Walka o “miedzę” trwa już 13 lat

Pan Tadeusz wskazuje parcele położoną w obrębie jego działki, będącą drogą konieczną dla sąsiadki. Boi się, że niebawem może utracić ten kawałek ziemi wskutek decyzji Wojewody. Fot. Ewa Faber

NEHRYBKA k. PRZEMYŚLA. – Urzędnicy chcą zabrać mi ziemię! – mówi pan Tadeusz.

Tadeusz Klajn jako pełnomocnik córki od lat walczy z biurokracją i urzędnikami. Boi się, że wkrótce urzędnicy mogą zabrać mu ziemię, która trafi w ręce jego sąsiadki.

Pan Tadeusz wraz z rodzicami osiedlił się w Nehrybce po II wojnie światowej, którzy jak wielu repatriantów dostali gospodarstwo rolne od państwa. Teraz urzędnicy chcą zabrać mu ziemię unieważniając decyzję scalenia gruntów z 1970 roku.

Wszystko zaczęło się w 2009 roku, kiedy to sąsiadka pana Tadeusza zwróciła się do wojewody podkarpackiego z wnioskiem o unieważnienie decyzji Prezydium Rady Narodowej w Przemyślu z 1970 roku w sprawie scalenia gruntów. Chodziło tylko o działki pana Tadeusza, sąsiada i sąsiadki. Wojewoda podkarpacki przychylił się do jej prośby i decyzję uchylił.

Scalenie przeprowadzono z rażącym naruszeniem prawa?
Decyzja Wojewody Podkarpackiego opiera się głównie na braku pisemnych zgód uczestników scalenia działek siedliskowych. W rozmowie z geodetą przeprowadzającym owe scalenie gruntów w Nehrybce dowiedzieliśmy się, że wówczas wystarczały oświadczenia zawarte w “Wykazie oświadczeń uczestników scalenia gruntów w sprawie projektu nowo wydzielonych gruntów”, z których wynikało, że uczestnicy albo się zgadzają na nowe granice, albo wnoszą o poprawki. – W tamtych latach oświadczenia te wystarczały do przeprowadzenia scalenia. Nie praktykowano innych pisemnych zgód. Zmiany w granicach działek budowlanych dokonywane były wyłącznie za obopólną zgodą zainteresowanych stron i miały charakter korekty przebiegu granic – mówi Stanisław Kiszka, były geodeta projektu scalenia w Nehrybce. Ojciec sąsiadki Klajna podpisał takie oświadczenie, w którym czarno na białym jest napisane, że nowe granice zna. Urzędnicy jednak nie biorą tego pod uwagę. Nie są w stanie równocześnie wskazać zarówno treści wymaganych pisemnych zgód, jak i  ich podstawy prawnej. Zarówno w ocenie wojewody, jak i Sądu Administracyjnego w Warszawie decyzja o scaleniu naruszyła rażąco przepisy prawa materialnego, dlatego ją unieważniono. Decyzję cofnięto tylko na jedną działkę należącą wówczas do rodziców sąsiadki pana Tadeusza.

Uciążliwej sprawy boją się jak ognia
Po zapadnięciu w delegaturze w Przemyślu decyzji o unieważnieniu scalenia córka Klaina (będąca prawną właścicielką działki odwołała się do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Nic to jednak nie dało, więc zaskarżyła jego decyzję. Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę. Podobnie uczynił Naczelny Sąd Administracyjny. Dalsza walka Klajnów wyglądała jak mecz tenisa, podczas którego liczy się tylko odbijanie piłeczki. Żadem urząd nie chciał wznowić postępowania. Ani Wojewoda Podkarpacki, ani SKO się tego nie podjęło.  Akta sprawy trafiły też do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. W końcu akta znalazły się  w przemyskiej Delegaturze Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego, gdzie przeleżały do lipca, kiedy to po raz kolejny przekazane zostały do SKO w Przemyślu. – Podstawą przekazania tej sprawy SKO w Przemyślu jest postanowienie Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 21 maja 2012 roku, które rozstrzygnęło podobny spór kompetencyjny pomiędzy Wojewodą Podkarpackim a Samorządowym Kolegium Odwoławczym w Przemyślu dotyczącym rozpatrzenia wniosku o stwierdzenie nieważności dotyczącej innej działki w Nehrybce – wyjaśnia Małgorzata Oczoś, rzecznik prasowy Wojewody Podkarpackiego. Równocześnie Starostwo Powiatowe w Przemyślu prowadzi czynności w celu przywrócenia granic działek do stanu przedscaleniowego, nie czekając na decyzję SKO. To jednak nie zamierza rozpatrywać wniosku uważając Wojewodę za odpowiedni do tego celu organ. – Złożyliśmy wniosek do NSA o rozpatrzenie sporu kompetencyjnego między Wojewodą, a nami – wyjaśnia Jan Kalita w zastępstwie prezesa SKO w Przemyślu.

Urzędnicy są nierzetelni?
- Nie chcę nikomu niczego zarzucać, ale prawda jest taka, że czuję się dyskryminowany przez urzędników, którzy ewidentnie działają na moją niekorzyść, pomijając fakty. Urzędnicy nie biorą pod uwagę oświadczeń, nie informują mnie o postępach w sprawie, nie chcą mi także udzielić informacji na temat zgód pisemnych  – żali się pan Tadeusz.

Ewa Faber

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.