Widłami po oczach, kulą w głowę

W Rączynie k. Przeworska pan Zdzisław został zaatakowany widłami przez sąsiadkę. Mężczyna o mało nie stracił wzroku, a nawet życia.

Jak Kargul z Pawlakiem czyli sąsiedzkie piekiełko po podkarpacku.

Augustyn K. zaciekle ładował kule w leżącą na ziemi, zbroczoną krwią sąsiadkę.  Kobieta zmarła w szpitalu. Mieszkanka Rączyny wbiła sąsiadowi widły w oczy. Mężczyzna o mały włos straciłby wzrok. Dwaj mieszkańcy Sulistrowa toczyli w sądzie zażarte boje o złamaną gałązkę modrzewia. Do dziś dnia omijają się szerokim łukiem, choć ich pola dzieli jedynie wąski kawałek drogi. To do czego zdolni są najbliżsi sąsiedzi przechodzi najśmielsze wyobrażenia, dlatego więc mijając na klatce panią Krysię “z dołu”, uśmiechnijmy się do niej serdecznie, bo naprawdę mogliśmy trafić o wiele gorzej…

“Lepszy sąsiad bliski niż brat daleki”, tak głosi stare polskie porzekadło. Niestety w wielu przypadkach mija się ono z prawdą, bo sąsiad sąsiadowi jest w stanie nie tylko urządzić istne piekło, ale nawet pozbawić go nawet życia.

Był słoneczny letni dzień. Mieszkańcy jednej z tyczyńskich ulic leniwie czekali popołudnia. Spokój i cisza, przerywana od czasu do czasu warkotem przejeżdżającego samochodu. Nagle słychać strzał. Jeden, drugi, kolejny. Sypią się niczym z karabinu maszynowego. To Augustyn K., przeszło 70-letni mieszkaniec Tyczyna otworzył ogień do najbliższych sąsiadów. 50-letniej Grażyny, jej 80-letniego ojca i sąsiadki rodziny. Grażyna porażona strzałem w kolano spada z huśtawki, wije się z bólu. Augustyn K. nie zważa na błagania kobiety i ładuje w nią kolejne kule. Następnym celem staje się 80-letni Tadeusz. Zbroczony krwią czołga się po chodniku, zasłania od ciosów dziecięcą zabawką. Na próżno. Szaleniec strzela na oślep. W niedługim czasie zjawia się policja. Augustyn K. zostaje zatrzymany. Prokuratura uznaje, że mężczyzna chciał zabić dwójkę najbliższych sąsiadów, a jako że strzelał jeszcze do dwóch kolejnych osób, otrzymuje zarzut poczwórnego usiłowania zabójstwa. Grozi mu do 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie. Grażyna S. pomimo wysiłków lekarzy umiera…

Z widłami na sąsiada

W Rączynie koło Przeworska również nic nie zapowiadało tragedii. Pan Zdzisław korzystając z pięknej pogody postanawia zreperować betonowe ogrodzenie płotu. Kury sąsiadki przechodzą na jego ogród. Kuca, pochylając się nad zaprawą.  “Co tu grzebiesz sk…” – słyszy i czuje jak ogłusza go potężny cios. Mężczyzna zalewa się krwią. Cztery lata młodsza od niego kobieta, najbliższa sąsiadka rzuca weń stekiem wyzwisk. Cios pochodził również od niej. Celowała widłami w twarz pana Zdzisława. Metalowe ostrza trafiły w kąt oka i tuż pod brew. Gdyby dosięgły pulsu, mężczyzna już by nie żył. Kobietę zatrzymują policjanci, zostaje odesłana do szpitala psychiatrycznego w Jarosławiu. 64-latek trafia wprost na stół operacyjny oddziału okulistyki jednego z rzeszowskich szpitali. W domu pozostaje przerażona żona mężczyzny. Tego samego dnia pod wieczór napastniczka powraca do domu. Rodzina obawia się kolejnego ataku. Po niedługim czasie kobieta otrzymuje sądowy zakaz zbliżania się do rodziny. Oczekuje na proces.

Chłop żywemu nie przepuści

W Sulistrowej, rolniczej wsi w naszym regionie, obyło się wprawdzie bez rozlewu krwi, ale toczyły się w sądzie zażarte boje pomiędzy sąsiadami. Wszystko to za sprawą złamanej młodziutkiej gałązki modrzewia wartej zaledwie 1 złotego, która uruchomiła całą machinę sądową. Pomiędzy najbliższymi sąsiadami – jednocześnie krewnymi – od wiek wieków nie było spokoju. Pretensje, dochodzenie sprawiedliwości za pomocą funkcjonariuszy organów ścigania były tam na porządku dziennym. Końcem końców jedna ze spraw trafiła nawet do sądu a chodziło o… złamany badylek. Wacław S. oskarżył pana Stanisława o to, że ten celowo najechał kołem ciągnika na gałązkę modrzewia, przez co drzewko uległo złamaniu. Na nic się zdały tłumaczenia, że nie sposób jest akurat w ten sposób zniszczyć młodziutkie drzewko, bo wygląda ono na złamane ręką w połowie. Sprawa trafiła do sądu, choć koszty sądowe przewyższały – i to wielokrotnie – koszty młodej sadzonki. “Chłop żywemu nie przepuści” – śpiewał kiedyś Kazimierz Grzeskowiak. Rzeczywiście. Po odwołaniu, pan Stanisław został w końcu uniewinniony, ale na tym nie koniec. W sądzie jest kolejna sprawa, tym razem rozgraniczeniowa i nie jest pewne, czy kolejne sąsiedzkie spory prędzej czy później nie trafią na sędziowskie wokandy.

Powywieszam was!

W Mielcu natomiast terror siał niejaki Mariusz G, mieszkaniec jednego z bloków przy ul. Spółdzielczej. Chciał wieszać sąsiadów, wysadzać ich w powietrze, przynajmniej tak mówił, grożąc im niemal każdego dnia. Widywany był również, jak przechadzał się z siekierą, czy tasakiem po klatce, a mieszkańcy bloku truchleli ze strachu na myśl o spotkaniu z tym człowiekiem. W końcu sąsiedzi zawzięli się i postanowili usunąć szalonego sąsiada z bloku i umieścić go w Domu Pomocy Społecznej.  Mężczyzna został zatrzymany przez policję. Sprawą zajęła się prokuratura. Lokatorzy odetchnęli z ulgą.

Dobry sąsiad to skarb, pewnie teraz dobitniej zdajemy sobie z tego sprawę. Niestety nie wszyscy mają tyle szczęścia. Dlatego kiedy tylko przyjdą nam na myśl cierpkie słowa pod adresem sąsiada, ugryźmy się w język i zastanówmy, czy naprawdę warto…

Katarzyna Szczyrek

do “Widłami po oczach, kulą w głowę”

  1. odbytnica

    za dużo moherowych beretów w naszym regionie-ot katolickie wychowanie.Fanatyzm połączony z idiotyzmem

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.