Urzędnicy skarbowi dobijają firmy

Jak zagnębić przedsiębiorcę, czyli kontrole Urzędu Kontroli Skarbowej pod rządami „liberalnej” PO

Miało być przyjaźnie dla przedsiębiorców, bardziej wolnorynkowo, z dużym naciskiem na poszerzanie zakresu swobód gospodarczych. Takie były zapowiedzi polityków Platformy Obywatelskiej, gdy szli po władzę. Po czterech latach ich rządów okazało się, że jest inaczej. Hasła owszem, były liberalne, ale działanie jest typowo socjalistyczne. Wystarczy przyjrzeć się praktykom urzędów kontroli skarbowej.

Gdy Platforma Obywatelska w wyborach z 2007 r. przekonywała wyborców do oddania głosu właśnie na nią, politycy tej partii chwalili się jak bardzo będą sprzyjać przedsiębiorcom. PO była przedstawiana wręcz jako partia przyjazna dla przedsiębiorców. Wszystko to wpisywało się w “politykę uśmiechów”, która miała przyciągnąć wyborców zniechęconych rządami PiS i jego koalicjantów.

Tymczasem nie minęło dużo czasu i okazało się, że było to tylko robienie ludziom wody z mózgu i oszukiwanie społeczeństwa. Zamiast obiecywanych wolności i swobód mamy coraz więcej ograniczeń i kontroli. Zamiast ukrócenia samowoli urzędników, mamy coraz więcej przykładów na wszechwładzę urzędów, które wykorzystują ją do nękania, a nawet niszczenia przedsiębiorców.

W czołówce stosowania tego typu praktyk znajduje się aparat skarbowy, podległy ministrowi finansów. Urzędnicy robią wszystko, by ominąć zapisy prawa korzystne dla przedsiębiorców.

Własna interpretacja urzędów
Doskonałym przykładem może być działalność urzędów kontroli skarbowej. UKS-y znalazły sposób na ominięcie limitów czasu przeprowadzania kontroli w firmach. Cóż z tego, że znowelizowana ustawa o swobodzie działalności gospodarczej ogranicza czas trwania wszystkich kontroli u przedsiębiorcy w jednym roku kalendarzowym w zależności od wielkości firmy – do 12, 18, 24 lub 48 dni roboczych. Urzędnicy skarbowi żyją jednak najwyraźniej w swoim świecie i stosują własną interpretację. Twierdzą, że te ograniczenia dotyczą wyłącznie kontroli podatkowej. Natomiast tzw. postępowania kontrolne można ich zdaniem prowadzić bez ograniczeń.
W tym miejscu trzeba wyjaśnić, że “kontrola podatkowa”, a “postępowanie kontrolne” to dwie różne rzeczy. Niestety w ordynacji podatkowej te sprawy opisane są słabo. Nieco więcej mówi o tym ustawa o kontroli skarbowej.

Kontrolują długimi miesiącami
Urzędy wszczynają więc postępowania kontrolne i prowadzą je miesiącami. Nierzadko trwa to pół roku, a nawet dłużej. Urzędnicy twierdzą bowiem, że ograniczenia czasowe nałożone przez ustawę w tym wypadku ich nie dotyczą. W trakcie postępowania urzędnicy gromadzą materiał dowodowy, a potem rozpoczynają kontrolę podatkową, już w terminach opisanych przez prawo.

O takim sprytnym postępowaniu urzędów kontroli skarbowej pisała kilka razy “Gazeta Prawna”. Zdaniem ekspertów praktyka stosowana przez urzędników fiskusa nie jest poprawna. Zgodnie z orzecznictwem sądowym zebranie materiału dowodowego w trakcie postępowania kontrolnego, a nie kontroli może skutkować jego zakwestionowaniem. Takie dowody są zgromadzone bezprawnie. Tymczasem urzędnicy podejmują postępowania kontrolne i uważają, że mogą badać szczegółowo akta firmy, wzywając podatników do przedłożenia dziesiątków dokumentów.

