Uratowała życie podróżującym w chłodni tira

Chor. Agnieszka Węgrzyn (30 l.) na co dzień zajmuje się w Medyce rozpoznawaniem sfałszowanych dokumentów. Jest miłą i skromną osobą, ale jak się okazało, funkcjonariuszką z krwi i kości także poza służbą. Fot. Monika Kamińska

MEDYKA, VILLACH. Funkcjonariuszka Straży Granicznej z Medyki przerwała zabójczą podróż nielegalnych imigrantów.

- Podczas postoju w czasie podróży w Alpy wyszłam na parking – wspomina chor. Agnieszka Węgrzyn (30 l.). – Z hermetycznie zamkniętej naczepy na holenderskich numerach usłyszałam jakieś stukanie – relacjonuje strażniczka graniczna z Medyki. – Od razu pomyślałam, że coś jest nie tak, że tam muszą być ludzie – dodaje.

To był prywatny, rekreacyjny wyjazd z grupą znajomych na alpejskie szaleństwo na nartach. Chor. Agnieszka Węgrzyn (30 l.) wzięła urlop i wyruszyła do Włoch. Gdy autobus biura podróży zatrzymał się gdzieś w okolicach austriackiego Villach, ale już we Włoszech, wyszła na parking rozprostować nogi. Było około południa 9 marca.

Na urlopie czy nie strażnikiem granicznym po prostu się jest. Dlatego pani Agnieszka jako jedyna zwróciła uwagę na podejrzane dźwięki dochodzące z hermetycznej naczepy ciężarówki na holenderskich numerach i sama odpowiedziała stukaniem. Za chwilę z „puszki” usłyszała coraz gwałtowniejsze dźwięki. – Ci, którzy także to słyszeli podejrzewali, że w naczepie jest jakieś zwierzę – wspomina A. Węgrzyn. – Jedna z pań stwierdziła, że pewnie słoń, bo na naczepie był znaczek z wizerunkiem słonia – dodaje ze śmiechem.

Wówczas jednak medyckiej strażniczce granicznej, która na co dzień zajmuje się badaniem sfałszowanych dokumentów, do śmiechu nie było. „Namierzony” w pobliskim bistro kierowca ciężarówki, który okazał się być Holendrem, odmówił otwarcia naczepy. – Zdecydowałam, że trzeba wezwać policję – opowiada chor. Węgrzyn.

W naczepie byli półżywi ludzie
Wkrótce pojawiło się czterech włoskich karabinierów. Najwyraźniej nie mieli przekonania, że wezwano ich słusznie, ale nakazali kierowcy otwarcie naczepy. W środku było kilku półżywych smagłych mężczyzn. – Mogli mieć około 20 do 25 lat, wyglądali na Pakistańczyków – relacjonuje strażniczka z Medyki, która najprawdopodobniej uratowała życie nielegalnym imigrantom.

– Byli wycieńczeni z zimna i braku powietrza. O własnych siłach nie mogli wyjść z naczepy – wspomina chor. Węgrzyn. Mężczyzn było 7 lub 8. Kim są tak naprawdę, nie wiadomo. Agnieszce Węgrzyn udało się dowiedzieć tyle, że najprawdopodobniej jechali w zaplombowanej naczepie z Grecji, a dotrzeć mieli do Holandii.

Monika Kamińska

do “Uratowała życie podróżującym w chłodni tira”

  1. Jan

    Nie byłbym taki pewien, że uratowała im życie. Uratowani „wyglądali na Pakistańczyków”. Poczekajmy na kolejnego newsa po deportacji „uratowanych” do Afganistanu!

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.