Więcej władzy dla przewodniczącego

PRZEMYŚL. Radni przyjęli zmianę w dietach według projektu przewodniczącego Bartmińskiego, ale nie brak niektórym z nich wątpliwości i obaw.

O tym, że rajcom przemyskim nieco „utnie się” diety wiadomo było od dawna. Najpierw pomysł na to mieli szefowie koalicyjnych klubów: Jerzy Krużel (PO) i Wiesław Morawski (Regia Civitas). To ich projekt był w porządku czwartkowej (2 lutego) sesji, ale zastąpiono go autorskim pomysłem przewodniczącego Jana Bartmińskiego. Projekt „przeszedł” bez sprzeciwów, „za” zagłosowały kluby PO, Regia Civitas, SLD i jedyny radny „Doliny Sanu”, Janusz Łukasiewicz. Pięcioosobowy klub PiS wstrzymał się od głosu.

Mimo tego, jak mogłoby się wydawać, zadowalającego wyniku, „dieta według Bartmińskiego” budzi wśród radnych kontrowersje. – Nie chodzi o pieniądze – zastrzega radny Janusz Zapotocki (SLD). – A przede wszystkim o kompetencje przewodniczącego – podkreśla. – Zgodnie z tym, co przegłosowaliśmy, przewodniczący będzie mógł uznaniowo usprawiedliwiać, albo nie, nieobecności radnych na sesjach i komisjach – dodaje Zapotocki. – A kto wie, co uznać może za wiarygodne i sensowne usprawiedliwienie? – zastanawia się. – A jeśli pan przewodniczący na przykład nie da wiary zwolnieniu lekarskiemu? – pyta. Stąd, jak podkreśla Zapotocki, wzięło się jego wypowiedziane podczas sesji porównanie z prezydentem Białorusi, Łukaszenką. – To nie jest prawda, ze tak nazwałem przewodniczącego – zastrzega radny. – Po prostu pokazałem analogię z dyktaturą i jednowładzą – dodaje. J. Zapotocki. Dlaczego zatem mimo to nie tylko radny Zapotocki, ale i cały klub SLD głosował „za”? – Poparłem zmianę, bo wprowadzi oszczędności, a te są potrzebne – zauważa Zapotocki. – Potem byłoby, że nie jestem za oszczędzaniem – dodaje radny podkreślając, że nowo przyjęta zasada „dietowa” nie zakłada już, jak poprzednia obowiązkowej pracy radnego w dwóch komisjach stałych rady.

Miało być o etyce, a nie pieniądzach?

- To nie tak – wyjaśnia przewodniczący, Jan Bartmiński. – Ustawa mówi, że radny ma obowiązek pracy na sesji i w komisjach rady, nie precyzuje wcale, w ilu. Rzecz w tym, że poprzednie uregulowania przewidywały dodatkowe pieniądze za pracę w więcej, niż dwóch komisjach, moja propozycja żadnych pieniędzy za pracę w komisjach, poza jej przewodniczącymi, dla radnych nie przewiduje – dodaje. Bartmiński podkreślił, że ostatnie o czym chciał dyskutować to pieniądze, a do tego chcieli dyskusję sprowadzać jego oponenci. – Ja chciałem mówić o etyce – stwierdza. – Dieta dla radnego jest za pracę – podkreśla przewodniczący. – Tę na sesji, w komisjach i w terenie. Nie wyobrażam sobie, że radny chciałby oszukiwać – dodaje. Jednocześnie przewodniczący przyznaje, że zdarzało się, iż na liście obecnych na komisji radnych byli wszyscy, którzy być powinni, a na sali posiedzeń, nie.

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.