W Londynie dam z siebie wszystko

Paulina Buziak z Sokoła Mielec w sierpniu zadebiutuje na olimpiadzie – pomaszeruje na dystansie 20 km.

LEKKA ATLETYKA. Olimpijka z Mielca Paulina Buziak o stresie, który zaczyna się pojawiać, rozstaniu z motocyklem i efektownych strojach.

Najlepsza w 2012 roku polska chodziarka Paulina Buziak z OTG Sokół Mielec, 11 sierpnia zadebiutuje na igrzyskach olimpijskich. – Dam z siebie wszystko – zapowiada jak zwykle uśmiechnięta zawodniczka.

– Podobają się pani olimpijskie stroje?
– Ładne są. W sobotę odebrałam cały ekwipunek, krawcowa zrobiła ostatnie poprawki. Dużo tego jest, więc samo mierzenie zajęło trochę czasu. Będziemy się godnie prezentować, panie mają m.in. efektowne suknie z czerwonymi makami.

– Zaczęło się końcowe odliczanie. Czuje już pani te emocje, pojawiły się nerwy?
– Większy stres pojawi się zapewne w czwartek, w Spale, gdzie zamelduje się cała olimpijska rodzina. Do Londynu wylatujemy na raty. My, chodziarze, dopiero 5 sierpnia, więc w ceremonii rozpoczęcia igrzysk nie weźmiemy udziału.

– Mapę Londynu już pani przestudiowała? Wie pani, gdzie będziecie mieszkać i startować?
– Dostałam mapkę z trasą, którą pomaszerujemy. Wygląda na normalną – raczej płaska, z niewielkimi wzniesieniami. Wyruszam w sobotę, 11 sierpnia o godzinie 17 miejscowego czasu. Wcześniej na trasie pojawi się kolega z Sokoła Mielec, Rafał Augustyn.

– Dla niego będą to drugie igrzyska. Pytała go pani o wrażenia?
– Rozmawiałam z nim zaraz po olimpiadzie w Pekinie, potem już nie wracałam do tematu, bo i nie ma takiej potrzeby. Opowieści nie zastąpią własnych doświadczeń, wkrótce przekonam się, jak z bliska wygląda tak potężna impreza. Myślę, że nawet dla trenera Krzysztofa Kisiela, który jedzie na szóstą olimpiadę, to zawsze wyjątkowe i stresujące dni.

– A pani ma jakiś sposób na radzenie sobie ze stresem?
– Nie zakładam słuchawek, nie słucham muzyki. Staram się odizolować od otoczenia, choć nie zawsze to się udaje. Wmawiam sobie, że to zwyczajna “dwudziestka”, taka jak setki innych.

– Za panią kilka tygodni intensywnych przygotowań. Jak forma?
– Nieźle. Na obozie na Słowacji zrealizowaliśmy plan niemal w 100 procentach. Przez pierwszy tydzień treningów w Spale znów dostaniemy mocno w kość, ale kolejne siedem dni będą lżejsze, skupimy się wtedy na technice.

– Pani rekord Polski z Zaniemyśla 1:29:44 na 20 km to w tym roku dopiero 21. wynik na świecie. Ciężko będzie nawiązać walkę z Rosjankami i Chinkami.
– Na szczęście konkurencja będzie odrobinę słabsza, bo na olimpiadzie startują tylko trzy zawodniczki z danego kraju. Oczywiście, nie jestem faworytką, chciałabym poprawić wynik z Zaniemyśla, ale zdaje sobie sprawę, iż łatwo nie będzie. Sama sobie wysoko podniosłam poprzeczkę. Wynik jest istotny, lecz nie najważniejszy. Chodzi o to, żeby dać z siebie maksa, żeby po zawodach móc spojrzeć w lustro i ogłosić: zrobiłam, co w mojej mocy.

– Ktoś z rodziny jedzie z panią do Londynu?
– Brat. Trochę trenował, zna specyfikę dyscypliny. Boję się jednak, czy wytrzyma napięcie. Kibicował mi na trasie mistrzostw Polski w Bielsku-Białej i ledwie przeżył (śmiech).

– Przed olimpiadą chyba pani nie szaleje na motocyklu?
– Oj nie! Wybieram bezpieczniejszy środek lokomocji, czyli samochód. Wiatr we włosach poczuje dopiero po powrocie z igrzysk.

– Rodzice przywykli, iż córka jest gościem w domu?
– Rozumieją, że żyję na walizkach, choć ostatnio – gdy cykl przygotowań trwał prawie miesiąc – zdążyli się za mną stęsknić.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.