Więzienne lata Prymasa Tysiąclecia

Za tym tunelem znajdziemy Klasztor Sióstr Nazaretanek. To właśnie tędy 29 października 1955 r. przywieziono ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Przebywał tu do dnia zwolnienia - 28 października 1956 r. Fot. B. Sander

Wyprowadzili go z mieszkania nocą 25 września 1953 r. Wsadzili do auta i w eskorcie 6 samochodów wywieźli z Warszawy

Uzbrojeni funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego wkraczają do rezydencji Prymasa Polski na Miodowej. Pies Baca usiłuje bronić swojego pana. Ubowcy wciskają Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu zakaz wykonywania funkcji kościelnych i posługi kapłańskiej. Kiedy Prymas odmawia podpisania dokumentu, każą mu się pakować. – Ubogi przyszedłem do tego domu i ubogi stąd wyjdę – odpowiada Kardynał i jest gotowy do wyjścia.

Wyprowadzili go z mieszkania nocą 25 września 1953 r. Wsadzili do auta z zamazanymi szybami i w eskorcie 6 samochodów wywieźli z Warszawy. Najpierw umieścili w Rywałdzie, później prawie rok czasu trzymali w Stoczku koło Lidzbarka Warmińskiego. Kolejny rok internowania przyszło mu spędzić w Prudniku na Śląsku Opolskim. Izolowali go od świata i ludzi. Podsłuchiwali i podglądali. Kiedy podupadł na zdrowiu, 29 października 1955 r. przewieźli go do klasztoru sióstr Nazaretanek w Komańczy w Bieszczadach.

Siostry były zdezorientowane
- Wyjazd nastąpił o godzinie 6; droga wiodła przez Katowice, Kraków, Tarnów, Jasło, Sanok. W dwóch “warszawach” jechał nieznany mi osobnik, z władczymi manierami, które często w drodze ćwiczył wobec kierowcy prowadzącego wóz, którym jechałem. Moim towarzyszem był komendant, który przez dwa lata był razem ze mną. Zachowywał się bardzo uprzejmie, nawet podejmował rozmowę i rozwodził się o „Katedrze stalinogrodzkiej” [po śmierci Stalina zmieniono nazwę Katowic na Stalinogród], którą właśnie w niedzielę miano konsekrować. Raz tylko zatrzymaliśmy się w drodze na krótki postój w lesie, z zachowaniem wszelkich wskazań ostrożności i dyskrecji – pisze kardynał Wyszyński w “Zapiskach więziennych”. – Do Komańczy przybyliśmy o godzinie 15.30. Na spotkanie wybiegła jakaś pani, która – jak się później okazało – przybyła tu dziś rano, aby uprzedzić siostry o moim przybyciu i przygotować mieszkanie. Wszystko było czynione w ostatniej chwili. Siostry były zaskoczone zapowiedzianym przyjazdem i w widoczny sposób zdezorientowane.

Jak one zapamiętały ten moment? – Z niedowierzaniem przyjęłyśmy wiadomość, że dom nasz ma być natychmiast opróżniony z gości, że nikogo z osób świeckich nie można już przyjmować, a jeśli ktoś jest obecny – musi wyjechać – wspomina s. Stanisława Niemeczek. Nawet ekipa filmowa, kręcącą obraz o gen. Świerczewskim musiała się natychmiast wynieść.

Matka Przełożona zaprowadziła Księdza Prymasa na I piętro do największego pokoju, jaki był w klasztorze. – Odtąd przez rok, dzień po dniu, byłyśmy świadkami i współuczestniczkami życia tego niezrównanego człowieka. Dzień po dniu mogłyśmy uczyć się od niego niezwykłej sztuki zawierzenia Bogu, umiłowania Kościoła i Ojczyzny, umiejętności współpracy z innymi, zwłaszcza ogromnego szacunku i zaufania do drugiego człowieka – opisuje s. Stanisława. – Wielkim przeżyciem było widzieć przy ołtarzu jego skupioną twarz, oczy przymknięte podczas wspominania żywych i umarłych, słyszeć jego głos, wymawiający z namaszczeniem każde słowo.

