W samo południe w Rzeszowie!

Mural przy ul. Lisa-Kuli autorstwa Kamila Kuzki, upamiętniający wybitnego reżysera. Fot. Paweł Dubiel

Mural przy ul. Lisa-Kuli autorstwa Kamila Kuzki, upamiętniający wybitnego reżysera. Fot. Paweł Dubiel

Po raz pierwszy w historii…

Bezpłatne kino, koncerty i warsztaty – te i inne atrakcje czekają nas już w środę, 15 sierpnia. Właśnie wtedy rozpoczyna się festiwal „W samo południe. Fred Zinnemann wraca do Rzeszowa”. To doskonała okazja do poznania legendarnego reżysera, jego niesamowitej kariery w Hollywood i powiązań ze stolicą naszego regionu. Warto zarezerwować sobie czas na całe 5 dni, bo festiwal potrwa do 19 sierpnia.

Dlaczego dopiero teraz słyszymy o Zinnemannie?
Rozmowa z dr. hab. Grzegorzem Zamoyskim, pracownikiem Archiwum Państwowego w Rzeszowie oraz Politechniki Rzeszowskiej

- Jakie powiązania z Rzeszowem ma Fred Zinnemann?
- Ze spisu metrykalnego wynika, że reżyser na świat przyszedł w 1907 r. właśnie w Rzeszowie w dzisiejszej siódmej kamienicy licząc od strony ratusza. Wówczas budynek ten miał adres Rynek 9. Wiadomo także, że jeszcze trzy lata później cała rodzina Zinnemannów mieszkała w Rynku na piętrze w ówczesnej kamienicy nr 54.

- Skąd więc błędne informacje, że twórca urodził się w Wiedniu?
- Sam Fred tak twierdził, choć w rzeczywistości na pewno wiedział skąd pochodził. Dlaczego? Przez pierwsze lata wychowywał się w Rzeszowie. Świadczą o tym dokumenty znajdujące się w rzeszowskim Archiwum Państwowym. Komuś, kto mieszkał w Galicji, a później wyjechał za ocean, łatwiej powiedzieć, że urodził się w dużym Wiedniu, niż na austriackiej prowincji. Zwyczajnie brzmi to lepiej.

Potwierdzenie urodzenia F. Zinnemanna, pochodzące z Archiwum Państwowego w Rzeszowie.

Potwierdzenie urodzenia F. Zinnemanna, pochodzące z Archiwum Państwowego w Rzeszowie.

- Rodzina Zinnemannów również pochodziła z Rzeszowa?
- Jego matka, Anna, oraz ojciec, Oskar, byli rzeszowianami. Podobnie babka ze strony ojca, Henne, natomiast dziadek, Gerson, pochodził z Zaczernia. Dziadkowie ze strony matki (Marjem i Józef Feiwelowie) przybyli z Tarnowa. Wszystkie te informacje znajdują się w rzeszowskich aktach miejskich. Dzięki nim wiemy również, że Oskar ukończył I Liceum w Rzeszowie.

- Czym zajmowali się bliscy reżysera?
- Ojciec Freda był lekarzem, natomiast jego dziadek, Gerson, prowadził wytwórnię mydeł. Produkował szare mydło, które sprzedawał w swym sklepie przy ul. Kościuszki. Jest jeszcze jedna ciekawostka. Zapewne nikt o tym nie wie, ale handlował naftą dostarczaną przez samego…Ignacego Łukasiewicza! Do dziś zachowały się listy, które pisał do niego wynalazca!

- A co z drugim, podobno równie wybitnym dziadkiem?
- Józef Feiwel był radnym miejskim i samorządowcem. W pierwszej kamienicy od ratusza znajdował się jego sklep bławatny. Interesujące jest to, że do dziś przy wejściu do budynku znajduje się napis… „J. Feiwel”! Według spisu ludności z 1910 r. Józef wraz z żoną mieszkali przy dzisiejszej ul. Kreczmera.

