W karetce muszą być lekarze, których nie ma

Lekarz w karetce zdany jest na samego siebie, ponosi pełną odpowiedzialność za podejmowane przez siebie decyzje, a na drodze przy ratowaniu życia dochodzi często do ekstremalnych sytuacji. Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE. Jeżeli nie będzie zmian w ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym, od nowego roku część lekarzy straci uprawnienia do pracy w zespołach ratowniczych.

Od 1 stycznia 2013 r. w skład specjalistycznych zespołów ratownictwa medycznego, oprócz pielęgniarki lub ratownika medycznego, będzie musiał wchodzić lekarz posiadający specjalizację lub tytuł specjalisty w dziedzinie: anestezjologii, intensywnej terapii, chorób wewnętrznych, chirurgii, ortopedii i traumatologii lub pediatrii.

Kłopot w tym, że duża część lekarzy zatrudnionych obecnie w zespołach ratownictwa nie spełnia tych kryteriów. Skutkiem może być “wyeliminowanie” części zespołów ratownictwa medycznego lub obsadzenie ich tylko ratownikami.

Nie chcąc do tego dopuścić posłowie PO chcą by lekarze innych specjalności, którzy mają wystarczające doświadczenie, mogli dalej jeździć w karetkach pogotowia ratunkowego.

W tym celu złożyli projekt ustawy, w którym zapisano dla nich okres przejściowy do roku 2020. Proponowana przez PO zmiana przepisów ma umożliwić (od 1 stycznia 2013 r.) uzyskanie statusu lekarza systemu przez lekarzy posiadających co najmniej 3-letnie doświadczenie (nie mniejsze niż 3 tys. godzin) w zespołach ratownictwa medycznego (również lotniczych), szpitalnych oddziałach ratunkowych lub izbach przyjęć szpitali. Pod jednym warunkiem: lekarze ci do końca 2014 r. muszą podjąć specjalizację z medycyny ratunkowej.

Ratownictwo ma ratować ludzkie życie, a nie leczyć
- Mamy cztery karetki specjalistyczne z lekarzem i 6 podstawowych obsadzonych tylko ratownikami. Już teraz z obsadzeniem tych czterech ambulansów mamy kłopoty, bo lekarzy mających uprawnienia, czyli o specjalizacji ratownictwo medyczne, anestezjologia, czy pokrewne brakuje od dawna. Przyznaję jednak, że do ratowania ludzkiego życia w większości przypadków wystarcza przyjazd profesjonalnie wyszkolonych ratowników medycznych. Oczywiście mówimy o karetkach wyjeżdżających do nagłych przypadków, kraks, nie tych służących do zabezpieczenia pomocy doraźnej czyli nocnej i świątecznej opieki medycznej. Tam bezwzględnie muszą być lekarze, tyle, że nie koniecznie z uprawnieniami systemowymi – mówi Stanisław Rybak, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie.

***
W 2010 r. już raz obniżono wymogi kwalifikacyjne wobec lekarzy systemu, bo nie spełniało ich kilka tys. lekarzy. Wprowadzono wówczas zapis o ukończeniu nie całej specjalizacji, ale co najmniej jej drugiego roku. Przez dwa lata niewiele to dało, myślę więc, że kolejne odroczenie również nie pomoże. Praca w pogotowiu to praca na pierwszej linii i niewielu lekarzy chce podjąć się tego wyzwania, szczególnie gdy ma szanse na dyżur w szpitalu gdzie zawsze może znaleźć oparcie w drugim lekarzu czy w sprzęcie niedostępnym w karetce.

Anna Moraniec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.