W kraju mistrzów zawsze świeci słońce

W finale Euro 2012 Hiszpanie rozbili Włochów 4-0, ale widoczni od lewej Agnieszka Gancarz, Sebastian Nadwodny i Anna Serafin i tak bardzo się denerwowali. Mecz oglądali w rzeszowskiej strefie kibica. Fot. Paweł Bialic

Siesta, fiesta i mañana czyli o tym, jak żyją Hiszpanie. Naród, który wydał na świat najwspanialszą generację piłkarzy – dwukrotnych mistrzów Europy i mistrzów świata, triumfatorów Euro 2012.

Sebastian Nadwodny z Ropczyc spędził w Hiszpanii 13 lat, do powrotu zmusił go kryzys, dziś mieszka i pracuje w Rzeszowie.

Agnieszka Gancarz i Anna Serafin to zakochane w kulturze hiszpańskiej i mieszkańcach Madrytu, Barcelony i Bilbao słuchaczki Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych w Rzeszowie.

Oto ich opowieść o życiu i zabawie Hiszpanów, bogatej kulturze Półwyspu Iberyjskiego i mentalności tak różnej od polskiej.

- Hiszpania nigdy nie była krajem idealnym do emigracji zarobkowej. Wyjeżdżało się tam, by mieć obok siebie wesołych, normalnych ludzi, palmy, słońce i luz. Zawsze powtarzałem: chcesz zarobić, jedź do Stanów albo do Niemiec. Za to w Hiszpanii siesta, fiesta i mañana– uśmiecha się Sebastian, który w 1998 roku wyjechał z Polski – W sobotę stanąłem na “czwórce” w Ropczycach i łapałem stopa, w środę byłem już pod Madrytem. Tak zaczęła się moja wielka przygoda z Hiszpanią i miłość do mieszkańców tych ziem. Jeśli uczciwie pracujesz, Hiszpan przenigdy nie da ci do zrozumienia, że jesteś kimś gorszym. Gdy tam przyjechałem, miałem 20 lat, więc śmiało mogę powiedzieć, iż mam mentalność bardziej hiszpańską niż polską.

MADRIDISTA
Przez jakiś czas mieszkałem dziesięć minut drogi od stadionu Santiago Bernabeu, więc chcąc nie chcąc, musiałem zostać madridistą – kibicem Realu. W Hiszpanii dopinguje się w inny sposób, nie ma agresji, sympatycy jednej drużyny siedzą obok fanów drugiej, po meczu idą razem do knajpy, piją piwo, śmieją się. Na trybunach pełno jest 70-letnich staruszek w klubowych szalikach. Szacunek do drugiego człowieka, otwartość i brak agresji – to mi się w Hiszpanach najbardziej podoba i tego mi brakuje w Polsce. Hiszpan wykrzyczy ci prosto w twarz to, co leży mu na sercu, ale pierwszy cię nie uderzy.

ZAMACH
11 marca 2004 roku na stacji kolejowej Atocha w Madrycie islamscy terroryści wysadzili pociągi, zginęły 192 osoby z różnych krajów. Mimo, że Hiszpanie byli w szoku, podchodzili do ludzi o ciemniejszej karnacji, np. Marokańczyków, których tam jest pełno, i uspokajali: my wiemy, że to nie wy. Przyjechaliście pracować, znaleźć lepsze życie. Hiszpanie są tak dobrzy, że aż naiwni.

BARY
Są ich tysiące, po dwa-trzy pod jednym budynkiem mieszkalnym. To tam koncentruje się życie towarzyskie. Starsi przychodzą obejrzeć corridę, młodsi mecze piłki nożnej, a wszyscy po to, by zjeść, wypić piwo i podyskutować. Przyjeżdża do ciebie rodzina, to schodzisz na dół i zabierasz ich do baru. W domu mało kto gotował. Ba, mało kto przebywał!

Tak było przed kryzysem, dziś jest nieco inaczej. Ludzie stracili pracę, bary opustoszały i zostały zamknięte.

KRYZYS
Tak przyjacielski, pozytywnie nastawiony do innych naród teraz bardzo cierpi. Fabryki plajtują, bezrobocie wśród młodych ludzi jest najwyższe w Europie i Hiszpanie emigrują. Głównie do Anglii i Argentyny, ale przyjeżdżają także do Polski. Niedawno spotkałem w centrum Rzeszowa dwóch robotników budowlanych z Santiago de Compostela. Jakby mi ktoś powiedział dziesięć lat temu, że to będzie tak wyglądać, uznałbym go za wariata.

Inna sprawa, że Hiszpania to było bardzo opiekuńcze państwo. O ile pamiętam, po urodzeniu dziecka rodzice otrzymywali 2 tysiące euro becikowego. Kasjerka w sklepie zarabiała 700 euro, szła do banku i otrzymywała kredyt na mieszkanie warte 300 tysięcy euro. Tak się nie da, kiedyś to wszystko musiało się zawalić. Hiszpanie żyli na kredyt, ale nie zdawali sobie z tego sprawy. Dziś obserwujemy natomiast obrazki dramatyczne, gdy ludzie grzebią w śmietnikach.