1Mieszkanie rodziny Zinnemannów, gdzie Fred spędził pierwsze lata życia.

1 Mieszkanie rodziny Zinnemannów, gdzie Fred spędził pierwsze lata życia.

- Czy wiadomo, jakim człowiekiem w młodości był Zinnemann?
- O tym niestety nic nie wiemy, gdyż nie zachowały się żadne materiały archiwalne. Nie posiadamy zdjęć, zapisów ani wspomnień. Z tego co jedynie wiadomo, Fred w życiu dorosłym nie lubił wspominać, że jest Europejczykiem. Mimo tego na pewno znał język polski i na pewno go rozumiał. Do Stanów Zjednoczonych wyjechał już jako ukształtowany mężczyzna. Wcześniej jednak nauczył się podstaw zawodu reżysera.

- W Rzeszowie powoli nastaje moda na Zinnemanna…
- Całe zainteresowanie, chęć odkrycia historii reżysera oraz dążenie do spopularyzowania jego postaci to w dużej mierze zasługa pani Grażyny Bochenek, dziennikarki Polskiego Radia. M.in. dzięki jej zaangażowaniu coraz więcej mówi się dzisiaj o jego dorobku i związkach z Rzeszowem.

- Należy również wspomnieć o poświęconym mu muralu na ul. Lisa-Kuli. To dobry pomysł?
- Oczywiście. Poza wartościową merytoryczną, którą grafika przekazuje, wiadomo że lepszy estetyczny mural niż odpadający tynk! Poza tym sama lokalizacja jest doskonała. Na ul. Lisa-Kuli odbywa się ruch tranzytowy, jeździ dużo samochodów, wszyscy obserwują mural. Na światłach przy skrzyżowaniu można się na chwilę zatrzymać, pomyśleć o dziele, zanurzyć się w przeszłości.

Zachowana do dziś tablica z napisem „J. Feiwel” na rzeszowskim Rynku.

Zachowana do dziś tablica z napisem „J. Feiwel” na rzeszowskim Rynku.

- Jest chyba co wspominać, bo mural prezentuje plakat z filmu „W samo południe”  Zinnemanna…
- Ten charakterystyczny plakat jest kwintesencją całego filmu. Całe życie reżysera, jego stosunek do ludzi i świata, strach i jego przezwyciężenie, to wszystko ujęte jest w tym jednym dziele. Poza tym ten film to również wspaniała muzyka…

…oraz symbolika, którą Polacy chyba pamiętają z 1989 r.?
- Zgadza się. Prawie 30 lat temu ludzie kojarzyli filmową postać Gary’ego Coopera z plakatu. Dlaczego? Był to szeryf, prawy i oddany, autorytet, moralnie nie od obalenia. Z identycznym przesłaniem szła również do wyborów „Solidarność”, która stworzyła własną wersję grafiki. Widniał na niej napis „Solidarność, w samo południe 4 czerwca 1989”. Każdy wiedział o co chodzi, zdawał sobie sprawę z zachęty do uczestnictwa w wyborach. Dziś ten symbol jest zapominany.

- Plakat z filmu Zinnemanna otworzył Polakom drogę do wolności?
- To co się stało w 1989 r. było lawiną. Najpierw u nas odbyły się przełomowe wybory, później upadek komunizmu w Czechosłowacji i na Węgrzech. Jednak pierwsi byli Polacy, dzięki czerwcowym wyborom, do których zachęcał wspomniany plakat.

W tej kamienicy znajdował się sklep bławatny dziadka Freda, Józefa Feiwela.

W tej kamienicy znajdował się sklep bławatny dziadka Freda, Józefa Feiwela.

