Wakacje z duchami

Najwspanialsze wspomnienia zamknięte są w albumach fotograficznych. – Przy zwiedzaniu zamków cała rodzina świetnie się bawi. Czasem bywa strasznie – Adrian Rudawski przypomina o nocy spędzonej w Kurozwękach. Fot. Paweł Dubiel

WOKÓŁ SPORTU. Jedni zbierają znaczki, inni – jak wiceprezes Resovii Adrian Rudawski – podróżują od… zamku do zamku. Zwiedził ich już 300!

– Noc, wokół żywej duszy. Zeszliśmy do podziemi, a tam labirynt korytarzy, krypty, momentami tak wąsko, że trzeba poruszać się na klęczkach. Latarki z telefonów dawały słabe światło. Nagle usłyszeliśmy potworny huk. Przerażeni rzuciliśmy się do wyjścia. Nigdy w życiu tak szybko nie biegłem! – Adrian Rudawski, wiceprezes Resovii, rozpoczyna opowieść o swojej niecodziennej pasji.

Przygoda, po której cała rodzina Rudawskich spędziła noc w jednym łóżku, nasłuchując dziwnych odgłosów, wydarzyła się rok temu w pałacu w Kurozwękach. W XIV wieku był to jeden z pierwszych murowanych zamków rycerskich w Polsce. Wielokrotnie przebudowywany osiągnął wygląd pałacu i dziś jest atrakcją turystyczną okolic Staszowa w Świętokrzyskiem. Rudawscy wynajęli pałacowy apartament, ale nie mieli pojęcia, że po godzinie 22 recepcja zostawi ich samych w komnatach. Gdy znudziły im się tańce w sali balowej, znaleźli maleńkie drzwiczki prowadzące do najstarszej, upiornej części budynku. – Do dziś nie mamy pewności, co się wtedy stało. Pewnie był przeciąg i strzeliły jakieś drzwi, ale jeśli ktoś pyta, w którym miejscu straszy, to od razu mówię o Kurozwękach – śmieje się Adrian Rudawski.

Przygotowany od A do Z

Właśnie mija 10 lat jego pracy w rzeszowskim klubie, gdzie odpowiada za organizację meczów oraz kilka innych spraw o mniejszym ciężarze gatunkowym. Okazuje się, że piłka nożna i zwiedzanie zamków doskonale się uzupełniają. Po awansie do II ligi drużyna „pasiaków” zaczęła się przemieszczać po całym kraju i możliwości poznawcze Adriana Rudawskiego zdecydowanie się powiększyły. W dobie Internetu planowanie wypraw to bułka z masłem, choć perfekcjonizm i punktualność wciąż są w cenie. Nasz bohater taki właśnie jest. – Przygotowany od A do Z. Żonie czasem to przeszkadza, prosi, bym wyluzował, ale ja muszę dotrzeć na miejsce o czasie. Inaczej nie umiem – przyznaje.

Na spotkanie Adrian przyniósł kilka albumów ze zdjęciami i opisami zamków, które zwiedził sam albo z bliskimi. Uśmiechnięte, szczęśliwe twarze dorosłych i dzieci na tle majestatycznych budowli, wśród pól, ukwieconych łąk, jezior i rzek. – Daj mi chwilę – prosi i włącza laptop. Na ekranie ukazuje się mapa Polski usłana kolorowymi punkcikami. To nazwy miejscowości, w których znajdują się zamki, pałace i budynki o historycznym znaczeniu takie jak Żelazowa Wola czy Żarnowiec. – Zwiedziłem ponad 300 takich miejsc – z dumą ogłasza Adrian.

Przed zamkiem Topacz na Dolnym Śląsku. Agata i Adrian Rudawscy ze swoimi pociechami Aleksandrą i Adamem. Fot. Zbiory prywatne A. Rudawskiego

Pierwszy był Krzyżtopór

Oryginalne zainteresowania zapoczątkowała rodzinna tragedia – w 2008 roku poważnie zachorowała, a następnie zmarła mama Agaty, dziewczyny, a późniejszej żony Adriana. – Agata znalazła się w całkowitej rozsypce. Jej tata, szukając sposobu na wyrwanie nas z zaklętego kręgu bólu i rozpaczy, pewnego dnia zorganizował wycieczkę do Krzyżtoporu. W tym niezwykłym miejscu odzyskaliśmy spokój. W następny weekend pojechaliśmy do Dobczyc, potem były Krasiczyn i Odrzykoń. Złapaliśmy bakcyla – wspomina Adrian. Od tamtej pory Rudawscy na wakacyjnych trasach umieszczali mniejsze i większe zabytki. I dokonali kolejnego odkrycia. – Najsłynniejsze zamki, takie jak Malbork, Książ, Wawel czy Królewski w Warszawie znajdują się w samym środku miast. Jednak większość ukryta jest na prowincji. Zjeżdżasz więc z autostrady i widzisz inną Polskę. Tu rosną maki, tam chabry. Czerwień i błękit, kolorowy dywan aż po horyzont. Spójrz – wiceprezes Resovii wskazuje na zdjęcie olbrzymiego zamku nad jeziorem. – To jedno z naszych odkryć: Szymbark koło Iławy. Wiedzie do niego szutrowa droga, praktycznie nieuczęszczana.

