Urzędnicy nakładają kary zamiast pomóc

Tak wyglądała Skrzypaczowa kładka latem, ale gdy dzieci szły do szkoły, z sąsiadami zbudował przeprawę o wiele lepszą. Fot. Jerzy Mielniczuk

BURDZE, STALOWA WOLA. Zbudował kładkę, żeby dzieci miały bliżej do szkoły i od kilku lat po tej kładce przychodzą do niego same kłopoty.

Władysław Skrzypacz zbudował kładkę na rzece Łęg, żeby jego córka miała bliżej do szkoły, a on do sklepu. Kładkę rozebrali pracownicy Zarządu Gospodarki Wodnej. Skrzypacz, z sąsiadami zza rzeki, zbudował nową kładkę i dostał grzywnę od wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego. – Nowa kładka nie była przedmiotem żadnego postępowania i nie tylko ja ją budowałem, dlaczego więc kara spotyka mnie? – pyta mieszkaniec zakątka o nazwie Skrzypacze.

Historia Skrzypaczowej kładki jest głośna od połowy poprzedniej dekady. To wtedy nadzór budowlany pierwszy raz ukarał gospodarza za próbę cywilizowania sobie życia. Kara wtedy została zawieszona, ale państwo kar nie zwykło darować ot, tak sobie i teraz spadła ona na krnąbrnego rolnika jak grom z jasnego nieba.

Tak to jest, gdy się mieszka na granicy

Skrzypacz ma pecha mieszkać w zakolu Łęgu, bez wody, kanalizacji i elektryki. Przez Łęg ma kilka kroków do Burdzów, podstalowowolskiej wsi z kościołem, strażą i sklepami. Łęg jest jednak rzeką graniczną pomiędzy gminami i powiatami. Skrzypacz mieszka w pow. tarnobrzeskim, a po swojej kładce przechodzi do pow. stalowowolskiego. Gdyby szedł po drogach właściwych, do sklepu miałby7 km, a nie kilkadziesiąt metrów. Most miałby stać na terenie pow. stalowowolskiego, ale prowadziłby do domu mieszkańca pow. tarnobrzeskiego. Gminy, nie mówiąc już o powiatach, nie mogą się w sprawie tej dogadać, a nawet nie próbują, bo to wszak wydatek pieniędzy. I to nie mały!

Czujność zahowuje nazdór budowlany, odkąd Skrzypacz miał dość przenoszenia dzieci przez rzekę i zbudował pierwszą kładkę. Kładek wybudował już kilka, bo to albo powodzie je zabierają, alb robotnicy z gospodarki wodnej rozbierają. Za każdym razem budowała bez pozwolenia i ze swojego materiału. Ostatnio w sukurs przyszli mu mieszkańcy Burdzów. Pomogli przy budowie, a przy okazji desek i słupków dorzucili. Po raz pierwszy kładka ma jaki taki wygląd, ale nadzorowi budowlanemu nie przypadła do gustu. Nie przypadła, bo zgody na jej budowę ciągle nie ma. I nie będzie, bo rencisty ze Skrypaczów nigdy na budowę mostku nie będzie stać. Pewnie też i na zapłatę grzywny, ale to już inna sprawa.

Wszędzie go znają, ale nikt nie pomaga

Skrzypcza, przynajmniej z pism, znają urzędnicy samorządowi i państwowi od gminnych poczynając, na ministerialnych kończąc. Nie pomogła mu red. Elżbieta Jaworowicz, która bataliom  rolnika o kładkę poświęciła jedną „Sparwę dla reportera”, ani skargi na bezczynność wójtów Grębowa czy Bojanowa, albo prośby o litość do starostów powiatów, które dzieli Łęg. Każdy urząd zawsze znajduje argument, żeby upartego chłopa, a z nim jego kłopotu, się pozbyć. Jedynym urzędem, który wnikliwie śledzi, co na rzece obok Skrzypaczowego pola się dzieje, jest nadzór budowlany, ale ten akuratnie urząd rolnikowi śni się wyłącznie w złych porach. Taka właśnie dla Skrzypacza nastała.

Jerzy Mielniczuk

do “Urzędnicy nakładają kary zamiast pomóc”

  1. ftalo

    To są właśnie skutki tego chorego podziału administracyjnego i stawianie granic tam gdzie być nie powinny. Tak tworzą się problemy,podziały,kkonfilkty.No i wciąż widać że podkarpacie wciąż zacofane jak cała ściana wschodnia,głupie problemy,chore przepisy,utrudnianie ludziom życia na każdym kroku,to właśnie nasz chory region

  2. rysiek

    jeb ..ny nadzór budowlany

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.