W poniedziałek o 19 spotkanie na stadionie

Lee Richardson zmarł 13 maja 2012 roku. Fot. Archiwum

ŻUŻEL. Rok temu wspólnie wyruszyliśmy po ligowe punkty do Wrocławia. Drużyna jechała pozytywnie nastawiona, by sięgnąć po pierwsze ligowe zwycięstwo na wyjeździe w tamtym sezonie. We Wrocławiu nie zabrakło też kibiców z Rzeszowa, którzy przyjechali wspierać swój zespół. W trzecim biegu dochodzi jak się okazało potem do dramatycznego w skutkach upadku naszego zawodnika Lee Richardsona…

Na trybunach zapada cisza, w sektorze trwają rozmowy „no to kontuzja”, „pewnie nie pojedzie w powtórce”, „ciekawe kiedy Lee wróci do składu”. Chodzę na żużel od ponad 20 lat, w tym czasie widziałem na własne oczy wiele upadków, które wyglądały znacznie gorzej od tego. Mimo to zawodnicy wstawali i jechali dalej. Tak niestety nie stało się tym razem. Co by nie napisać nikt z nas będących wtedy we Wrocławiu nie spodziewał się tego, co się niebawem stanie. Po meczu lekko skołowani wynikiem wsiadamy do aut i wracamy do Rzeszowa. Wyjeżdżamy z zakorkowanego Wrocławia i wjeżdżamy na autostradę. Nagle telefon od znajomych, którzy zostali jeszcze we „Wrocku” na noc, ktoś dzwonił do szpitala, mówią, że Lee nie żyje. Zjeżdżamy na pierwsza stację, nikt w to nie wierzy, dzwonimy dalej, żeby dopytać, nikt nie potwierdza, włączmy Internet – nikt nic nie pisze, dzwonimy dalej, druga osoba potwierdza, że podobno Lee zmarł w szpitalu. Dalej nikt nie wierzy, kibice płaczą, nikt nie jest w stanie kontynuować podróżny. Ponad godzinę siedzimy na tej stacji niedowierzając w to, co się stało. Zjeżdżają kolejne auta z Rzeszowa. „Boże dlaczego?”. Nasz Lee z którym wspólnie świętowaliśmy awans do Ekstraligi nosząc go na rękach odchodzi od nas osierocając trójkę synów. Żal i rozgoryczenie jeszcze długo nas nie opuszcza.

Po powrocie do Rzeszowa następnego dnia organizujemy modlitwę za Lee i odpalamy znicze w miejscu na prostej, gdzie doszło do upadku. Tego dnia w Wrocławiu umiera nasz zawodnik, ale dla niektórych kolega, przyjaciel, a dla najważniejszych w jego życiu mąż i dobry ojciec. Życie po raz kolejny jest niesprawiedliwe zabierając tak pozytywnego człowieka, jakim był Lee. Na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci Rico! Oddałeś życie walcząc o punkty dla naszej drużyny, kibice w Rzeszowie nigdy tego nie zapomną! – możemy przeczytać na oficjalnym profilu Speedway Fans Stal Rzeszów

W poniedziałek (13.05) w pierwszą rocznicę śmierci Rico zapraszamy wszystkich na stadion wieczorem (ok. 19-20) na chwilę przemyślenia. Odpalimy znicze, pomodlimy się i podziękujemy, że mogliśmy cieszyć się jazdą tego sympatycznego zawodnika!

Opr. mj

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.