W salach wykładowych KUL straszy pustka

Nowoczesną bryłę nowego gmachu KUL udało się wkomponować w otoczenie ogródka jordanowskiego przy ul. Ofiar Katynia, ale co z tego, gdy budynek został od razu zamknięty na cztery spusty. Fot. Autor

STALOWA WOLA. Dopiero gdy gmach został wykończony, sponsor zorientował się, że w jego wnętrzu nie ma tego, na co dawał pieniądze.

Za prawie 23 mln. zł z ogródku jordanowskim stanął nowy gmach Wydziału Inżynierii Środowiska KUL. Jak stanął w połowie ub. roku, tak stoi pusty do tej pory. Raz już nawet ogień się go imał. A studenci zamiast drążyć wiedzę w nowoczesnych laboratoriach, siedzą kątem w innych budynkach, bo „komuś coś nie zagrało w papierach”.

Stalowa Wola dogadała się kilkoma uczelniami i wspólnie udało się wyciągnąć nie lada pieniądze z Unii. W trakcie budowy są dwa wielkie gmachy dla filii KUL i Politechniki Rzeszowskiej oraz biblioteki międzyuczelnianej. Pierwszym owocem tej współpracy miasta i uczelni był wspomniany obiekt, dla powstającej na KUL inżynierii środowiska. Paradoksem jest to, że stanął pierwszy, a oddany może być ostatni.

Student już był w ogródku, już witał się…

Miasto dało działkę, pieniądze na projekt i pomogło KUL-owi w zdobyciu pieniędzy z UE. Resztą zajęła się lubelska uczelnia i mimo oporów ówczesnego wojewody podkarpackiego, który próbował dowodzić, że miasta nie mogą wspierać szkolnictwa wyższego, budynek stanął w błyskawicznym tempie. Gdy latem ub. roku był szykowany dla studentów, najpierw skądś wziął się w nim ogień, ale został szybko ugaszony. Mimo to studenci nie wprowadzili się i kto wie, czy uda im się ta sztuka nawet w przyszłym roku.

- Wiem o co chodzi, ale to sprawa KUL-u i nic na ten temat nie powiem – w ogniu pytań wił się jak piskorz prezydent Andrzej Szlęzak. KUL przez woje biuro prasowe odpowiada lakonicznie, że „sprawa jest w trakcie uzgodnień”. A co tu uzgadniać? Choćby kwestię unijnej dotacji, czyli bagatelka ponad 20 mln. zł. Gdy gmach stanął i uczelnia szykowała się do jego poświęcenia – już nawet była data uroczystości – ktoś w jednostce nadzorującej wydawanie unijnych pieniędzy zorientował się, że zamiast sal do ćwiczeń i laboratoriów są gabinety dla kadry. Wg nieoficjalnych informacji uczelnia dostała ultimatum: albo przebuduje dwa piętra, albo zapomni o dotacji. Stąd starania KUL o przesunięcie ostatecznego rozliczenia inwestycji do końca 2013 r.

„Środowisko” niczym Stadion Narodowy

Ktoś sprawę zawalił i student cierpi ciasnotę, patrząc z okien innych budynków na ładny, ale pusty gmach. Na początek posadę stracił pełnomocnik KUL ds. rozwoju bazy naukowej KUL w Stalowej Woli. Wątpić trzeba, czy zacny ksiądz był temu winien, bo w trakcie przetargu został wybrany inżynier projektu, który wziął pieniądze za swoją robotę i powinien dbać, by budowano zgodnie z projektem. Chyba, że w projekcie były już gabinety, a potem ktoś się ocknął, że Wspólnota daje na wiedzę studenta, a nie luksusy kadry. Jak zwał, tak zwał, przypomina to sprawę Stadionu Narodowego. Jedno i drugie jest ładne i sporo kosztowało, a ani jedno, ani drugie nie służy tym, dla których było budowane.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.