Na prośby przedsiębiorców, by ze względu na ogromną ilość żądanych dokumentów, przeprowadzić postępowanie kontrolne w siedzibie firmy urzędy odmawiają. Naciskają, by przedsiębiorca dostarczył wszystkie wymagane dokumenty do urzędu.

Tak dzieje się też na Podkarpaciu
To nie jest jedynie teoria. Takie działania mają miejsce tu na Podkarpaciu. Weźmy pierwszy z brzegu przykład firmy. Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie poinformował przedsiębiorcę o wszczęciu z urzędu postępowania kontrolnego wobec firmy. Wezwał jednocześnie do przedłożenia w siedzibie UKS wskazanych dokumentów z dwóch lat.

To jednak nie wszystko. Urząd zażyczył sobie ponumerowania żądanych dokumentów i ich opisania, a także sporządzenia dokumentacji w formie elektronicznej i przedłożenia jej w takiej formie organom skarbowym! Dodajmy, że dokumentacja żądana przez UKS obejmuje aż 30 tysięcy dokumentów…

- To jakaś paranoja. Kompletowanie, numerowanie i opisywanie dokumentów jakich żąda organ nie jest w zakresie obowiązków moich pracowników – mówi przedsiębiorca.
Tymczasem zgodnie z ordynacją podatkową: “czynności kontrolne prowadzone są w siedzibie kontrolowanego, w innym miejscu przechowywania dokumentacji oraz w miejscach związanych z prowadzoną przez niego działalnością i w godzinach jej prowadzenia, a w przypadku skrócenia w toku kontroli czasu prowadzenia działalności – czynności kontrolne mogą być prowadzone przez 8 godzin dziennie. W przypadku gdy księgi podatkowe są prowadzone lub przechowywane poza siedzibą kontrolowanego, kontrolowany na żądanie kontrolującego obowiązany jest zapewnić dostęp do ksiąg w swojej siedzibie albo w miejscu ich prowadzenia lub przechowywania, jeżeli udostępnienie ich w siedzibie może w znacznym stopniu utrudnić prowadzenie przez kontrolowanego bieżącej działalności”.

Nękanie przedsiębiorcy
Na ten właśnie przepis zwrócił uwagę przedsiębiorca. Zapewnił przy tym urząd wielokrotnie, że wszelka dokumentacja zostanie udostępniona kontrolującym wraz z samodzielnym pomieszczeniem gdzie będą mogli spokojnie je przeglądać. Urząd twierdzi uparcie, że udostępnienie mu dokumentacji “nie pozbawia podatnika możliwości jej przeglądania i swobodnego dysponowania”.

– To chyba jakiś żart. O jakim swobodnym dysponowaniu dokumentami, które będą dostępne tylko w urzędzie, w godzinach jego pracy mówią urzędnicy? Wśród żądanych dokumentów znajdują się nawet niezapłacone do tej pory przez naszych kontrahentów faktury. Są one nam niezbędne – wyjaśnia nasz rozmówca.
Poza tym dokumenty są potrzebne firmie do bieżącego korzystania także ze względu na prowadzony aktualnie proces sądowy. – Z tego powodu nasi adwokaci i pracownicy firmy muszą mieć ciągły wgląd do nich, bo stale z nimi pracują – wyjaśnia przedsiębiorca. – Przecież w urzędzie byłyby one dostępne najwyżej 8 godzin dziennie, a my potrzebujemy mieć możliwość korzystania z nich wieczorami. W grę nie wchodzi także ich kserowanie. To byłby koszt kilkunastu tysięcy złotych. To przecież absurd – denerwuje się.

Dyrektor milczy
Ostatecznie urząd wycofał się z żądania ponumerowania żądanych dokumentów i ich opisania, a także sporządzenia dokumentacji w formie elektronicznej. Nie zaprzestał jednak żądać wydania dokumentów i nękania kolejnymi pismami przedsiębiorcy. Ten czuje się bezradny w starciu z urzędem.
- Mam wiedzę, że Urząd Kontroli Skarbowej żądał dostarczania dokumentacji firm do jego siedziby także od innych podkarpackich przedsiębiorców – mówi. – Wynika z tego, że to reguła w jego działalności.