CANA
Agnieszka: tak naprawdę jednak fiesta się nie skończyła!

Sebastian: to prawda. Hiszpan może nie mieć kasy na ratę za samochód, ale małe piwo zawsze zamówi. Tamtejsza cana czyli browar 0,2 litra plus przekąska tapas to świętość. Tradycja, której nie złamie nawet najbardziej brutalne prawo ekonomii.

KOMPLEMENTY
W Hiszpanii dziewczyna podejdzie na ulicy do faceta i powie mu, że fajnie wygląda. W Polsce nie do pomyślenia!

Z kolei Polki nie potrafią przyjmować komplementów. Zaraz pójdę zapłacić rachunek i powiem kelnerce, że ma śliczne oczy. Nie zrobię tego, by ją poderwać, tylko, żeby się uśmiechnęła, żeby miała lepszy dzień. Jak myślisz, co sobie o mnie pomyśli?

Różnic jest mnóstwo. Tęsknię za lekkim, hiszpańskim piwem, świeżymi owocami morza, klimatem i atmosferą. Głośno o tym nie mówię, bo zdarzyło się, że usłyszałem: jak tak ci w Polsce źle, to wyp…To właśnie my. Niemal na wszystko reagujemy agresją. Jesteśmy nieufni i sfrustrowani.

Albo z nieco innej beczki. Kiedyś poszedłem z siostrą do restauracji, rozmawiamy sobie w najlepsze, aż nagle pojawia się kelnerka i oznajmia, że musimy wyjść, bo zbliża się 22 i zamykają lokal. Zatkało mnie.

PÓŁNOC-POŁUDNIE
Po obronie mistrzostwa Europy znajomi z Bilbao napisali: jesteśmy Hiszpanami. Ale to jednak wyjątek. Tam rządzi liga, reprezentacja z uwagi na odwieczny podział na północ-południe i separatystyczne żądania Krajów Basków czy Katalonii, wciąż traktowana jest inaczej.

W Barcelonie niemal nikt nie mówi po hiszpańsku, tylko po katalońsku. Ten region nieustannie domaga się większej autonomii i chętnie oderwałby się od Madrytu. Tym bardziej, że Katalonia jest najbogatsza i to tam koncentruje się największy przemysł. Inna jest też kultura pracy, o czym świetnie pisała kiedyś Polka mieszkająca ponad 30 lat w tym kraju. Pracowała na południu, w centrum i na północy, miała zatem skalę porównawczą. I co się okazuje: w Andaluzji ludzie chodzą do pracy, bo muszą. W Madrycie zaczynają o 9, od 13 do 15 mają siestę, a potem jakoś wytrzymują do 17. W piątek, skoro to już weekend, szef daje wolne już o 13. Za to w Katalonii panuje pruska wręcz dyscyplina.

ALMODOVAR, FIGO I INNI
Pracowałem w Madrycie, na Teneryfie (to nie Hiszpania, to kolonia; inni ludzie, inne obyczaje, jakby człowiek się przeniósł do Ameryki Południowej) i w Tarragonie w Katalonii. W Madrycie byłem barmanem w lokalach z wyższej półki, dzięki czemu udało mi się poznać słynnych ludzi: reżysera Pedro Almodovara (a także jego chłopaka) oraz piłkarzy Realu Zinedine`a Zidane`a, Raula i Luisa Figo. Częstym gościem była tam Helen Svedin, szwedzka modelka i żona Figo. Nie zauważyłem, żeby się wywyższali.

SZACUNEK DO RYWALA
Nie dziwi mnie, że Hiszpanie, inaczej niż piłkarze innych reprezentacji, cierpliwie odpowiadają na każde pytanie dziennikarzy. To wynika właśnie z szacunku do drugiego człowieka. Ja zarabiam na chleb kopiąc piłkę, ty – pisząc do gazety. Przyleciałeś do Polski i na Ukrainę, przemierzyłeś tysiące kilometrów i to chyba jasne, że jesteśmy do dyspozycji – w taki sposób hiszpańscy zawodnicy podchodzą do sprawy. To jest w ogóle gwiazdozbiór dżentelmenów. Iker Casillas krzyczał do sędziego podczas finału, by zakończył mecz w 90 minucie, bo rywalom należy się szacunek. A widział, że Włosi po prostu już nie mają sił, by biegać i walczyć. Albo Andres Iniesta. Skromny chłopak, który został milionerem i postanowił pomóc mieszkańcom swojej wioski. Kupił mnóstwo terenu, obsadził je winem, założył spółdzielnię i dał ludziom pracę. Po czymś takim łatwiej zrozumieć, że w Hiszpanii honoruje się ludzi już za życia, bo taki Casillas ma swoją ulicę.

POLSKA
Jeśli ktoś mówi, że w Polsce jest kryzys, niech jedzie do Hiszpanii i przekona się, co to tak naprawdę oznacza. Albo do Portugalii, do Grecji, a za chwilę do Włoch. Większość moich znajomych wróciła do Polski i zaczyna sobie układać życie na nowo. Ja także.
Świat stanął na głowie.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.