W Nisku rodzą tylko uśmiechnięte dzieci

Ma niecały dzień, a już głodny... Wszystkie zabieg pielęgnacyjne przy dziecku, odbywają się w obecności mamy. Fot. Autor

NISKO. Gdyby inne szpitale wzięły przykład z niżańskiej lecznicy, w kraju nie byłoby niżu demograficznego.

Niżański szpital zainwestował grubą kasę w modernizację porodówki i teraz na poród pod okiem dr. Jerzego Piechnika trzeba czekać w kolejce. Ustawiają się w niej ciężarne z kilku powiatów, bo w Nisku poród nie boli. Kobiety rodzą jak chcą, a jak chcą, to o bólach porodowych zapominają w transie hipnotycznym albo pod wpływem gazu rozweselającego.

Niedługo niżański magistrat będzie musiał wzmocnić kadrowo miejscowy Urząd Stanu Cywilnego, bo z każdym miesiącem w mieście rodzi się więcej dzieci.

Szpital Powiatowy im. PCK, to niewielka lecznica na niespełna 300 łóżek. Jeszcze do niedawna mieściła się w starym poaustriackim budynku koszarowym, a od niespełna roku, w nowiutkim i dobrze wyposażonym bloku. W nowe mury wdarły się nowe sposoby leczenia i szpital przeżywa swoisty renesans.

Wystarczy ból wymazać z pamięci

Widać to najlepiej na bloku porodowym. Jego przebudowa, z otwarciem szkoły rodzenia i oddaniem kilku dodatkowych sal, kosztowała prawie 1,5 mln. zł, ale nawet złote lamperie nie ściągnęłyby rodzących, gdyby nie odpowiednie podejście personelu. Już w ub. roku dyrektor szpitala musiał się tłumaczyć w NFZ z kilkudziesięciu porodów, których nie zaplanował w kontrakcie. W ościennych szpitalach liczba porodów spada, a w Nisku rośnie. Może dlatego, że od jakiegoś czasu powszechne są tu porody pod hipnozą.

- W podświadomości wielu kobiet oczekujących na poród, głęboko zakorzenione są negatywne stereotypy związane z rodzeniem – mówi Jerzy Piechnik, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego. – Wystarczy te stereotypy wymazać z pamięci i zastąpić pozytywnymi obrazami.

Proste? Ozywiście, że tak, ale to wymaga przygotowania pacjentki w szkole rodzenia. Za to poród trwa o kilka godzin krócej i rodząca nie dostaje środków przeciwbólowych. Wołania „siostro zastrzyk, bo umrę” już dawno w niżańskiej porodówce nikt nie słyszał. Alternatywą dla hipnozy jest Entanox, czyli połączenie tlenu i podtlenku azotu, który nazywany jest gazem rozweselającym. Rodząca sama sobie go dozuje, gdy odczuwa bóle. Anglicy od lat go stosują, u nas to medyczna nowinka. Ale nowinka, która nie szkodzi dziecku. Zapewnia o tym prof. Ryszard Poręba, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.

Dziecko cały czas przy matce

Gazu rozweselającego nie podaje się przyszłemu tatusiowi, który może towarzyszyć przy porodzie. Po odcięciu pępowiny, może on za to odprowadzić żonę z nowonarodzoną pociechą na salę. Od narodzin, do końca pobytu w szpitalu, dziecko jest cały czas przy matce. Przez cały czas porodu, począwszy o zarejestrowania się w szpitalu może przebywać z osobą towarzyszącą, w specjalnie do tego przystosowanym pokoju. Gdyby inne szpitale wzięły przykład z Niska, w kraju nie byłoby problemów związanych z niżem demograficznym.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.