Wiara czyni cuda

Chorzy modlą się nieraz o uzdrowienie ciała, ale gdy znajdują się blisko Boga zaczynają czuć, że to, czego im naprawdę było potrzeba to ozdrowienie duszy. Fot. Bogdan Myśliwiec

Ci, którzy żyją nadzieją widzą dalej. Ci, co żyją wiarą, widzą wszystko w innym świetle.

Czy dla ratowania zdrowia i życia potrafimy zaryzykować wszystko? Żaden człowiek sam z siebie nie ma takiej mocy. Moc taką ma jednak Bóg, a wiara w niego czyni cuda – wyjaśnia ks. Krzysztof Burski. Ks. Ireneusz Łukanowski spisał natomiast blisko 120 świadectw ludzi, którzy stojąc u progu śmierci, zaufali Bogu i doświadczyli cudu uzdrowienia.

Pismo święte opisuje sytuację, w której Jair, gdy przyszedł do Jezusa prosić o uzdrowienie ciężko chorej córeczki, usłyszał słowa: “Nie bój się, tylko wierz”. Być może podobny głos słyszała w swoim sercu pewna kobieta od wielu lat chora na krwotok. Wydała już ona wszystkie pieniądze na lekarzy, ale ci nie byli w stanie jej pomóc. Chwyciła się więc płaszcza Jezusa jak ostatniej deski ratunku, ufając, że zostanie uzdrowiona. Oba epizody zakończyły się pomyślnie: Jezus umierającej dziewczynce przywrócił życie, a chorej kobiecie – zdrowie.

Wszystko co ważne, wymaga walki
- Nie wiadomo, co w tych historiach bardziej podziwiać: wytrwałą wiarę, połączoną z ogromną determinacją, czy wielką cierpliwość. W przypadku chorej kobiety było to 12 lat poszukiwań, zmagań, walki o nadzieję. Również droga przełożonego synagogi do Jezusa nie była prosta. Nawet jeśli nie trwała zbyt długo, to z pewnością musiał on zaryzykować swoją pozycję społeczną i religijną, aby móc się z Nim spotkać. Pismo święte przytacza wiele podobnych historii, które pokazują, że wszystko, co w naszym życiu jest ważne, wymaga zaangażowania i walki. Często jedyną bronią, jaka pozostaje człowiekowi, jest wiara i zaufanie do końca Bogu – nie kryje ks. Krzysztof Burski.

Co robimy w obliczu trudności
A jak my się zachowujemy w obliczu trudności. Czy umiemy cierpliwie czekać albo, gdy jest taka potrzeba, aktywnie działać? O tej sile, do której mobilizuje wiara pisze ks. Ireneusz Łukanowski. Spisał on blisko 120 historii ludzi, których spotkał podczas swojej posługi kapelana szpitalnego.

O czym, mówią ludzie, którzy nie mając nadziei na pomoc ludzi, zwrócili się do Boga?

- Spotkani w szpitalach mówią o spotkaniach z Bogiem Żywym, o uzdrowieniach duchowych i fizycznych, o powrocie pokoju wewnętrznego i o miłości, a także o nadziei, a nade wszystko o wierze, bo to przecież ona czyni cuda. Wiara ta jest niczym innym jak przyzwoleniem ze strony człowieka na ingerencję Boga w jego życie. Dlatego w pewnym skrócie możemy powiedzieć, że to ona czyni cuda, choć to oczywiście Bóg uzdrawia człowieka.

Dziękuję Ci Boże za drugie życie
- Dziękuje Ci też moja rodzina. To głęboka wiara w Ciebie ten cud uczyniła – tak swoje świadectwo rozpoczyna Leszek. – Byłem przeciętnym człowiekiem, korzystałem z uciech tego świata, do kościoła chodziłem rzadko. I tak mijał dzień po dniu. W pewnym czasie zacząłem odczuwać bóle brzucha – lekarze orzekli owrzodzenie dwunastnicy – brałem leki, które mi nie pomagały. Czasami próbowałem uśmierzyć ból alkoholem i na chwilę pomagało. Taki stan rzeczy trwał latami. Pewnego dnia nastąpił tak silny atak bólu, że stał się on nie do zniesienia. Żona zawiozła mnie do szpitala, gdzie postawiono diagnozę: ostre martwicze zapalenie trzustki. Lekarze mówili, że to bardzo ciężka i trudno wyleczalna choroba i że często zdarzają się przypadki śmiertelne. Dotarło do mnie, że jego jedyną nadzieją jest Bóg – wspomina.

