W kadrze spotkałem fajnych chłopaków

Łukasz Janyst ma za sobą niezwykle udany sezon.

Szczypiornista Stali Mielec opowiada o swoim debiucie w reprezentacji.

Łukasz Janyst ma za sobą niezwykle udany sezon. Z Stalą Mielec zajął 4. miejsce w Superlidze, a w ostatnią niedzielę cieszył się z debiutu w reprezentacji Polski w wygranym meczu z Portugalią.

- Na pewno ten występ zapamiętam na długo – przyznaje skrzydłowy Stali. – Zostały mi po nim niesamowite wrażenia. Występ w reprezentacji to dla mnie ogromny zaszczyt i szczęście. Cieszę się z otrzymanej szansy, choć może nie trwała ona zbyt długo. Z drugiej jednak strony zdaję sobie sprawę, że wielu zawodników chciałoby być na moim miejscu.

- W jakich okolicznościach dostał pan wiadomość o powołaniu na mecz z Portugalią.
- Już pół godziny po środowym meczu z Ukrainą dzwonili do mnie z związku, że jestem powołany, bo kontuzji doznali Partyk Kuchczyński i Robert Orzechowski. Dostałem wytyczne do którego z poznańskich hoteli mam się zgłosić na zgrupowanie i kiedy tam mam być.

- Co pan czuł, gdy wchodził do szatni, w której byli Sławomir Szmal, Grzegorz Tkaczyk, bracia Jureccy czy Lijewscy?
- Byłem podekscytowany. Z niektórymi kiedyś grałem w młodzieżowych reprezentacjach, ale to zupełnie co innego. Z bliska okazali się super ludźmi. Choć są gwiazdami światowego formatu w naszej dyscyplinie, pozostali fajnymi i otwartymi facetami. Naprawdę dobrze czułem się w ich towarzystwie.

- Spodziewał się kilka miesięcy temu, że to będzie tak udamy sezon dla pana?
- Na pewno nie. Jeśli chodzi o ligę, to byliśmy skazywani na spadek. Ja w to nie wierzyłem, ale z drugiej strony, nie liczyłem na miejsce w czwórce. Jeśli chodzi o kadrę, to już zupełna abstrakcja. W Polsce można się wybić grając w Vive Kielce czy Wiśle Płock. Być zauważonym w skromnej Stali, to naprawdę coś. Było to w dużej mierze możliwe dzięki trenerowi Ryszardowi Skutnikowi i kolegom z drużyny. Dzięki im mogłem się wybić.

- Po debiucie w reprezentacji pewnie ma pan ochotę na więcej?
- Tak, ale jestem też realistą. Zagrałem, bo kilku kolegów miało urazy. Oczywiście postaram się pokazać, że jeszcze warto dać mi szansę. Czy ją dostanę, nie zależy już tylko ode mnie.

- Teraz wreszcie może pan udać się na zasłużone wakacje.
- Oj tak, długo na nie przyszło mi w tym sezonie czekać. Sezon był długi i wyczerpujący, dobrze, że obyło się bez większych urazów. Szkoda mi tylko Krzyśka Lipki, który na samym końcu nabawił się groźnej kontuzji. Teraz mam kilkanaście dni by solidnie wypocząć, a od lipca znów trzeba się będzie wziąć do ciężkiej pracy. Urlop spędzę w rodzinnych Kielcach. Miesiąc temu żona urodziła nam syna i z takim maluchem nigdzie nie mamy zamiaru się ruszać.

Rozmawiał Piotr Pezdan

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.