Codziennie wstawał około piątej rano, a kładł się późno – czasem o pierwszej, drugiej w nocy. Mimo internowania, cały dzień miał wypełniony pracą i modlitwą. Z Komańczy starał się czuwać i kierować Kościołem. Tu odwiedzali go biskupi i księża. Pisał dziesiątki listów dziennie. Na chwilę wytchnienia pozwalał sobie tylko podczas spaceru. W umiłowaniu przyrody był podobny do św. Franciszka: – Wszystko dostrzegał i zauważał. We wszystkim umiał odkryć odblask piękna Boga – podkreśla s. Stanisława. – Przyzwyczailiśmy się wszyscy widzieć w Księdzu Prymasie wybitnego męża stanu, wielkiego Prymasa Tysiąclecia, niezłomnego Księcia Kościoła. Komańcza odsłoniła go nam w jego zwyczajności, w kontaktach ludzkich, w których był tak bardzo

przyjacielski i bliski.
Dalej siostra Stanisława wspomina: – Na kapuścianym liściu potrafił przynieść kilka upieczonych ziemniaków dla siostry, która nie mogła być przy ognisku. Siostrze infirmerce podczas spaceru zbierał dziurawiec centurię i inne zioła. Siostrom z pralni przesyłał owoce – ku pokrzepieniu, a chorym coś ze słodyczy i życzenia zdrowia. Siostrze, która sporządzała kopie niektórych jego listów , sam przygotowywał papier i stawiał kwiaty na stoliku, żeby jej było miło przy przepisywaniu.

Prymas przebywał w Komańczy do 28 października 1956 r. To tu napisał Jasnogórskie Śluby Narodu, tutaj opracował Wielką Nowennę przygotowująca naród do obchodów 1000-lecia Chrztu Polski. Choć miał tu o wiele lepsze warunki i nieco więcej swobody niż w poprzednich miejscach internowania, nie były to wakacje. Klasztor otoczony był tymi, którzy cały czas “czuwali” nad poczynaniami Prymasa. Komańczę włączono w strefę przygraniczną. Każdy, kto chciał odwiedzić internowanego, musiał mieć specjalną przepustkę z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Co ciekawe, od grudnia 1955 do marca 1956 nie wydano jej ani jednej. Niektórzy przekradali się więc lasami (np. członkinie jego Instytutu), by spotkać się z Prymasem nielegalnie, “bez urzędowego papierka”.

Po uwolnieniu Prymas Wyszyński jeszcze trzy razy wracał do gościnnego klasztoru w Komańczy: w 1958, 1972 i 1976 roku. Tutaj do dziś z zaangażowaniem kultywuje się pamięć o nim. Wyposażenie z dawnego pokoju Prymasa i pamiątki po nim zostały przeniesione na parter. Każdy może zobaczyć m.in. skromne łóżko, lampę naftową, przy której pracował, zdjęcia. Może też pomodlić się w klasztornej kaplicy, gdzie kiedyś odprawiał mszę internowany Prymas. W pobliskim lesie na turystów i pielgrzymów czeka figura Matki Bożej Leśnej, gdzie często można było spotkać kardynała Wyszyńskiego na spacerze, a na każdego, kto ma ochotę podążyć jego śladem czeka Dróżka Prymasa Tysiąclecia.

