W Polsce działa mafia radarowa!

Sieć fotoradarów to świetny biznes dla tych, którzy je produkują. Sam stojak wraz ze skrzynką, ale bez urządzenia robiącego zdjęcie, to koszt 25 tysięcy złotych! Za dużo? Oczywiście, ale przecież chodzi o to, żeby zarobić, a się nie narobić. Zupełnie jak mafia… Fot. Archiwum

W ustawianiu gęstej sieci fotoradarów na pewno nie chodzi o bezpieczeństwo. Po prostu ktoś musi na tym dobrze zarobić!

Mafia radarowa to najlepsze określenie na to, co wyprawiają władze w sprawie fotoradarów. Pajęczyna radarowych mierników prędkości to najwyraźniej niezły interes. Ponieważ jednak akcja wzbudza powszechny sprzeciw, rządzący próbują PR-owskich zagrywek, by zmienić swój negatywny wizerunek.

Zmasowana krytyka poczynań ekipy Donalda Tuska w sprawie fotoradarów spowodowała, że rządzący próbują różnymi zabiegami przykryć negatywne odczucia większości Polaków. Ostatnio minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej Sławomir Nowak nagle zakomunikował, iż wszystkie dochody z systemu fotoradarowego pójdą na budowę dróg i autostrad. Takie zagrywki potwierdzają, że w całej akcji chodzi wyłącznie o pieniądze. – Wspólnie z ministrem finansów zakończyliśmy prace nad projektem zmiany ustawy o Krajowym Funduszu Drogowym tak, aby wszystkie dochody z budowanego sytemu automatycznego nadzoru nad ruchem, czyli z fotoradarów, zasiliły budowę dróg, czyli Krajowy Fundusz Drogowy – zapowiedział Nowak. Dodał, że tym działaniem udowadniają, że celem wzmożenia fotoradarowej kontroli kierowców “nie był cel fiskalny”.

Pieniędzy na drogi na pewno nie przybędzie
Widać gołym okiem, że to bzdury. Przeanalizujmy całą sytuację. Wiadomo, że co roku w uchwalanym przez Sejm budżecie państwa na remonty, budowę i przebudowę dróg jest przewidziana określona kwota. Nawiasem mówiąc, spora część z tych pieniędzy jest marnowana. Dziwnym trafem bowiem budowa 1 kilometra polskiej autostrady kosztuje więcej niż w Niemczech. W obecnym, 2013, roku na drogi przewidziano 15 miliardów złotych. Tymczasem wpływy z fotoradarowych mandatów oszacowano na 1,5 miliarda zł. Co to więc oznacza? Jeśli w Krajowym Funduszu Drogowym pojawią się jakieś dodatkowe pieniądze na drogi uzyskane z fotoradarów, to posłowie przecież uznają, że trzeba o taką kwotę zmniejszyć pieniądze przeznaczone na drogi w budżecie. Potrzeb jest sporo: służba zdrowia, edukacja, policja, wyższe diety poselskie, nagrody dla prezydium Sejmu, itd.

Łupienie obywateli mandatami wystawianymi dzięki fotoradarom od początku miało na celu tylko jedno: ściąganie kasy do budżetu. Opowieści ministra Sławomira Nowaka jak to z Janem Vincentem Rostowskim łaskawie zdecydowali o przekazaniu wpływów z mandatów na budowę dróg to “odwracanie kota ogonem”, służące maskowaniu niewygodnej wizerunkowo dla rządu sytuacji. Zwłaszcza, że trudno znaleźć zwolenników fotoradarowych praktyk rządu Tuska. Ale tak naprawdę to wielu ekonomistów uważa, że zamiast przynieść wpływy do budżetu…

Fotoradary zjedzą w budżecie 12 mld zł!
Jeśli strach przed rosnącymi mandatami okaże się silniejszy i kierowcy będą wyglądać fotoradaru na każdym zakręcie, spadnie efektywność ich pracy, co automatycznie przełoży się na straty w gospodarce. Pytanie tylko jak duże? Operator systemu Yanosik.pl udowodnił kilka dni temu, że jazda w 100 proc. zgodna z przepisami zwiększa czas dojazdu do wyznaczonego punktu o niemal 20 procent. Całkowity czas przejazdu 1377 km polskich dróg zgodnie z przepisami wyniósł 15 godzin i 15 minut, co stanowi czas dłuższy o ponad 3 godziny od tego w jakim powyższe trasy pokonują statystycznie kierowcy. – Przy założeniu, iż prędkość z jaką poruszają się kierowcy ma znaczący wpływ na ich pracę, możemy spodziewać się 20-procentowej obniżki efektywności – komentuje Magda Zglińska, przedstawicielka operatora systemu Yanosik.pl. Dlaczego? Wiadomo, że związek między rozwojem gospodarki a wzrostem transportu ma charakter sprzężenia zwrotnego. A skoro PKB Polski w 2012 roku wyniosło 1 151 mld zł, w tym transport i gospodarka ok. 61 mld zł (4%), to w konsekwencji zgodna z przepisami jazda mogłaby doprowadzić do pomniejszenia wartości PKB w sektorze transportowym o 12,2 mld zł. To osiem razy więcej niż zakładane przez ministra Rostowskiego wpływy z fotoradarowych mandatów. To kolejny dowód na to, że działa radarowa mafia, która zarabia na stawianiu fotoradarów.

