Walki w Kairze

Fot.PAP

Zwolennicy i przeciwnicy prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka ścierają się na placu Tahrir w centrum Kairu, gdzie od ponad tygodnia trwają wielotysięczne demonstracje antyprezydenckie. Telewizja Al-Jazeera donosi o coraz poważniejszych incydentach, wiele osób jest rannych. Ludzie zaczynają ze sobą walczyć na koniach i wielbłądach przy użyciu pałek, kamieni i noży.

Wojsko nie reaguje, mimo że widzi walczących ludzi. Dowódcy nie chcą się angażować. Według relacji reporterów setki uzbrojonych i rozwścieczonych demonstrantów zmierzają na plac Tahrir. – Nie jesteśmy zwierzętami! Mamy godność! – krzyczała do mikrofonu poturbowana korespondentka arabskiej telewizji, która nie mogła wydostać się z placu zablokowanego przez protestujących.

Sytuacja jest zatrważająca

Zwolennicy prezydenta Mubaraka zdobyli trzy wozy bojowe, wybili w nich szyby. Przy wozach nie ma żołnierzy. Ludzie starają się do nich wsiąść i podjechać na drugi koniec placu. W całym mieście panuje kompletny chaos. Wszędzie dookoła trwają bójki. Ludzie walczą nie tylko na głównych ulicach, ale także w innych częściach miastach. Komentatorzy arabskiej telewizji twierdzą, że zamieszki mogły zostać sprowokowane przez zwolenników prezydenta Mubaraka.

Są ofiary

Wśród demonstrujących są też dzieci, które są najbardziej zagrożone. Nie ma liderów, ludzie wykrzykują różne hasła przez megafony. Całe szczęście armia się nie rusza. Nie ruszają się czołgi, bo wtedy doszłoby do masakry. Al Jazeera podaje, że w zamieszki są zaangażowani policjanci w cywilu. Ludzie są uzbrojeni w niebezpieczne przedmioty, takie jak kije i kamienie wyrwane z bruku. Niektórzy uczestnicy zamieszek zostali ranni.

Drobne ustępstwa

Władze Egiptu skróciły godzinę policyjną; obowiązuje ona od godz. 17 do 7 rano (od 16 do 6 rano czasu polskiego). Do tej pory godzina policyjna obowiązywała między godz. 15 a godz. 8 rano czasu lokalnego w Kairze, Aleksandrii i Suezie.
Mubarak zdecydował się we wtorek na połowiczne ustępstwa, oświadczając w wystąpieniu telewizyjnym, że nie będzie ubiegał się o reelekcję, ale nie ustąpi też z urzędu, chcąc dotrwać do wrześniowych wyborów. Nie wykluczył też, że jego syn będzie ubiegał się o urząd głowy państwa.

Precz z Mubarakiem

Główna organizacja opozycyjna Egiptu Bractwo Muzułmańskie oznajmiła w komunikacie, że nie zgadza się, by prezydent Hosni Mubarak pozostał na stanowisku do końca swej kadencji we wrześniu. – Naród odrzuca wszelkie częściowe rozwiązania zaproponowane wczoraj przez szefa reżimu i nie godzi się na alternatywę wobec odejścia – napisano w komunikacie.

Onet. pl, PAP, kp

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.