Czy musiało dojść do aresztowania Prymasa Wyszyńskiego?
Początkowo władze komunistyczne prowadząc działania mające na celu ubezwłasnowolnienie Kościoła liczyły, że uda im się pozyskać co najmniej neutralność Prymasa. – Komuniści doceniali siłę Kościoła Rzymskokatolickiego w Polsce, jedynej instytucji, której autorytet wzrósł w okresie II wojny światowej. Dlatego po zniszczeniu podziemia niepodległościowego, Polskiego Stronnictwa Ludowego za głównego przeciwnika uznali Kościół Katolicki – informuje dr Mariusz Krzysztofiński z Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie. – Od początku procesu instalowania władzy komunistycznej w Polsce bezpieka zbierała informacje dotyczące duchowieństwa z przekonaniem, iż w odpowiednim momencie zostaną one wykorzystane. Walka z Kościołem przybrała na sile w 1947 r. Podjęto nieskuteczne starania zmierzające do dokonania rozłamu wewnątrz duchowieństwa. Komuniści aresztowali ordynariusza kieleckiego bp. Czesława Kaczmarka, usunęli biskupów śląskich z diecezji. Ks. Prymas Wyszyński podniesiony przez Ojca Świętego Piusa XII w 1952 r. do godności kardynała przeciwstawiając się tym działaniom stał się głównym przeciwnikiem komunistów.

Płonne okazały się nadzieje na powstrzymanie ataków na Kościół związane z podpisaniem w kwietniu 1950 roku „porozumienia” pomiędzy stroną kościelną i władzami komunistycznymi. Kościół oczekiwał, że w oparciu o nie, ustaną represje i aresztowania wśród kapłanów. Komuniści łamali jego postanowienia, żądając ciągłych ustępstw ze strony kościelnej. W lutym 1953 r. na mocy jednego z dekretów zaczęli ingerować w obsadę stanowisk kościelnych. Zamierzali promować kapłanów uległych, bądź spolegliwych wobec komunistycznej władzy. W okresie tym stosunki państwo – Kościół stały się bardzo napięte. Dochodziło do kolejnych aresztowań wśród duchownych.

Komuniści nie uznawali powstających nowych parafii, przestali wydawać zezwolenia na budowę nowych obiektów sakralnych. W lipcu 1952 władze zlikwidowały niższe seminaria duchowne. Zakonom odbierano należące do nich obiekty. Prymas Wyszyński otwarcie sprzeciwiał się tym represjom. W końcu, 8 maja 1953 r. biskupi polscy skierowali do rządu PRL list otwarty. Zawarte w nim słowa: „Rzeczy Bożych na ołtarzach cesarza składać nam nie wolno. Non possumus!” przeszły do historii. Ich autorem był Prymas Wyszyński. W tym momencie jego aresztowanie było kwestią czasu… Rozpoczął się najtrudniejszy okres w powojennych dziejach Kościoła w Polsce, zakończony powrotem Prymasa Wyszyńskiego do Warszawy w październiku 1956 r., w wyniku rozpoczynającej się politycznej “odwilży”.

W Muzeum Diecezjalnym
Więzienne lata Prymasa Stefana Wyszyńskiego przypomni nam wystawa przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej. Zostanie otwarta w Muzeum Diecezjalnym w środę – 20 czerwca o godz. 12. Wystawa prezentowana będzie w Muzeum Diecezjalnym w Rzeszowie (ul. Zamkowa 4) do 6 lipca. Składa się z 53 paneli przedstawiających archiwalne i aktualne zdjęcia z miejsc uwięzienia prymasa Wyszyńskiego w Rywałdzie, Stoczku Warmińskim, Prudniku Śląskim i Komańczy. Fotografie pochodzą głównie ze zbiorów Instytutu Prymasowskiego w Warszawie, ale też IPN oraz księży Marianów. Wyeksponowano również fragmenty zapisków więziennych kardynała Wyszyńskiego. Integralną część prezentacji stanowi kalendarium życia i działalności Prymasa Tysiąclecia. Ekspozycja przypomina także zasługi Ks. Prymasa, który przeprowadził Kościół przez najbardziej represyjny okres dyktatury komunistycznej. Dr Mariusz Krzysztofiński zauważa, że zasługi Prymasa odzwierciedlają najlepiej słowa przez Ojca Świętego Jana Pawła II wypowiedziane kilka dni po wyborze na Stolicę Piotrową: – nie byłoby papieża Polaka, gdyby nie wiara i heroiczna nadzieja Prymasa.

Beata Sander

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.