W połowie drogi

Żużlowcy PGE Marmy do spotkania ze Spartą Wrocław przystąpią wypoczęci. W środę wieczorem mieli jeździć w Zielonej Górze, ale półgodzinne opady deszczu skutecznie pokrzyżowały im plany.

SPEEDWAY EKSTRALIGA Wygrana ze Spartą sprawi, że PGE Marma awansuje na 5. miejsce w tabeli.

Dzięki wygranej z Włókniarzem Częstochowa, PGE Marma zrealizowała 50 procent planu, jakim było zdobycie w dwóch kolejnych meczach na swoim torze 6 punktów. Jeśli w niedzielę rzeszowianie pokonają Spartę, będą niemal pewni udziału w play-off.

Dla rzeszowskiego beniaminka będzie to już trzeci mecz na przestrzeni 8 dni. – Musimy wygrać. Mam nadzieję, że tym razem zaoszczędzimy sobie i kibicom nerwów – zapowiada szkoleniowiec PGE Marmy, Dariusz Śledź. Mecz jego podopiecznych w stolicy Dolnego Śląska zakończył się remisem 45-45. Każda wygrana rzeszowskiej ekipy w niedzielnym rewanżu równa będzie z dopisaniem do jej dorobku punktowego trzech „oczek”.

Bjerre się przypomni
Zespoły z Wrocławia i Rzeszowa mają na swoim koncie po 8 punktów i w tabeli zajmują odpowiednio 5. i 6. miejsce. Betard jak do tej pory fatalnie spisywał się w meczach wyjazdowych, gdzie przegrał wszystkie 4 pojedynki. Liderem ekipy Piotra Barona jest doskonale znany w Rzeszowie (startował tu w sezonie 2008) Duńczyk Kenneth Bjerre (śr. biegowa 2,000). – W dobrych nastrojach pojedziemy do Rzeszowa. Wprawdzie ostatni mecz z Lesznem nam nie wyszedł, ale wówczas wszyscy mieli zły dzień. Liczę na Kennetha, który przez rok startował w Rzeszowie. Mam też nadzieję na dobry występ naszych złotych medalistów z Zielonej Góry. Skoro potrafili wygrywać z innymi zawodnikami Speedway Ekstraligi, to dlaczego nie mieliby tego powtórzyć w Rzeszowie? – dodaje szkoleniowiec wrocławian, Piotr Baron.

„Zz” na Gorzów
Rzeszowianie w środę mieli odrabiać ligowe zaległości w Zielonej Górze, ale pół godziny przed rozpoczęciem spotkania z Falubazem nad stadionem przeszła ulewa. Obie ekipy bardzo szybko porozumiały się w sprawie nowego terminu spotkania, który ustalono na 6 lipca (godz. 19.30).
Mimo, że opady nie trwały zbyt długo, były na tyle intensywne, że zamieniły zielonogórski tor w wielkie grzęzawisko. – Szkoda, że nie wyrażono zgody na wcześniejsze odwołanie tego meczu, o co postulowały obie strony. Kluby poniosły niepotrzebne koszty. Czy dla nas jest lepiej, że ten mecz nie doszedł do skutku? Na aurę nikt nie ma wpływu, w środę wieczorem nie dało się jechać. Mieliśmy w tym wszystkim trochę szczęścia, bowiem “zz” zostaje nam na mecz z Caelum Stalą Gorzów (30 czerwca) – mówił trener Falubazu Marek Cieślak.

W rzeszowskiej ekipie najbardziej niepocieszeni z takiego stanu rzeczy byli Lee Richardson i Jason Crump, którzy do Winnego Grodu dotarli prosto ze Szwecji, gdzie we wtorek startowali w tamtejszej lidze. – Mam mieszane uczucia. Nawierzchnię można by przygotować tak, jak chociażby w Szwecji, ale wydaje się, że zielonogórzanie nie dysponują takimi maszynami – wyraził swoją opinię Anglik, Lee Richardson.

Marcin Jeżowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.