W poszukiwaniu spokoju

Ostatni rok był dla Stali wyjątkowo trudny. „Czeczeńcy” finalnie się utrzymali, ale najczęściej oglądali i tak radość rywali. Fot. Stal Mielec

PIŁKA RĘCZNA. PGNiG SUPERLIGA. Zawodnicy na urlopach, klub rozgląda się za trenerem.

Szczypiorniści Stali Mielec dopiero po dwumeczu barażowym z I-ligową Nielbą Wągrowiec zapewnili sobie utrzymanie w ekstraklasie. Ostatnie lata to dla „Czeczeńców”, niestety, ciągłe nerwy i sportowa niepewność.

Wydaje się, że wyniki z zakończonego niedawno sezonu są w pewnym sensie lustrzanym odbiciem tego, co działo się w samym klubie z lotniczego miasta. Nadużyciem byłoby stwierdzenie, że panował organizacyjny chaos, ale spokojem też nazwać tego nie można. W lutym z funkcji prezesa zrezygnował Paweł Wacławik (pozostając na stanowisku dyrektora sportowego), a zastąpił go Roman Kowalik. Dużo więcej przetasowań – niekoniecznie wpływających na stabilizację w szatni – zachodziło jednak na stanowisku trenera. Po bardzo słabym początku rozgrywek w styczniu klub zrezygnował z usług Krzysztofa Lipki, ikony Stali, łączącego funkcje szkoleniowca i bramkarza. Obie strony nie żegnały się jednak z uśmiechami na twarzy, a bardziej w atmosferze wzajemnych pretensji. Schedę po 41-latku przejął jego dotychczasowy asystent Tomasz Sondej, jednak po krótkim okresie pracy i ani jednej wygranej, zastąpił go dobrze znany w Mielcu Michał Przybylski. Były rozgrywający Stali, jeden z ulubieńców kibiców, tchnął w zespół nowego ducha, a przede wszystkim więcej energii. Po niewiele ponad dwóch miesiącach klub postanowił jednak i jemu podziękować za współpracę. Przybylski w czternastu meczach 5-krotnie poprowadził zespół do wygranej, ale kiedy biało-niebiescy słabo rozpoczęli fazę play-out, władze nie wytrzymały.

Szansę dostał wówczas kolejny były zawodnik – Marcin Basiak – asystent Przybylskiego, opiekujący się ponadto w Mielcu zespołami młodzieżowymi. Popularny „Baśka” ostatecznie uratował zespół przed spadkiem z PGNiG SuperLigi, jednak wiele wskazuje na to, że jego rola skończy się na misji ratunkowej. Klub rozgląda się bowiem za bardziej doświadczonymi kandydatami: w kuluarach mówi się m.in. o Tomaszu Strząbale (ostatnio MMTS Kwidzyn, a przez lata Vive Kielce), Pawle Nochu (pracował już w Mielcu w latach 2013 – 2015, a do lutego był asystentem Piotra Przybeckiego w reprezentacji Polski mężczyzn) oraz Dawidzie Nilssonie (spadł z Arką Gdynia do I ligi). Najbliżej posady jest ponoć ten ostatni, który – choć nie utrzymał swojej drużyny w ekstraklasie – wpadł w oko działaczom Stali.

Powrót starych znajomych

Co w dużej mierze wpływa na formę zespołu? Bez wątpienia stabilizacja kadrowa. O tę znów nad Wisłokiem będzie ciężko, ale wydaje się, że zespołu nie dotknie jakaś potężna rewolucja. Klub poinformował już, że w kolejnym sezonie w biało-niebieskich barwach nie zobaczymy Bartosza Kowalczyka, Piotra Rutkowskiego, Mateja Sarajlića oraz Szymona Krajewskiego. Dotkliwa będzie strata zwłaszcza dwóch pierwszych, bo byli liderami zespołu. Obu skończyły się jednak wypożyczenia, więc wracają odpowiednio do Azotów Puławy i Piotrkowianina, gdzie mają w końcu dostać zdecydowanie więcej szans do gry.

Po dwunastu miesiącach przerwy do Mielca zawita jednak znów Michał Chodara. 33-latek przed rokiem, głównie z powodu licznych kontuzji, grał mało i po ośmiu latach klub podziękował mu za współpracę. „Gorbi” odbudował się jednak w I-ligowym SPR-ze Tarnów, z którym awansował do SuperLigi, i znów zwrócił na siebie uwagę Stali. – Przeżywałem ciężki okres w swoim życiu, nosiłem się nawet z zamiarem zakończenia kariery. Z tyłu głowy tkwiła jednak myśl, że kiedyś jeszcze tu wrócę, choć nie wiedziałem, w jakiej roli. Cieszę się, że udało się tak szybko – mówił po podpisaniu kontraktu były reprezentant Polski. – Myślę, że dziś jestem mocniejszy i fizycznie, i psychicznie. Czasem trzeba zrobić krok w tył, żeby postawić dwa do przodu – dodawał Chodara, który w końcu uporał się przede wszystkim z problemami zdrowotnymi.

Tomasz Czarnota

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o