Więcej przeszkadzania, niż gry w piłkę

- Z poziomem naszych ligowców nie jest najlepiej. Czasem przebierzemy się z Markiem Kusiakiem w dres i podczas “gierki” nie odstajemy od naszych podopiecznych. A przecież swoje lata już mamy – mówi trener “Stalówki” Mirosław Kalita. Fot. Bogdan Myśliwiec

II LIGA. Trener Stali Stalowa Wola MIROSŁAW KALITA o zakończonym sezonie i słabym poziomie rozgrywek

Stal Stalowa Wola zajęła w sezonie 2011/12 siódme miejsce. Zdobyła 39 punktów, strzeliła 35 goli, straciła 39. –Miodu nie ma – przyznaje jej trener MIROSŁAW KALITA, który prowadził zespół w rundzie rewanżowej.

- Stal pod pana wodzą zdobyła 15 punktów w 12 meczach. Jest pan zadowolony z tego wyniku?
- Skądże! Cały sezon był nijaki. Wiosną zaczęliśmy obiecująco, ale im było dalej w las, tym gorzej. Boli, że na własnym boisku gubiliśmy tak dużo punktów. Pozostał niedosyt, choć pamiętajmy, iż zespół do rundy rewanżowej przystąpił w mocno okrojonym składzie.

- Zaskakujące, że “Stalówka” wyhamowała tak nagle, krótko po zwycięstwach nad Stomilem Olsztyn i Stalą Rzeszów.
- Od jakiegoś czasu były problemy ze skutecznością. Wojtek Białek grał we wszystkich meczach, a strzelił wiosną tylko jednego gola. Seryjnie marnował wyborne okazje. Tylko odrobinę lepiej wyglądał Kamil Gęśla. Z napastników nie zawiódł jedynie Wojtek Fabianowski, profesor w tym zespole, który przez kontuzje stracił przecież kilka tygodni.

- Tylko cztery drużyny straciły więcej goli, niż Stal. Gra w defensywie to był chyba największy problem?
- “Moja” Stal straciła 13 bramek czyli ani dużo, ani mało. Cały czas pracowaliśmy nad poprawą gry w defensywie, ale nie wszystkim piłkarzom zmiany pasowały. Chciałem grać wyżej, odbierać piłkę na połowie przeciwnika, co wymaga jednak wzmożonego wysiłku. Tymczasem w Polsce wszyscy chcieliby grać z kontry.

- Kopacze, nie piłkarze – tak pan mówi o dzisiejszych zawodnikach, nawet swoich. Faktycznie z poziomem jest tak źle?
- Niestety. Czasem przebierzemy się z Markiem Kusiakiem w dres i podczas “gierki” nie odstajemy od naszych podopiecznych. A przecież swoje lata już mamy.

- Co się dzieje z młodzieżą? Jakoś nikt nie zapadł w pamięć.
- Różowo nie jest, choć na plus trzeba zaliczyć występy Artura Cebuli, który miał udział przy większości zdobywanych przez nas goli. Poniżej dobrego poziomu nie zszedł Bartek Horajecki, którego już kuszą lepsze kluby.

- Czego brakuje Stali, by stać się klasowym zespołem?
- Skrzydłowych. Jarek Piątkowski grał przeciętnie, a Krystian Getinger wiecznie był chory albo kontuzjowany. Potrzeba nam także rozgrywającego i kogoś do ataku.

- Co pan powie o innych drużynach?
- Większość nie zamierzała grać w piłkę, tylko przeszkadzać. Bazowała na stałych fragmentach. Tak prezentował się choćby Znicz Pruszków, który ukończył sezon na 4. miejscu. Najlepiej w piłkę grali Stomil i Resovia.

- Zaczął pan już budować zespół na następny sezon. Jakie są plany?
- Jak co roku, aspiracje są niemałe, ale problemów jeszcze więcej. Prowadzone są rozmowy z miastem w sprawie pomocy finansowej dla Stali, budowa stadionu raczkuje. Sam zespół powinien być jednak ciekawy. Jest w Stalowej Woli zdolna młodzież, choćby juniorzy u Jarka Wieprzęcia, wraca do zespołu Rafał Turczyn, który pobiegnie tam, gdzie innym by się nie chciało. Może nie będzie tak źle.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.