Leszek postanowił radykalnie zmienić swoje życie. – Przystąpiłem do spowiedzi świętej i codziennie przyjmowałem Komunię Świętą – prosiłem Boga i Matkę Bożą o cud wyzdrowienia. Niestety mój stan się pogarszał. Jedna z pielęgniarek powiedziała nam, że zna księdza, który był tu wcześniej kapelanem i pomógł wielu chorym. Zapragnąłem się z nim spotkać i na gorącą prośbę mojej żony, ksiądz Ireneusz Łukanowski przyjechał do mnie jeszcze tego samego dnia wieczorem. Nie byłem w stanie nawet rozmawiać, leżałem z dużą niewydolnością oddechową, a ksiądz długo się nade mną modlił i z jego rąk, którymi mnie dotykał, czułem przenikające mnie ciepło – ksiądz powiedział, że to Bóg mnie dotyka. Poczułem ogromną ulgę i pokój w sercu. Ksiądz udzielił mi sakramentu chorych i powiedział, że trzeba głęboko wierzyć, a Bóg mnie na pewno nie opuści, bo głęboka wiara doda mi sił, żeby wyjść z tej ciężkiej choroby. Tak też się stało, uwierzyłem i dużo czasu poświęcałem na modlitwę, i jak tylko mogłem, codziennie przyjmowałem Komunię Świętą – czułem się wzmocniony i pogodzony z losem. Mój stan poprawił się na tyle, że pan ordynator chirurgii podjął decyzję o wykonaniu operacji, której sam przewodniczył. Jak okazało się później była to operacja ratująca moje życie – dodaje.

Świadectwo o zbuntowanej
Kolejne ze świadectw dotyczy Krystyny. Kobieta była chora na raka trzustki i wątroby. Znała diagnozę i miała świadomość, że choroba czyni postępy. Zanim zachorowała, uważałą się za głęboko wierzącą. W miarę postępu choroby i szukania ratunku, również u bioenergoterapeutów, zbuntowała się przeciwko Panu Bogu. Nie można było z nią nawiązać żadnego dialogu. Za swoją chorobę obwiniała przede wszystkim Boga i swoje bliskie otoczenie. Przestała się modlić.

Na drodze kobiety stanął wtedy autor książki “Wiara czyni cuda”, ks. Ireneusz. Rozmowa między nimi trwała długo, a zakończyła się spowiedzią.

- Po tym spotkaniu Krysia była już spokojniejsza – wspomina pani Bożena, matka zięcia kobiety. – Pogodziła się z Panem Bogiem, zaakceptowała stan, w jakim się znalazła. Ostatnie dwa tygodnie przed śmiercią przebywała w szpitalu, a odeszła od nas po dwóch miesiącach od pierwszego spotkania z księdzem Ireneuszem. Zasnęła z koronką do Miłosierdzia Bożego w ręku, w momencie, kiedy kończyłam modlitwę, przy słowie amen. Przypomniała mi się wtedy obietnica Pana Jezusa, z Dzienniczka Siostry Faustyny: “Dusze, które odmawiać będą tę koronkę, miłosierdzie moje ogarnie je w życiu, a szczególnie w śmierci godzinie”.
Nie jest łatwo wierzyć, tym bardziej w cuda. Cytując jednak jedno ze znanych powiedzeń: “Cuda przychodzą tylko do tych, którzy w nie wierzą”.

Małgorzata Rokoszewska

do “Wiara czyni cuda”

  1. res^

    Wiara czyni cuda . Moja mama kilkanaście lat temu chorowała na nowotwór. Po kilku latach okazało się że są przeżuty na układ kostny . To był cud albo nazywajcie to jak chcecie ale ja i moja rodzina wierzyliśmy że istnieje chociaż mała iskierka nadzieji na uzdrowienie . Dzisiaj po kilkunastu już latach można śmiało powiedzieć że mama jest zdrowa . Dzięki Bogu.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.