Wiatr zniósł balon. Pilot i dwaj dziennikarze ranni

Bracia Bartłomiej i Tomasz Raś z Wrocanki są wielkimi fanami zawodów balonowych. Gdy zobaczyli, że jeden z balonów na chwilę pojawił się na niebie, po czym nagle szybko zniknął, wsiedli na rowery i pojechali zobaczyć co się stało. – Balon wylądował na tym polu - pokazują. Fot. Wioletta Zuzak

KROSNO. 13. edycja zawodów balonowych mało szczęśliwa. Było o włos od tragedii

Trzy osoby ranne – to bilans sobotniego (28 kwietnia) wypadku, do którego doszło podczas XIII Międzynarodowych Górskich Zawodów Balonowych. Jeden z balonów, który uczestniczył w zawodach po to, aby wykonywać loty rekreacyjne i pokazowe, podczas porannego startu zahaczył najpierw o drzewo, a następnie o dach budynku. Najciężej poszkodowany jest pilot, który doznał złamania prawej ręki wymagającego interwencji chirurga. Dwaj dziennikarze, którzy z nim lecieli, są mniej poturbowani.

Najprawdopodobniej przyczyną wypadku był błąd pilota. Czy tak faktycznie było? To ustali Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.

Zawody zostały otwarte z wielką pompą w piątek, 27 kwietnia, na parkingu pod halą MOSiR-u. Odbyła się wspaniała parada załóg balonowych. Na lotnicze święto zjechały 24 ekipy balonowe z Polski, Węgier i Litwy. – To 13. edycja, a wiadomo, że to liczba, która niekoniecznie musi być szczęśliwa – skomentowali krośnianie, gdy dowiedzieli się o wypadku.

Balon „dostał” mocny podmuch wiatru

Bywa, że podczas górskich zawodów balonowych zawodnicy  mają do czynienia ze zmiennym, zdradliwym wiatrem. Właśnie taka sytuacja miała miejsce w sobotę wcześnie rano, gdy przeprowadzono pierwsze konkurencje balonowe. Wiatr płatał figle, więc baloniarze musieli zmienić miejsce startu.

Feralny żółto-granatowy balon, którym leciał rzeszowski pilot wraz z fotoreporterem PAP-u oraz operatorem, wystartował z Łęk Dukielskich. Gdy wzbił się w powietrze został zniesiony przez silny podmuch wiatru na pobliskie drzewo, a zaraz potem zahaczył o dach budynku. Z kosza wypadł  operator. Balon z pilotem i fotoreporterem poderwał się do lotu i ostatecznie wylądował we Wrocance.

Mogli się zabić, najedli się strachu

Przed ósmą rano obudził mnie przeraźliwy dźwięk karetek pędzących na sygnale. Byłam niemal pewna, że zdarzył się wypadek na drodze. Dopiero od syna dowiedziałam się, że w naszej wiosce spadł na pole balon – opowiada nam mieszkanka Wrocanki. – Przeżyłam szok, myślałam, że latanie balonem jest bezpieczne-  dodaje.  – Po rannych przyjechała „terenówka” i odwiozła ich do dwóch karetek zaparkowanych w centrum miejscowości – relacjonują nam bracia Bartłomiej i Tomasz Raś.

Ranni zostali przewiezieni do krośnieńskiego szpitala. Pilot doznał skomplikowanego złamania prawej ręki z przemieszczeniem, z kolei fotoreporter PAP-u ma stłuczoną nogę i żebro, a operator ma skręconą nogę. – Pilot trafił do lecznicy w Rzeszowie, natomiast dwaj dziennikarze po ambulatoryjnym zaopatrzeniu zostali wypisani do domów – poinformował nas Marek Regulski, chirurg, który tego dnia miał dyżur  w szpitalu w Krośnie. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, pilot przeszedł pomyślnie operację w rzeszowskim szpitalu miejskim i ma się coraz lepiej.

Zawinił pilot?

Jak przyznają zawodnicy startujący w MGZB, teren do latania jest ciekawy, a jednocześnie trudny. – W rozgrywaniu konkurencji balonowych może przeszkadzać wiatr. Zawody są górskie, a więc niełatwe. Liczy się wiedza, doświadczenie i umiejętności – mówi Zygmunt Jerzyk, dyrektor organizacyjny XIII MGZB. Teraz na usta ciśnie się pytanie: jaka była przyczyna wypadku?

Ze wstępnych ustaleń wynika, że najprawdopodobniej błąd popełnił pilot, który wystartował w zbyt bliskiej odległości od zabudowań. Jak mówi podinspektor Marek Cecuła, oficer prasowy KMP w Krośnie, policja o sprawie została powiadomiona dopiero w sobotnie południe. -  Pilot był trzeźwy – informuje. Na miejsce zdarzenia w celu dokonania oględzin został skierowany przedstawiciel PKBWL –u, która wyjaśni ostateczną przyczynę wypadku.

Wioletta Zuzak

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.