W Przemyślu leczą jak na wojnie? Jak palec boli to trzeba uciąć!

PRZEMYŚL. Pacjent jest przerażony pobytem w szpitalu. Lekarz deklaruje chęć spotkania i wyjaśnienia sprawy.

– Na pewno nie przyznam się w Niemczech, jakie mnie w ojczyźnie spotkały „przygody” – mówi pan Wacław. – To po prostu niewiarygodne! Najpierw przez pięć dni nie mogłem się dostać do szpitala, a kiedy mnie już przyjęto, na „dzień dobry” chciano mi amputować palec – opowiada mężczyzna, który od lat mieszka za Odrą. – Nawet w PRL-u nic tak absurdalnego mnie nie spotkało – zapewnia pacjent.

O perypetiach „niemieckiego pacjenta” związanych z przyjęciem do szpitala pisaliśmy w poniedziałkowych (25 października) „Super Nowościach”. Wydawało się, że kłopoty pana Wacława już się skończyły, gdy w końcu znalazł się na szpitalnym łóżku. Okazało się, że …wręcz przeciwnie. Mężczyzna uskarżał się na ból palca lewej nogi, lekarz kierujący go do szpitala podejrzewał zapalenie kości. – Przyjęto mnie w piątek (22 października przyp. aut.) – opowiada pan Wacek. – W niedzielę podczas obchodu lekarz spojrzał na moją nogę i zawołał do pielęgniarki: „ma pani igłę?”. Wziął tę igłę i nakłuł mi palec, poczułem palący ból. Potem poprosił o skalpel i nim, tak po prostu, „na żywca” naciął- kontynuuje „niemiecki pacjent”. – Wypłynęła ropa. Pan doktor kazał pielęgniarce zawinąć palec i poszedł sobie. Za kilka godzin wrócił i poinformował mnie, że „to trzeba usunąć” – pan Wacław nadal jest wzburzony. – „To” to znaczy palec! – dodaje.

Pan Wacław: „Po co zaraz ucinać?”

Pacjent był, jak sam to określa „skołowany”. – Kompletnie nie wiedziałem co robić – mówi. -Nikt mi nie powiedział, czy jest jakieś inne wyjście poza amputacją – mówi mężczyzna. – Na początku podpisałem zgodę na zabieg, ale potem, po rozmowie z innym lekarzem, wycofałem ją – przyznaje. Pan Wacław został wypisany ze szpitala, ma jednak pozostawać pod opieką szpitalnej poradni. – Palec mnie nadal boli, ale dużo mniej – mówi. – Kompletnie nie rozumiem, dlaczego lekarz zadecydował, żeby go amputować – zastanawia się były już pacjent 114 Szpitala Wojskowego w Przemyślu. – Jasne, że bez palca można żyć, ale czy to znaczy, że jak boli i ropieje, to trzeba zaraz obcinać? – dopytuje się.

Lekarz, o którym mowa czuje się rozgoryczony – Mam opinię dobrego specjalisty, a tymczasem ten pacjent tak mnie przedstawia – mówi. O szczegółach leczenia pana Wacława, ani o jego schorzeniu mówić nie chce. – Żeby podawać takie informacje dziennikarzowi, muszę mieć pisemną zgodę pacjenta – tłumaczy chirurg. – Proponuję wspólne spotkanie: pacjent, ja i dziennikarz. Może uda nam się wyjaśnić tę sytuację, o ile tylko pacjent się na takie spotkanie zgodzi – dodaje. Pan Wacław wyraził chęć spotkania z chirurgiem w naszej obecności. – Dlaczego nie? Bardzo chętnie – zadeklarował. Umówiliśmy już termin spotkania, o jego przebiegu poinformujemy niebawem.

Monika Kamińska

0 0 vote
Article Rating
2 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
obywatel
obywatel
7 lat temu

Ostatni tenże szpital nie przyjąl mego ciężko chorego Ojca..

obywatel
obywatel
7 lat temu

Niestety w Przemyślu eksterminacja starszych i chorych ludzi to już rzeczywistosćć,
Jesteś stary czy chory to zdychaj w szpitalu pełnym lekarzy.