Legenda o królu Popielu

W lutym 2012 roku na świat przyszła Aleksandra. – Byłem przekonany, że to koniec naszych wypraw, ale dwa miesiące później już pchaliśmy wózek po wertepach Beskidu Sądeckiego. Agata postawiła sprawę jasno: dziecko w niczym nie przeszkadza. Kamień spadł mi z serca – wzdycha Adrian. Wzruszających chwil było więcej. – Córka miała niespełna pięć lat, gdy zapytała czy na wakacjach będziemy zwiedzać zamki.

– Będziemy.
– Super! Zamki są super!

Gdy familia Rudawskich powiększyła się o dżentelmena imieniem Adam, głowa rodziny odpowiadała już nie tylko za logistykę. Stała się gawędziarzem odkrywającym przed dziećmi fascynujący świat legend, przewodnikiem po krainach, gdzie od zawsze toczyła się walka dobra ze złem.

– Opowiadam dzieciom o dwóch nagich mieczach grunwaldzkich, skradzionych skarbach, insygniach królewskich, szkatule Czartoryskich, pierwszym polskim muzeum w Puławach, Damie z Łasiczką, Młodzieńcu Rembrandta – wylicza Adrian – W samochodzie jest wtedy cisza jak makiem zasiał. Wracając znad morza, zahaczyliśmy o Kruszwicę. Dzieciaki „nakarmione” legendą o królu Popielu, w słynnej wieży ze strachem nasłuchiwały myszy.

W Toruniu macie trzy zamki

Drużyna przywykła, że jej prezes podczas meczów wyjazdowych ulatnia się jak kamfora. – Czasem tylko spytają: gdzie cię szukać w razie potrzeby? – śmieje się Adrian. To są samotne wypady. Zawodnicy mają swoje zadanie do wykonania, a współpracownicy Rudawskiego wolą pospać, niż zrywać się bladym świtem i pędzić pod średniowieczne ruiny. Gdy Resovia grała w Elblągu, miłośnik zamków wynajął auto i pojechał do Braniewa i Fromborka. Nocując w Gorzowie Wlkp., wsiadł za kółko i ruszył do Berlina. – Nie obyło się bez niespodzianek. Komórka się zawiesiła, zostałem bez GPS-a. Chwilę zeszło, zanim trafiłem na drogę prowadzącą na właściwą autostradę. Ale warto było. Zwiedziłem pozostałości po bunkrze Hitlera, Reichstag, Bramę Brandenburską.

Czasem są to błyskawiczne wypady. Choć improwizacja nie pasuje do charakteru Rudawskiego, to pasja do zamków bierze górę. – Pojechaliśmy na mecz do Stargardu. Kierowca potrzebował pół godziny, żeby odpocząć. Zjechał na parking przy stacji benzynowej. Dostrzegłem tabliczkę z napisem „Sulejów” i narysowany zamek. Zamówiłem taksówkę, wpadłem do miasteczka. Szybkie zdjęcia, rzut okiem na zabytek i z powrotem do taksówki. Trzeba było widzieć miny piłkarzy, gdy mnie zobaczyli wysiadającego z auta. W dawnych czasach pomyśleliby, że zawiozłem walizkę z kasą i mecz jest załatwiony – żartuje Adrian.

Do ciekawej wymiany zdań z arbitrem doszło po meczu Resovii z Elaną.
– Zapraszam do Torunia – padła propozycja.
– Byłem. Trzy fajne zamki tam macie – odpowiedział Adrian.
– Trzy?! Całe życie tam mieszkam i widziałem tylko jeden – sędzia aż złapał się za głowę.

Kiedyś ruszą na Kresy

– Czy istnieje zamek idealny? Hmm, wiele było takich, które zrobiły na mnie piorunujące wrażenie, np. zamek krzyżacki w Gniewie, lecz ulubionego nie mam. Osiągnąłem już taki stopień wtajemniczenia, że podoba mi się nawet dziura w ziemi, jeśli wiem, iż kiedyś stało tam gmaszysko – śmieje się człowiek zajmujący się na co dzień liczbą wyjść ewakuacyjnych na stadionie i kontaktami z delegatem PZPN. – Chciałbym zobaczyć jeszcze Kliczków, Grodziec i zamki w okolicach Białegostoku. A gdy dzieciaki podrosną i będą więcej rozumiały ze skomplikowanej polskiej historii, ruszymy na dawne Kresy Rzeczypospolitej, do Chocimia, Kamieńca Podolskiego… – rozmarza się Adrian.

Tomasz Szeliga

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
staryrealistazawodowy kierowca Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
realista
Gość
realista

Ciekawe hobby chociaz nie dla kazdego bo nie kazdy jest wiceprezesem i zarabia na tyle zeby go bylo stac na czeste podroze i noclegi, ale lokalnie jak najbardzoej, z tym , ze lokalnie to my mamy 4 zamki na krzyz

stary
Gość
stary

Niedawno czytałem o emerycie co rowerem za darmo całą Europę przejechał. Potem o kolejnym co wziął mapę Polski na niej napisał imię żony i tak jeździł aż w gpsie droga nie pokryła się z napisem.

Jeśli na dzień dobry piętrzysz problemy to może dalej oglądaj TfałszN i mów jak to w garajdole jest źle.

zawodowy kierowca
Gość
zawodowy kierowca

I bardzo dobrze. W życiu trzeba mieć konika. Nie tylko praca i praca. Aparat zakupić, na emeryturze książkę wydać… żeby coś zostało dla potomniastych.

Sam kupię.