znowu pociągają za sznurki – kolejne poprawki w uni władzy i niewolników- a co ma do powiedzenia niewolnik ?

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.