Bogacą się nawet na pustych masztach!
Od kilku lat przy polskich drogach stoją setki pustych masztów – atrap fotoradarów. Miały rzekomo odstraszać kierowców. W praktyce służą czemu innemu. Jeden taki maszt kosztował około 25 tys. złotych. Czyli, jak łatwo obliczyć, postawienie każdej setki takich masztów kosztowało 2,5 mln zł. Oczywiście ktoś zainkasował pieniądze za puste maszty i jak podejrzewamy podzielił kasą z odpowiednimi ludźmi na odpowiednich stanowiskach. Mafia radarowa bogaci się więc nawet wtedy gdy fotoradarów na drodze nie ma!

Puste maszty miały zniknąć z dróg, ale nadal się przy nich znajdują. Obecnie ich zarządcą jest Inspekcja Transportu Drogowego, która przejęła maszty od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Od połowy 2014 roku przy drogach nie może stać ani jeden pusty fotoradar. Czy maszty zostaną zlikwidowane czy też wzbogacone o urządzenia do stacjonarnego pomiaru prędkości? My przewidujemy, że niestety raczej nie zostaną wyburzone…

To nie prędkość zabija!
W Polsce z uporem maniaka lansuje się tezę, że główną przyczyną śmiertelnych wypadków jest prędkość. Dlaczego wobec tego w Niemczech gdzie jest 3-krotnie więcej samochodów, a na autostradzie nie ma ograniczenia prędkości i jazda powyżej 200 km/h jest normą – w liczbach bezwzględnych wypadków jest tyle samo co u nas? Odpowiedź jest stosunkowo prosta – stan techniczny dróg i pojazdów jest o niebo wyższy. Wyższe są także umiejętności kierowców, ale nie te teoretyczne tylko praktyczne. A skąd to się bierze? Niemcy mają powszechny dostęp do zamkniętych torów gdzie można ćwiczyć jazdę z dużą prędkością czy wyjście z poślizgu itp., a w Polsce kursant musi wkuć całą masę teorii. W praktyce natomiast egzamin zdaje wokół ośrodka, gdzie teren zna jak własną kieszeń.

W naszym kraju najwyraźniej nikt nie zastanawia się dlaczego jesteśmy tak niezdyscyplinowani i częściej niż inne nacje przekraczamy dopuszczalną prędkość. A odpowiedź jest bardzo prosta – czas to pieniądz, a my do bogaczy nie należymy więc nie stać nas na mitrężenie owego czasu na przemieszczaniu się po kraju. Jeżeli więc jest tylko fragment pustej drogo to większość kierowców naciska mocniej na pedał gazu żeby nadrobić to co stracili we wszechobecnych korkach. Dlatego też porównywanie Polaków do Niemców nie ma najmniejszego sensu – kiedy będziemy mieć taką sieć autostrad jak nasi zachodni sąsiedzi to z całą pewnością na drogach lokalnych nikt przekraczał prędkości nie będzie. I gdybyśmy sytuację odwrócili i nagle zamknięto by w Niemczech wszystkie autostrady to bez cienia wątpliwości na tamtejszych drogach lokalnych żadne fotoradary nie zdałyby egzaminu.

Strach się bać
W związku z zablokowaniem przez Komisje Europejską 4 miliardów euro na budowę polskich dróg należy przypuszczać, że rząd będzie chciał załatać tę dziurę kosztem kierowców. Wygląda więc na to, że fotoradary staną wszędzie, nawet na ścieżkach rowerowych. Zresztą mieliśmy niedawno przypadek rowerzysty, który przekroczył prędkość i fotoradar zrobił mu zdjęcie. To pokazuje całą paranoję sytuacji z fotoradarami w Polsce. Może więc należy poruszać się tylko na własnych nogach? Wtedy na pewno nie będzie żadnych wypadków samochodowych…

Krzysztof Propolski, Arkadiusz Rogowski

do “W Polsce działa mafia radarowa!”

  1. fakju

    tusk nowak rostoski palikot i ukryta oligarchia typu urban solorz kulczyk skonczy na szubienicy sku****yny je***e bójcie sie

  2. czytelniczka

    W POLSCE działają jeszcze inne mafie,niektóre w „białych rękawiczkach”,żeby na swoim działaniu nie zostawiać odcisków palców.

  3. Ktoś

    Już gdzieś czytalem ze Nowak przygotowywuje projekt ustawy by zmniejszyć prędkość na terenie zabudowanym w porze nocnej z 60 do 50.
    Popatrzcie jakie są to inteligentne krętacze, wiedzą bowiem że z czasem ludzie zwolnią by nieplacić mandatów, to oni już za wczasu myslą jak jeszcze obniżyć prędkość, mogę się założyć że po wejsciu ograniczenia predkości w porze nocnej bedą się przygotowywać do obnizenia prędkości w porze dziennej do 40.
    A na konferencjach prasowych będą się zarzekać że wszysto to w imię bezpieczenstwa.

    Polecam wam ostatnie wydanie alternewsa http://www.youtube.com/watch?v=4k9_7I5PgeM

  4. Lukasz

    W Polsce dziala mafia dziennikarska oglupiająca ludzi

  5. ROMAN

    no czy ten profil metalowy i ta skrzynka jest w środku lekko pozłacana – bo kwota 25000 – jest konkretna i za nią można kupić np.
    Citroen C1 – 2010/68 KM/ przebieg 4900 km/ motor 998 cm3 /
    wygląda że ktoś dobre lody waniliowe nakręcił, no i co – nic wszystko dla naszego dobra.

  6. LEON

    ???????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.