Więcej długów – mniej rozwodów

Małżeństwo to nie tyle koniec wolności, co początek odpowiedzialności. Niestety, coraz trudniej jest ją udźwignąć. Fot. Bogdan Myśliwiec

PODKARPACIE. Wspólny kredyt hipoteczny zaciągnięty na dziesiątki lat wiąże losy małżonków bardziej niż sakramentalne “tak”.

Mieszkańcy Podkarpacia, którzy w porównaniu z innymi regionami kraju od lat stali na straży konserwatywnych poglądów i cenili sobie życie rodzinne, odpuszczają. Tylko w minionym roku pozwy rozwodowe i pozwy o separację złożyło tu trzy tysiące osób.

Jak wynika ze statystyk, liczba rozwodów w naszym województwie zaczyna spadać, ale wciąż co roku kreskę na małżeństwach kładzie około 3 tysięcy par. Małżonków łączą kredyty, dzieci, wspólne interesy, ale i tak nie są w stanie żyć ze sobą pod jednym dachem i decydują się na prawne rozwiązanie małżeństwa.

Decyzje te są bardzo dramatyczne, bo ci, którzy jeszcze niedawno ślubowali sobie miłość, wierność i uczciwość dopóki śmierć ich nie rozłączy, nawet nie próbują walczyć o związek.

Przez kryzys we dwoje
W Polsce, wg badań dr Piotra Szukalskiego z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, autora raportu na temat rozwodów, liczba rozwodów zaczęła rosnąć po 1993 r., gdy polskie społeczeństwo nauczyło się, jak żyć w nowych realiach, a gospodarka przyspieszyła. Rozwodowe apogeum przypada na czasy boomu gospodarczego w latach 2006 – 2007, gdy o pracę było łatwo, a płace szybko rosły.

Od czasu krachu na rynkach finansowych w 2008 r. liczba rozwodów w Polsce zaczęła ponownie spadać. W 2010 r. przeprowadzono ich 61,3 tys., gdy w 2006 roku ich liczba sięgała 72 tys. Na Podkarpaciu jeszcze dwa lata temu złożono blisko 3200 pozwów rozwodowych. W 2011 było ich o kilka procent mniej, w roku 2012 nawet o 10 procent mniej w porównaniu do roku poprzedniego.

Nawet trzy pozwy dziennie
Najwięcej pozwów rozwodowych w naszym województwie wpływa do Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Około tysiąca rocznie. Drugie miejsce w tym rankingu zajmuje obszar jurysdykcji Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu. Tu, w 2012 roku wpłynęło 845 pozwów. W Krośnie i Przemyślu chce się rozwieźć co roku między 650 a 700 par.
Dzieląc te liczby na liczbę dni w roku, łatwo policzyć, że w zależności od regionu, codziennie decyzję o rozwodzie podejmują 2-3 małżeństwa.

Kredyty dłuższe niż małżeństwa
Najpierw huczne wesele, a potem mniej lub bardziej cichy rozwód. Tak często kończą się historie miłosne bez happy endu. Małżonkowie zdradzają się, przestają dogadywać, nie potrafią pokonać kłopotów finansowych albo po prostu nie mogą już na siebie patrzeć.

Z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Łódzkim wynika, że o ile łatwiej jest podzielić majątek nabyty i opiekę nad dziećmi, to o wiele trudniej ustalić, kto ma spłacać wspólnie zaciągnięte kredyty.

Mniej małżeństw, mniej rozwodów
Spadającą liczbę rozwodów można także tłumaczyć tym, że w latach 2001–2004 w Polsce zawarto wyjątkowo mało małżeństw, bo jedynie około 200 tysięcy. Dla porównania w 1999 r. było ich 219 tysięcy, a w 2009 aż 250 tysięcy. Kryzys małżeński wiele par dopada mniej więcej po 7 latach od daty ślubu. W 2012 rozwodziły się więc pary, które sakramentalne tak powiedziały około roku 2005.

– Dokonując analizy spraw cywilnych dotyczących rozwodów i separacji zauważamy nieznacznie zmniejszenie wpływu tych kategorii spraw – przyznaje wiceprezes Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu, sędzia Grzegorz Zarzycki. – W naszym okręgu, w 2012 roku, mieliśmy o 77 spraw o rozwód mniej niż w 2011 i jest to spadek o 10 procent, spraw o separację było o 10 mniej i jest to 14-procentowy spadek.

Małgorzata Rokoszewska