Przygotowując ten artykuł postanowiliśmy porozmawiać o praktykach Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie bezpośrednio z jego dyrektorem Cezarym Kobą. Pan dyrektor nie chciał z nami rozmawiać. Przez sekretarkę odsyłał nas do rzecznika. Zostawiliśmy więc nasze pytania na piśmie. Poprosiliśmy też o wyznaczenie terminu spotkania.
Liczymy, że sprawą zainteresują się teraz podkarpaccy politycy. Do tematu będziemy wracać.

Krzysztof Kuchta

Do przedsiębiorców z Podkarpacia zwracamy się z prośbą i pytaniem: Czy podobne praktyki Urząd Kontroli Skarbowej stosuje także wobec Waszych firm? A może są to jeszcze jakieś inne działania, którymi nękają Was urzędnicy skarbowi? Nie chcemy podawać nazw Waszych firm. Chcemy tylko uzyskać wiarygodne informacje na ten temat. Prosimy o kontakt mailowy na adres: kkuchta@pressmedia.com.pl oraz telefoniczny na nr 17 747-09-32 lub 17 852-55-55.

do “Urzędnicy skarbowi dobijają firmy”

  1. andrzej

    te robole z urzędu skarbowego to bawią sie za moje a nie swoje……oni nie wytwarzają ani jednego grosza…

  2. Ekonomista

    Sprzedawco.Nie wiedzą gdzie mają wchodzić i szukać kasy,gnębią uczciwych przedsiębiorców płacących normalnie podatki.Podam Ci przykład i link do strony gdzie 90% osób robi biznes poniżej ceny i śmieje się w twarz urzędnikom i przedsiębiorcom oczywiście nie płacąc podatków.

    http://www.gumtree.pl/fp-pielegnacja-i-uroda/praga-poludnie/c9064l3200015

  3. sprzedawca

    niech bym tylko spotkał jeszcze raz tego ciamajde z UKS… jeździ niebieskim passatem tdi na podprzemyskich rejestracjach. Jaki z niego mękal, nie wie czy ma wejść do sklepu czy nie, wysiada z auta a tu nagle zaraz do niego wraca, odchodzi do sprzedawcy i staje przed nim po czym po kilku sekundach stania i patrzenia sie w oczy mówi UKS. On jakby sie bał nawet pokazania legitymacji, miał taki drżacy głos… myślał że mu chyba zrobie krzywde. A potem poszedł do sąsiednego sklepu ale stanął w drzwiach i wyszedł… tam sie pewnie już bardzo bał bo szef tego sklepu jest wielgaśny. Takich mamlaków pozatrudniają że wstyd!! sie śmiałem potem z tej kontroli.

    O tak jeżdżą i szukają ale za chwile te firmy zbankrutują jak nie będą mogły kombinować żeby sie utrzymać.

  4. roman

    opowiadania na temat- jesteśmy w europie- jesteśmy w unii- można schować do szafy – minęło już trochę czasu od 1989 roku i co i dalej w urzędach typowa azja – jak za głębokiego Gumułki – a miała być wolność gospodarcza i doganianie zachodu – tak tylko muszą minąć lata świetlne zanim władza zacznie myśleć inaczej- ona nie zacznie- ona tylko opowiada banialuki a robi swoje żeby tylko znaleźć haka a potem mamrocze że przyrost ujemny- że młodzi wyjeżdżają a nie wracają – a po co mają wracać do tej zgnilizny- urzędy mają się dobrze tylko do czasu – poprawi się wtedy jak pojmą że urząd jest dla obywatela a nie odwrotnie – ale na razie to czekaj tatka latka co ?

  5. kamil

    a ja dodam że ostatnio panowie z uks bawili sie świetnie, zrobili firmową impreze na pożegnanie kolegów którzy odeszli na emeryture!! zabawa była przednia, ciekawe czy mogą mi pokazać rachunek za tą zabawe?

    • alek

      Prawda, zabawa była udana ale bawili się za swoje. Czy w tym kraju świetni biznesmeni mogą jeździć na safari a robole mają tylko na nich robić?

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.