W wolnej Polsce umarł w zapomnieniu

MIELEC. Mija rocznica śmierci człowieka, który stworzył potęgę WSK Mielec.

W styczniu mija rok od śmierci Tadeusza Ryczaja, w latach 1966-89 dyrektora naczelnego Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Mielcu. A więc w czasach jej największej prosperity. Jej twórca zmarł rozgoryczony zapomniany. Tuż przed śmiercią odwiedził go Józef Witek, mielecki historyk i regionalista, który właśnie pisał jego biogram do trzeciego tomu swojej „Encyklopedii Mielca”.

- Bez emocji opowiadał mi o swojej karierze – wspomina Witek. – Nie chciał, aby pisać o nim wiele. Dyrektor Ryczaj działał w specyficznych realiach, a WSK produkowała dla wojska w określonych uwarunkowaniach. To nie było łatwe. Wraz ze zmianami ustrojowymi w naszym kraju niektóre „gorące głowy” poddały bardzo krytycznej ocenie jego wcześniejszą działalność. A byli też i tacy, którzy poddawali w wątpliwość sens i cel jego działalności. To go bolało. Później to w jakiś sposób ucichło i pojawiły się rzetelniejsze oceny. Ale jeszcze i dziś trudno oceniać te czasy. Choć co by nie powiedzieć, jego wkład w rozwój zakładu i miasta był olbrzymi – zaznacza regionalista.

Obszernego wywiadu wieloletni szef i twórca potęgi WSK udzielił natomiast Jerzemu Skrzypczakowi, dyrektorowi Muzeum Regionalnego w Mielcu. Oto jego wybrane fragmenty.

„Hitem było uruchomienie produkcji Dromadera, samolotu dla rolnictwa. Był on przeznaczony na rynki zachodnie i do USA. Za sukces poczytuję sobie także stworzenie dobrych warunków dla zdobywania wykształcenia przez młodych ludzi. Gdy zostawałem dyrektorem, pracowało około 12 tys. ludzi, gdy odchodziłem było ich ponad 20 tys.

Na początku 120 osób miało wyższe wykształcenie, gdy odchodziłem było ich ponad 2 tys. Ściągałem do Mielca specjalistów z całego kraju. To jest sukces. Jeśli chodzi o porażki, to ich nie miałem. W każdym razie, dzisiaj już o nich nie pamiętam.”

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.