Wideokonfrontacja gangsterów

Wszyscy świadkowie w sprawie, zanim przystąpili do składania zeznań, zostali pouczeni o mówieniu prawdy i konsekwencjach składania fałszywych wyjaśnień. Z wtorkowej konfrontacji wynika, że choć wszyscy potwierdzili, że zrozumieli ostrzeżenie sądu, to nie wszyscy się do niego zastosowali. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Trzech świadków w procesie domniemanej grupy przestępczej na dwóch salach sądowych na dwóch końcach Polski. Sąd przesłuchał ich przy pomocy wideokonferencji.

- Dzwonił do mnie jak opętany. Powiedział, że stało się coś niedobrego – mówił we wtorek za pośrednictwem wideo konferencji z sali sądowej w Zielonej Górze 55-letni Zdzisław Z., którego, zdaniem tarnobrzeskiej prokuratury, łączyły wspólne interesy z oskarżonymi o zorganizowanie grupy przestępczej o charakterze zbrojnym.

Świadek, którego zeznania były tak ważne, że postanowiono go przesłuchać dzięki wykorzystaniu telekonferencji, był skazany przez niemiecki sąd za pomocnictwo w śmiertelnym pobiciu luksusowej prostytutki. Sprawcami bestialskiego pobicia byli Tomasz W. i Piotr P., którzy we wtorek także zostali sprowadzeni z zakładów karnych. Całą trójkę sąd, a także obrońcy oskarżonych, mieli okazję przepytać na okoliczność wydarzeń sprzed ponad 9 lat i skonfrontować to, co mają sobie byli koledzy do powiedzenia.

55-latek, który stawił się w sądzie w Zielonej Górze na wezwanie tarnobrzeskiego sądu, przez niemiecki sąd został skazany na 5 lat pozbawienia wolności, z czego odsiedział 3 lata i został wydalony z Niemiec do Polski z zastrzeżeniem, że jeśli przekroczy granicę, wróci do więzienia na dokończenie kary.

Nie znam nikogo
Mężczyzna podczas wtorkowego przesłuchania nie przyznał się do żadnego z obciążających go zarzutów skierowanych pod jego adresem przez Tomasza W. i Piotra P. Twierdzi, że nie miał żadnego udziały w planowanych i zrealizowanych napadach na terenie Monachium, że nie miał żadnego układu z zasiadającymi na ławie oskarżonych, nie rozliczali się między sobą z pieniędzy i fantów pozyskanych podczas napadów, a także, że poza Jackiem P., żadnego innego nie zna.

- Cała moja wina przy napadzie na panią Katerinę I. (luksusowa prostytutka z Monachium), że przyjechałem po Piotra P. i odebrałem go wtedy po tym napadzie – mówił 55-latek. – Wydzwaniał do mnie wtedy jak opętany. Mówił, że stało się coś niedobrego. Żebym przyjechał no i zrobiłem to, bo znaliśmy się od lat. Gdy jednak zorientowałem się w co się pakuje, odciąłem się od niego. Teraz mści się, bo niemiecka policja namierzyła go przez to, że wtedy do mnie wydzwaniał.

Wszystko ustawiał
- Wiedział o wszystkim, bo wszystkie napady ustawiał. Miał samochód, dobrze znał Monachium. On także sfinansował po napadzie wyjazd Tomasza W. Zawsze dzieliłem się wszystkim z Zdzisławem Z. Ja też poznałem go z Wojciechem B. (jeden z oskarżonych o zorganizowanie w grupie przestępczej), gdy ten przyjechał do Monachium, żeby porozmawiać o napadzie na pracodawcę Z.

Nie wiem, co mówi ten ludek
Wojciech B. na wypowiedź Piotra P. o jego znajomości ze Zdzisławem Z. zareagował dość oryginalnie – Nie wiem, co mówi ten ludek! – powiedział. – Nie znam tamtego człowieka i nigdy nie byłem w Monachium.

Relacje obu tych świadków były dodatkowo skonfrontowane z trzecim ze świadków  – winnym śmiertelnego pobicia Katariny I. – Tomaszem W. – Nie wiem, kto kupił mi bilet po napadzie, nie interesowałem się tym. Zawsze na busa odprowadzał mnie Piotr P. Może Z. zapłacił. Na pewno spotykaliśmy się z Z., w pizzerni, w której pracował. Tam przekazałem pieniądze z napadu na prostytutkę.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.