W środę odbędzie się pogrzeb dzieci, które zginęły w pożarze

To w tym domu wybuchł 27 marca pożar, w którym zginęły dzieci Sylwii M. Strażacy po stłumieniu ognia weszli do środka – w pokoju znaleźli zwęglone zwłoki chłopca i dziewczynki. Fot. Wioletta Zuzak

NOWY ŻMIGRÓD, POW. JASIELSKI. Ludzie wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Nadal są w szoku.

Choć od tragedii minął tydzień, mieszkańcy Nowego Żmigrodu nadal przeżywają tragiczną śmierć dwójki małych dzieci. Maluchy – Emi (3 l.) oraz Matias (10 miesięcy) – zginęły w pożarze starego drewnianego domu jednorodzinnego mieszczącego się w tej niewielkiej miejscowości przy ul. Młynarskiej. Matka dzieci Sylwia M. (31 l.) znajdowała się wówczas poza domem, natomiast ojciec mieszka i pracuje we Włoszech. Jak dowiedzieliśmy się, w środę (3 bm.) na tutejszym cmentarzu zostaną pochowane tragicznie zmarłe dzieciaki. Wciąż nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. Śledztwo w tej sprawie trwa, prowadzi je Prokuratura Rejonowa w Jaśle.  Jak dotąd nie udało się przesłuchać 31-latki. Znane są za to wyniki sekcji zwłok maluchów.

Przypomnijmy, że do tragedii doszło 27 marca. Był środowy mroźny poranek. Ot, zwykły dzień jak co dzień. Nic nie zapowiadało tragedii. Gdy Sylwia M. wyszła z domu, jej dzieci smacznie sobie spały. Nie wiadomo, gdzie konkretnie się udała; jedni mówią, że poszła na zakupy, inni, że po wodę, jeszcze inni, że po drewno. Faktem jest, że na jakiś czas – na razie nie wiadomo na jak długo – zostawiła swoje pociechy bez opieki. Gdy wróciła, jej oczom ukazał się makabryczny widok: wynajmowany dom, w którym zostawiła śpiące dzieci, płonął. – Widok był wręcz wstrząsający – twierdzą świadkowie zdarzenia.

Maluchy zginęły w płomieniach
Strażacy o pożarze zostali powiadomieni o godz. 7.48. Najprawdopodobniej doszło do zaprószenia ognia przez starsze dziecko. – Gdy strażacy przybyli na miejsce cały budynek płonął jak pochodnia. Ogień wydobywał się z okien i drzwi budynku, uniemożliwiając ratownikom wejście do środka. Strażacy po stłumieniu ognia przeszukali pogorzelisko. Zwłoki dzieci zostały znalezione w pokoju, leżały na podłodze. Prawdopodobnie do pożaru doszło w kuchni, gdzie znajdowała się kuchenka starego typu na węgiel i na drewno oraz kuchenka na butlę gazową – relacjonował bryg. Wacław Pasterczyk, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Jaśle.

– Wciąż nieznana jest przyczyna pożaru. Opinia eksperta ds. pożarnictwa powinna być gotowa w ciągu kilku tygodni – powiedział nam we wtorek Jan Dziuban, prokurator rejonowy w Jaśle.

31-latka trafiła do szpitala, została objęta opieką psychologiczną. – Sylwii M. jeszcze nie przesłuchaliśmy, wciąż nie pozwala na to jej stan – poinformował prok. Dziuban. M. samotnie wychowywała synka i córeczkę. – Chyba od grudnia wynajmowała w Nowym Żmigrodzie stary dom, w którym nie było ani bieżącej wody, ani kanalizacji, ani centralnego ogrzewania. – Jednak mimo trudnych warunków nie uskarżała się na swój los. Była szczęśliwa, bo, jak mówiła, miała wspaniałą córeczkę i cudownego synka, których kochała miłością bezgraniczną – opowiadał nam sąsiad Sylwii.

Została przeprowadzona sekcja zwłok Emi i Matiasa. – Przyczyną śmierci dzieci były rozległe poparzenia oraz zaczadzenie – wyjaśnił prok. Dziuban.

Gmina pospieszyła z pomocą
- Dla Sylwii M. przygotowaliśmy lokal zastępczy, do którego będzie się mogła wprowadzić w każdej chwili, o ile będzie chciała. Pomoc finansową zaproponował także GOPS – poinformował nas Krzysztof Augustyn (59 l.), wójt gminy Nowy Żmigród. Jak się dowiedzieliśmy, pracownicy tutejszego UG zorganizowali spontaniczną akcję, w ramach której zebrano pieniądze (nie wiadomo ile), które przekazano rodzinie M; pomogą one pokryć koszty pogrzebu.

Wioletta Zuzak

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.