- Dzisiaj podobny plakat również by jednoczył, nakręcał do wspólnego działania?
- Dzisiaj jest Internet, mamy media społecznościowe, więc byłoby zdecydowanie łatwiej. Trzy dekady temu nie było drukarek, telefonów, smartfonów… Myślano nad czymś co połączy wszystkich Polaków. Należało oprzeć się na obrazie, który dla każdego obywatela jest prosty i czytelny. Tym czymś był plakat z filmu „W samo południe”.

- Dlaczego dopiero teraz słyszymy o Zinnemannie? Rzeszów nie wykorzystuje jego potencjału?
- Mamy spore rezerwy wiedzy, z których miasto nie korzysta. Trzeba ciągle szukać miejsc, przestrzeni do odkrywania historii, oferować nową jakość kulturową. I nie chodzi też o to, aby miasto decydowało, jakie kroki podjąć, tylko powinni to robić młodzi ludzie z głowami pełnymi pomysłów, talentu i inspiracji. A miasto powinno wspierać takie projekty.

- Dobrym pomysłem byłoby wybudowanie pomnika lub tablicy poświęconej reżyserowi?
- Można reklamować miasto nazwiskiem reżysera np. jako „Rzeszów – miasto Zinnemanna”. Dlatego stworzenie muralu było dobrą koncepcją. Jako ciekawostkę powiem, że miesiąc temu zwróciło się do rzeszowskiego Archiwum Państwowego muzeum im. Ulmów w Markowej, gdyż powstaje wystawa poświęcona znanym Żydom pochodzących z naszych kręgów. Będzie tam również eksponowana postać F. Zinnemanna.

Na ul. Kościuszki dziadek Freda, Gerson prowadził sklep z naftą.

Na ul. Kościuszki dziadek Freda, Gerson prowadził sklep z naftą.

- Za kilka dni rusza festiwal poświęcony Zinnemannowi. Jakie są najważniejsze miejsca w Rzeszowie związane z reżyserem?
- To przede wszystkim rynek z domami, w których się urodził, mieszkał i gdzie znajdował się sklep jego dziadka Feiwela. Do tego warto dodać ul. Joselewicza czyli miejsce, w którym dziadek, Gerson mieszkał i miał swoja fabryczkę mydeł, ul. Kreczmera – mieszkanie rodziny Feiwelów oraz I Liceum, gdzie jego ojciec Oskar uczęszczał do szkoły.

Rozmawiał Kamil Lech

W tym budynku reżyser przyszedł na świat.

W tym budynku reżyser przyszedł na świat.

do “W samo południe w Rzeszowie!”

  1. hijena

    to Ferenc jest juz złym kreatorem miasta?

  2. panW

    Łatwo promować się nazwiskiem, które jest już znane. Widać w Rzeszowie brakuje specjalistów od PR, albo nie wiedzą jak to się robi. Markę Rz trzeba wykreować, wypromować ludzi zasłużonych, znanych, ale lokalnie, a nie znanych poza naszym miastem. I wtedy będzie wiadomo, że z tego właśnie słynie Rzeszów. Do tego trzeba młodych, ale już doświadczonych w marketingu ludzi, z pomysłami, którzy mają świadomość wartości miasta, znają jego historię, przeszłość. Niestety takich w Rzeszowie brakuje. Więcej jest takich, którzy mają kompleksy i stosują promocję „na skróty” oklepanymi metodami. To nie tak działa.

  3. anatol

    Mural fantastyczny. Powiesić tablicę na rynkowej kamienicy z informacją, że się tu urodził i co dokonał. Reszta to dorabianie na siłę gęby. Sam do Rzeszowa nigdy się nie przyznał. W Ameryce wszystkim opowiadał, że jest z Wiednia. Po co ten szum na siłę robiony nie wiem…

  4. pniok Rzeszowski

    Co to za dokument dolaczony do artykulu ?
    Popatrzcie na zapisane DATY !
    Urodzony i obrzezany.
    To zostal obrzezany jeszcze przed urodzeniem ?

Skomentuj

Uważaj, co piszesz. W Internecie nie jesteś anonimowy!

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.