Uśmiercił sąsiada maczugą. Po wyroku powiesił się w stodole

Jan P. nie mógł znieść napięcia i w ub. sobotę odebrał sobie życie.

SIEDLISKA BOGUSZ. Skazany 61-latek prawdopodobnie nie mógł znieść myśli, że najbliższe lata spędzi w więzieniu.

Jan P., 61-letni mieszkaniec wsi Siedliska Bogusz, który rok temu drewnianym kołkiem roztrzaskał sąsiadowi czaszkę, przyczyniając się do jego śmierci, nie wytrzymał ciśnienia. W sobotę (11 bm.) powiesił się we własnej stodole. Pięć dni wcześniej Sąd Okręgowy w Rzeszowie skazał go na dwa lata więzienia i wypłatę po 2 tys. zł na rzecz bliskich zabitego. Prokuratura planowała apelację. Teraz musi umorzyć postępowanie.

Do tragedii w Siedliskach Bogusz (gm. Brzostek) doszło 11 grudnia ub.r. Wówczas to 69-letni Wacław Kumięga zauważył na swojej posesji trzech mężczyzn.

Wycinali gałęzie z przydrożnych drzew rosnących na posesji Kumięgów. Mężczyzna próbował ich przepędzić. Doszło do ostrej wymiany zdań. Później ktoś złapał drewnianą pałę i uderzył 69-latka w głowę. Ten stracił przytomność i bezwładnie upadł na ziemię. Twarz miał siną, a w uchu pełno krwi. Kumięga trafił do szpitala w Tarnowie. Krwiak mózgu był jednak na tyle rozległy, że nie odzyskał już przytomności i 3 stycznia br. zmarł.

Ojciec wziął winę syna na siebie?

Do zabicia sąsiada przyznaje się sąsiad Kumięgi – Jan P. Twierdzi, że cios zadał drewnianym konarem. Innego zdania jest żona zamordowanego. – Jego syna Marcina złapali dopiero na drugi dzień. Był jeszcze pijany. Moja bratowa mówiła, że chodził po wsi i chwalił się, że zapierdolił Kumięgę. A jego ojciec wziął winę na siebie. Ale czy to prawda, nie wiem.

- Z naszych akt wynika, że sprawcą czynu był Jan P. – mówił nam Jacek Żak, szef Prokuratury Rejonowej w Dębicy. – Wskazują na to jego wyjaśnienia, gdzie przyznaje się do winy, i zeznania świadka, który wtedy z nim był. Pod uwagę bierzemy wszystkie scenariusze, ale – jak do tej pory – nie mamy żadnych dowodów wskazujących, że cios zadał Marcin P.

Dwóch dobrych sąsiadów i taka tragedia

Jan P. w marcu został aresztowany, ale ze względu na stan zdrowia już we wrześniu sąd wypuścił go na wolność. Po trwającym prawie rok postępowaniu sąd skazał go na dwa lata więzienia. Prokuratura, która planowała apelację, żądała dla niego 4 lat pozbawienia wolności i wypłaty po 20 tys. zł. Oskarżony nie wytrzymał napięcia i w sobotę powiesił się we własnej stodole. Ponoć nie mógł znieść myśli, że najbliższe lata spędzi w więzieniu.

- Wszyscy się dziwią, że mogło do tego dojść – mówi nam pan Stanisław, sąsiad Jana P. – Gdzieś pokłócili się o jakieś tarki na brzegu. Jasiek chciał je wyciąć, bo jeździ tamtędy do domu. No i Wacek wyszedł do niego. Co im wpadło na starość? Dwóch dobrych sąsiadów i taka tragedia. Jak można pokłócić się i zabić? I to o takie patyki? Jasiek to był spokojny chłop. Ludzie go znali, bo woził im mleko. Żona mu zmarła i sam mieszkał z dwoma synami.

Paweł Galek

Jacek Żak, szef Prokuratury Rejonowej w Dębicy:
- Z nieoficjalnych informacji od rodziny wiemy, że Jan P. martwił się perspektywą spędzenia kilku najbliższych lat w więzieniu. Do tego doszły jego problemy z psychiką, które orzekł biegły lekarz. Być może miał jeszcze wyrzuty sumienia, związane z nieumyślnym zadaniem śmierci sąsiadowi. To wszystko mogło nałożyć się na jego samobójstwo.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.