W Rzeszowie najmniej pozwów o eksmisję

Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych od 2010 roku złożył 92 pozwy o eksmisję głównie zadłużonych lokatorów. Fot. Wit Hadło

Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych od 2010 roku złożył 92 pozwy o eksmisję głównie zadłużonych lokatorów. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Głównym problemem w eksmitowaniu lokatorów jest brak mieszkań socjalnych.

W sondzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” największe polskie miasta miały odpowiedzieć na pytanie: jak często w ostatnich trzech latach podejmowano próbę eksmitowania lokatorów. Okazuje się, że w Rzeszowie od 2010 roku miasto złożyło tylko 92 pozwy o eksmisję. To oznacza jedną eksmisję na 1956 mieszkańców.

To niewiele patrząc na to, że w Krakowie pozwów o eksmisję było 2677, co daje jeden na 283 mieszkańców, a w Szczecinie było ich 2109, czyli jeden na 194 mieszkańców. Dlaczego jest taka wielka różnica? Zdaniem ekspertów, ta ogromna rozpiętość bierze się z różnic w cenach nieruchomości lub najmu. Tam, gdzie czynsz jest wyższy, wzrasta niebezpieczeństwo zadłużenia.

- Od 2010 roku złożyliśmy 92 pozwy o eksmisję – mówi Jerzy Bać z Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych. – W tym czasie eksmitowaliśmy 26 osób. Te osoby, które eksmitowaliśmy, przeniosły się do mieszkań o gorszych standardach. Zdarzało się, że niektórzy sami opuścili lokal, wówczas wszystkie rzeczy pozostałe w środku magazynujemy – dodaje.

W kolejce do eksmisji
Obecnie ponad 300 właścicieli mieszkań czeka na eksmisję do lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych. Z roku na rok ta liczba nieznacznie rośnie. Problemem wciąż jest brak wolnych mieszkań socjalnych, do których można by eksmitować niepłacących. Jeżeli pojawiają się jakieś wolne, to w pierwszej kolejności dach nad głową zapewniany jest najbiedniejszym oraz dzieciom z domów dziecka, które uzyskały pełnoletność.

- Jeżeli jest wyrok sądu o eksmisję, ale miasto nie ma w zasobach tylu lokali, wierzyciel może wnosić o odszkodowanie – mówi urzędniczka z Biura Gospodarki Mieniem Miasta Rzeszów. – Takie odszkodowanie zwykle jest wypłacane. Mieszkaniec oczekuje na realizację wyroku i zamieszkuje lokal, dopóki nie znajdzie się socjalny.

Osoby z wyrokiem eksmisyjnym to prawdziwa zmora dla gmin. Zgodnie z ustawą z listopada 2011 roku gmina musi płacić spółdzielniom odszkodowania, jeżeli nie może zapewnić lokali wszystkim osobom z wyrokiem. Rzeszów rocznie wydaje na to ok. 80 tysięcy złotych. Pieniądze z odszkodowania idą na pokrycie zaległych czynszów. Miasto może potem od dłużnika egzekwować pieniądze, ale ich odzyskanie jest mało prawdopodobne.

Kiedy grozi eksmisja
- Główne powody złożenia pozwu to zaległości w czynszu, zakłócanie porządku – mówi Bać. Eksmisja grozi, gdy najemca dewastuje lokal lub uporczywie zakłóca porządek domowy – hałasuje, urządza burdy, zatruwa życie innym mieszkańcom. Może też spodziewać się jej ten, kto bez zgody właściciela albo wynajmującego lokal podnajmuje go innej osobie. I nie ma znaczenia, czy mieszka się w lokalu komunalnym, spółdzielczym, zakładowym, czy należącym do prywatnej osoby.

Blanka Szlachcińska

do “W Rzeszowie najmniej pozwów o eksmisję”

  1. antek

    To proste , tracisz robotę i idziesz na śmietnik tak wygląda Polska tuska i bronisawa .

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.