Weeden rozłożył Jezioro. Zdobył 39 punktów!

Jezioro przegrało z Anwilem. Katem tarnobrzeżan okazał się Amerykanin Tony Weeden, który zdobył aż 39 punktów. Fot. Bogdan Myśliwiec

TAURON BASKET LIGA Anwil znów lepszy od Jeziora. – Nie bardzo wiem, dlaczego odcięło nam prąd – przyznał trener tarnobrzeżan, Dariusz Szczubiał.

Z Tarnobrzega jak niepyszni wyjeżdżali w tym sezonie koszykarze AZS Koszalin i Stelmetu Zielona Góra. Jednak Anwilowi gospodarze nie dali rady. Powstrzymał ich niesamowity Tony Weeden.

29-letni amerykański skrzydłowy Anwilu rzucił Jezioru 39 punktów, trafił 8 z 12 rzutów za trzy! Taki występ zdarza się raz na dekadę, do soboty trudno było przypuszczać, że to właśnie grający od pięciu lat w Polsce Weeden zostanie bohaterem meczu i poprowadzi włocławian do piątej z rzędu wygranej.

Dłoniak rzucał, ale to nie wystarczało
Weeden ma wokół siebie niezłe towarzystwo, ale w Tarnobrzegu zdominował wszystkich. Koledzy z wyjściowej “piątki” zdobyli łącznie marne 31 punktów. Inna sprawa, że rozgrywający Krzysztof Szubarga znów dał się gospodarzom we znaki. Architekt poprzedniego zwycięstwa nad Jeziorem tym razem miał aż 10 kluczowych podań.

Takiej sile próbowali się przeciwstawić J.T.Tiller i, jak zwykle, Jakub Dłoniak. Drugi najlepszy strzelec ligi znów zbliżył się do 30 punktów, jednak w kluczowych momentach jego słynne “trójki” nie wpadały (tylko 3/7).

Tony dzwonił do domu
Gospodarze fatalnie rozpoczęli sobotnie spotkanie. Przegrali pierwsze dwie kwarty i w przerwie w szatni nasłuchali się od swojego trenera. Pomogło, choć tylko na chwilę. W III odsłonie Jezioro odrobiło 10 punktów i wróciło do gry. Na początku IV kwarty, po wolnych Nicchaeusa Doaksa, Anwil prowadził zaledwie 66:60, po rzucie Tillera w 32. minucie – 68:64. Co z tego, skoro końcówka należała do włocławian. Otrząsnęli się, zareagowali błyskawicznie i zaczęli dziurawić kosz miejscowych. Jezioro trafiało sporadycznie, z akcji na akcję traciło nadzieję i ostatecznie przegrało bardzo wyraźnie.

A bohater wieczoru żałował jedynie, że jego wyczynu nie zobaczyli najbliżsi. – Szkoda. Akurat kilka dni temu wrócili do Ameryki. Tuż po zakończeniu meczu dzwoniłem jednak do domu i pochwaliłem się moją zdobyczą. Przecież odkąd gram w polskiej lidze, nie rzuciłem tak dużo. Jednocześnie muszę podkreślić, że ten wynik to zasługa wszystkich w drużynie. Koledzy podawali mi piłki i wykonali kawał pracy, bym miał miejsce do rzutów – opowiadał uradowany Weeden.

tsz

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.